15,8 C
Warszawa
czwartek, 21 października, 2021

Aktywność fizyczna to nie tylko trening mięśni, ale też odskocznia od dnia codziennego

Must read

Trudno zmobilizować ludzi, którzy nie mają właściwych nawyków. Jest to błąd systemowy. Dzieci od wieku przedszkolnego i szkolnego uczą się, że lekcje  wychowania fizycznego nie są im do niczego potrzebne, tylko są po to aby je zaliczyć. To podejście powoduje, że nie mamy zwykłego odruchu higieny fizycznej – mówi Mariusz Cieśliński w rozmowie z Magdaleną Szymerowską.

Jest Pan pierwszym zawodnikiem reprezentującym Polskę, który został zawodowym mistrzem świata w boksie tajskim (22 sierpnia 2005 roku, w Nowym Jorku), pokonując Taja Faphimaia Bunkerda.

Tak. Jako pierwszy Polak zdobyłem tytuł mistrza świata zawodowego w boksie tajskim w 2005 roku.

Dlaczego Pan przeszedł z kickboxingu na boks tajski?

Było to dla mnie kolejne wyzwanie. Pomimo że są to odrębne dyscypliny, to mają wspólny mianownik. Jadąc do Nowego Jorku – nieskromnie muszę powiedzieć – byłem bardzo utytułowanym kickbokserem. Zarówno jako amator jak i zawodowiec. Miałem już tytuły i medale w kicboxingu, a boks tajski był wyzwaniem. Dlatego nawet się nie zastanawiałem, kiedy dostałem propozycję udziału w mistrzostwach. Wszystko przemawiało za udziałem w tej imprezie. Miejsce –  Nowy Jork, udział utytułowanych zawodników. Moim idolem jest Marek Piotrowski, wielokrotny zawodowy mistrz świata w kickboxingu, więc gdybym nie przyjmował wyzwań, czułbym się tak, jakbym w ogóle nie uprawiał tej dyscypliny sportu. 

Czy ktoś pomagał Panu w przygotowaniach?

Przygotowywałem się wspólnie z kolegami z reprezentacji Polