15,8 C
Warszawa
czwartek, 21 października, 2021

Rower jest jak rozrusznik w samochodzie

Must read

Rower pozwala zobaczyć, jakie są defekty w organizmie. Na jazdę na rowerze namówiłem między innymi mojego lekarza. Pewnego dnia zasłabł, ale już na terenie szpitala, do którego dojeżdżał rowerem. Wyszło na jaw, że miał chorobę wieńcową i można było w porę przeciwdziałać. Do dziś, gdy tylko wspomina ten moment, mówi mi: „Tadek, to dzięki tobie, dzięki rowerowi. Gdybym tylko chodził, mogłoby być różnie” – mówi Tadeusz Mytnik w rozmowie z Magdaleną Szymerowską.

Porozmawiajmy o aktywności fizycznej. Kolarze zgodnie twierdza, że najlepszy jest rower..  

Bo to prawda. Rower to nie tylko zdrowie fizyczne, bo pracuje układ krwionośny, oddechowy, pracują mięśnie, organizm jest dotleniony, ale również psychika się regeneruje. Znika stres. Każdemu powtarzam; gdy wsiądziesz na rower, przejedziesz tylko kawałek drogi, to o wszystkim zapomnisz. Człowiek jest wtedy sam ze sobą, przypominają mu się ciekawe myśli, słowa. Jest to rodzaj kontemplacji, wyciszenia. Ile problemów można rozwiązać, jadąc.

Dobrze też pracuje serce.

Postawa siedząca, lekko pochylona do przodu jest idealna dla serca – tak mówią kardiolodzy. Rower pozwala zobaczyć, jakie są defekty w organizmie. Na jazdę na rowerze namówiłem między innymi mojego lekarza. Pewnego dnia zasłabł, ale już na terenie szpitala, do którego dojeżdżał rowerem. Wyszło na jaw, że miał chorobę wieńcową i można było w porę przeciwdziałać. Do dziś, gdy tylko wspomina ten moment, mówi mi: „Tadek, to dzięki tobie, dzięki rowerowi. Gdybym tylko chodził, mogłoby być różnie”.

Pochodzi pan z gminy Jaworzyna Śląska. Co roku w pana miejscowości Nowicach odbywa się memoriał Tadeusza Mytnika. Czy dużo osób startuje w tym wyścigu?

W wyścigu mogą wziąć udział zawodnicy w każdym wieku – zrzeszeni, którzy posiadają aktualną licencję kolarską i ważne badania lekarskie, oraz niezrzeszeni po wypełnieniu oświadczenia. Dzieci startują za pisemną zgodą rodziców lub opiekunów, w ich obecności. Startuje nawet kilkuset zawodników. Ale najlepsze są dzieci na swoich rowerkach. Bo to kibicują im dziadek, babcia, rodzice, pies.. No i te dzieciątka stoją na starcie na tych rowerkach, ujadą może ze 100 metrów, ale jaka to dla nich radość. Każde dziecko dostaje medal z moim wizerunkiem.

Dlaczego trzeba promować sport?

Chodzi o to, żeby znaleźć czas dla siebie, dla sportu. Bo ludzie zaniedbują aktywność fizyczną. Przypominają sobie dopiero wtedy gdy zaboli ich serce, wątroba lub zachorują.

Ważne jest też szukanie talentów sportowych.

Tak. Sam pierwszy raz pojechałem na tego typu  wyścig, było to z okazji 650-lecia Piotrowic. Startowali tam też zawodnicy z klubów kolarskich. No i wszystkich pokonałem, ale gdy podniosłem ręce do góry przed metą, przewróciłem się. Zająłem drugie miejsce, bo zanim się pozbierałem, metę minął Mieczysław Cielecki, później wybitny przełajowiec. To on mnie namówił do treningów w klubie sportowym Karolina Jaworzyna Śląska. I tak się zaczęła moja przygoda z kolarstwem.

Jak wygląda dzisiaj pana aktywność fizyczna?

Rano, gdy się budzę, nie wstaję od razu. Budzę oczy, serce, jelita, mięśnie. To trzeba zrobić. I wtedy dopiero wstać. Gimnastyka poranna, to przede wszystkim rozciąganie. Kładę się na dywan robię krzyżowe ćwiczenia, potem robię rozciągające „kocie ćwiczenia” – wyciągam ręce,  jedną nogę odciągnę potem drugą, zawsze zrobię dziesięć pompek i co jest bardzo ważne, otwieram drzwi balkonowe i wymieniam dwutlenek węgla w organizmie na świeże powietrze. Codziennie to robię. Głęboki oddech i trzymam powietrze, ile tylko mogę i je wydycham. Chodzi o to, żeby w obieg wszedł tlen, a szybciej wyszedł dwutlenek węgla. To jest ćwiczenie tybetańskie.

A rower?

Na rower wsiadam trzy razy w tygodniu. Jeżdżę od 60 do 100 kilometrów. Bo tego starego diabła, co jest we mnie  w środku, to czterdziestoma kilometrami nie rozruszam. Jeżdżę nawet, gdy pada deszcz. I po powrocie do domu, mogę góry przenosić, jestem tak naładowany.

Projekt wykonano dzięki partnerstwu z Fundacją LOTTO im. Haliny Konopackiej

ŚNIADANIE MISTRZA

Tadeusz Mytnik: Wieczorem zawsze parzę siemię lniane, które rano wypijam. Na śniadanie  przygotowuję swoją miksturę: rozgniatam banan, dodaję pestki dyni, słonecznika, żurawinę, pokrojone suszone śliwki, płatki owsiane, rodzynki, sok z cytryny, jedną łyżkę oleju lnianego, szczyptę imbiru w proszku i pół startego jabłka.

   Do tego piję herbatę liściastą z miodem. Po takim śniadaniu jestem syty i  do obiadu nic więcej nie jem.

Tadeusz Mytnik  – polski kolarz szosowy i torowy, srebrny medalista olimpijski, trzykrotny medalista szosowych mistrzostw świata, wielokrotny mistrz Polski, zwycięzca Tour de Pologne, specjalista w szosowej indywidualnej jeździe na czas.

SONY DSC

      Urodził się na Dolnym Śląsku. Kolarstwo zaczął uprawiać w klubie Karolina Jaworzyna Śląska w 1965 roku pod okiem trenera Henryka Cacały. Po powołaniu do służby wojskowej w Marynarce Wojennej, był zawodnikiem WKS Flota Gdynia, gdzie trenował go Jerzy Pancek.

      Największe sukcesy międzynarodowe odniósł w szosowym wyścigu drużynowym, będąc, ze swoimi umiejętnościami jazdy na czas, głównym filarem zespołu. W tej konkurencji dwukrotnie zwyciężył na mistrzostwach świata w Barcelonie w 1973 oraz rozgrywanych dwa lata później mistrzostwach świata w Yvoir. Na MŚ w 1973 Polacy wystąpili w składzie: Tadeusz Mytnik, Lucjan Lis, Stanisław Szozda i Ryszard Szurkowski, a w 1975 partnerowali mu Mieczysław Nowicki, Ryszard Szurkowski i Stanisław Szozda. W tej samej konkurencji zdobył też srebrny medal na igrzyskach olimpijskich w Montrealu w 1976 oraz brązowy na mistrzostwach świata w San Cristóbal w 1977.

       W mistrzostwach Polski zdominował przede wszystkim indywidualną jazdę na czas, zdobywając ośmiokrotnie złote medale (1971, 1972, 1973, 1974, 1978, 1979, 1980 i 1982) oraz srebrny w 1984.

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article