15,8 C
Warszawa
czwartek, 21 października, 2021

Wypadek zmienił wszystko

Must read

Większą połowę życia trenowałem, uprawiałem sport. Wypadek zmienił wszystko. Na początku to jakby mi tlenu zabrakło. Trenowałem codziennie po 6 godzin, na dużych obrotach. Byłem na olimpiadzie. Później przeszedłem na zawodowstwo. A teraz? Ten wypadek to dla mnie lekcja, wszystko dzieje się po coś – mówi Mariusz Cendrowski w rozmowie z Magdaleną Szymerowską.

Co byś powiedział o aktywności fizycznej tym wszystkim, którzy siedzą w domu przy komputerach?

Teraz też siedzę w domu i doświadczam takiej sytuacji. Od wypadku samochodowego poruszam się na wózku inwalidzkim. Wcześniej zajmowałem się przez moją Fundację resocjalizacją przez sport. Przychodziła trudna młodzież, często tych młodych przyprowadzali rodzice. Ale do mojego klubu nie tylko ta młodzież trafiała. Przychodzili też ludzie, którzy cały dzień pracowali przy komputerze. Informatycy, przedsiębiorcy, prawnicy, lekarze, pracownicy z korporacji. Każdemu z nich na początku powtarzałem: Zrób krążenie ramion w przód, komputer tego za ciebie nie zrobi.

       Za moich czasów chodziło się na podwórko i nikt się nie nudził. Gra w piłkę, podchody, ćwiczenia na trzepaku. Sami wymyślaliśmy zabawy. To było aktywne życie. XXI wiek spowodował, że na podwórkach nie widać młodzieży. W jakim kierunku idzie ten świat?

Mimo że poruszasz się na wózku jesteś aktywny.

Nie wolno mi się poddać. Na początku miałem pretensje do Boga, że mnie to spotkało. Dlaczego mnie, pytałem? Jednak z czasem pogodziłem się ze wszystkim i z tym, jak mnie Bóg doświadcza. Sport mnie zahartował, jestem też osobą publiczną, od której ludzie więcej oczekują. Dlatego nie używam takich słów, że się nie da, że nie można.

Czy prowadzisz w szkółce trening bokserski czy ogólnorozwojowy?

Są elementy pięściarskie, ale jest to trening ogólnorozwojowy. Chcę pokazać każdemu, żeby przełamał swoje bariery i dobrał wysiłek dla siebie. Żeby wypluł papierosy, a alkohol wypocił. Nie chcę mówić, tłumaczyć, że źle robi, zależy mi, żeby on sam – przez coraz większy wysiłek fizyczny – odpowiadał na pytania. Żeby sam zrozumiał. Znam ludzi mających np. biznes, którzy wkładali przepocone rękawice, żeby powalczyć z samym sobą. W ten sposób odreagowali napięcie i zapominali o problemach. Resetowali się. Kiedyś Edzio Wlazły, nasz ulubiony, wybitny psycholog powiedział mi, że na psychikę najlepszy jest reset, czyli wysiłek fizyczny. Może być to np. praca w ogródku lub trening sportowy.

Mówisz o treningu, kiedy musisz się rozebrać i nałożyć strój sportowy, rozgrzać wszystkie partie mięśniowe. Ale co byś polecił tym, którzy siedzą osiem godzin przed komputerem?

Proponuję zrobić przerwę w pracy czy nauce i wykonać kilka prostych ćwiczeń z wykorzystaniem oporu własnego ciała. Stajemy metr od ściany, kładziemy na niej dłonie i napieramy na nią. Liczymy do dziesięciu i zmieniamy rękę. Powtarzamy po kilka serii. Robimy po kilka serii przysiadów, pompek. Można wejść na krzesło i z niego zejść. Siedząc można kolana w kącie prostym przyciągać do siebie. Noga powinna krążyć w lewo, w prawo w różnych pozycjach i pod różnym kątem. Można wstać i podnieść kolano, skręcać w różne strony. To samo ze stopami.

Kiedy na mój trening przychodzili informatycy, to widziałem, jacy byli zmęczeni. Dopiero po treningu wracali do życia.

Ile trwał trening u Ciebie?

Minimum 60 minut i minimum dwa razy w tygodniu. Kiedy ktoś poczuje smak treningu, to pracując przy komputerze, już sam będzie chciał pójść na salę, żeby się zresetować. Uważam, że pracodawcy powinni wykupić im takie treningi. Będą wtedy mieli zdrowszych i tym samym wydajniejszych pracowników.

Po tylu latach aktywności fizycznej, jak sobie teraz radzisz?

Ponad połowę życia trenowałem, uprawiałem sport. Wypadek zmienił wszystko. Na początku czułem jakby mi tlenu zabrakło. Trenowałem codziennie po 6 godzin, na dużych obrotach. Byłem na olimpiadzie. Później przeszedłem na zawodowstwo. A teraz? Ten wypadek to dla mnie lekcja, wszystko dzieje się po coś. Zostawiłem to już za sobą, nie myślę. Co mi to da? Miałem chwile słabości, wiele łez wylałem, ale przez to się oczyściłem. I przyjmuję to, co jest. Nic się nie dzieje bez przyczyny. Swoją postawą chcę pokazać, że nie można się poddać. Życie przygotowało mnie teraz do najważniejszej walki. Nigdy bym nie przypuszczał, bo w boksie nie miałem żadnej kontuzji, że będę musiał ją stoczyć w taki sposób. Każdy ma swój krzyż, to jakaś lekcja dla mnie.

      Kupiłem sprzęt i mam teraz salkę do rehabilitacji w domu. Łóżko, drabinki, przyrządy. Sam ćwiczę i wierzę, że będę chodził.

W wypadku uszkodziłeś kręgosłup?

Mam uszkodzony rdzeń na długości 3 centymetrów. Zmiażdżony, ale nie przerwany. Mam w sobie dziewięć śrub, całkowite stabilizatory. Przepustowość rdzenia jest minimalna, na 0,3-0,4, ale jest. To daje wiarę. Wierzę, że przyjdzie czas, że wstanę z tego wózka. To będzie moje świadectwo, że nigdy nie można się poddawać. Co gorszego mogło mnie spotkać? Można powiedzieć, że straciłem wszystko. Czasem, gdy wszystko się kończy, to naprawdę dopiero się zaczyna, na nowo. Tylko trzeba wierzyć, że nic się nie dzieje bez przyczyny, że ma sens. Trzeba umieć stawić temu czoła, nie bronić za wszelką cenę tego, co było. To jest właśnie moja wiara w Boga.

Wsiadłeś za kierownicę pijany

Nigdy mi się nie zdarzyło wsiąść pijanemu za kierownicę, a tu się okazało, że byłem pijany. Wracałem z urodzin przyjaciela. Nie pamiętam urodzin, drogi powrotnej. Miałem 3,5 promila alkoholu we krwi. Uderzyłem w drzewo. Wbrew pozorom może i dobrze, że miałem ten wypadek. Teraz sprawdzam samego siebie, kim naprawdę jestem. Z Bogiem, z wiarą, wszystko jest możliwe. Góry można przenosić i ja będę te góry przenosił. Mam jeszcze coś do zrobienia. Wypadek całkowicie zmienił moje życie i moje postrzeganie różnych spraw.

A jakiej przestrogi byś udzielił innym?

Zrobię kampanię: „Piłeś, nie jedź”. Ja już płacę taką cenę, żeby być przestrogą dla innych. Teraz moje życie jest jak w boksie. Gdy wchodzisz na ring i mówisz – może wygram, to lepiej nie wchodź. Tutaj też albo poddaję się losowi albo z wózka.

     Moja Fundacja zajmowała się resocjalizacją przez sport trudnej młodzieży. Ale teraz chcę dodać elementy bokserskie. I zająć się młodzieżą, bo ta pandemia i zamknięcie zrobiły wiele szkód w ich psychice.

Projekt wykonano dzięki partnerstwu z Fundacją LOTTO im. Haliny Konopackiej.

Wesprzyj leczenie i rehabilitację

Mariusza Cendrowskiego

Fundacja Blue Corner

Bank Zachodni BZWBK

Wpłaty w PLN 12 1090 2486 0000 0001 3541 1245

Wpłaty w USD 18 1090 2486 0000 0001 3541 1331

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article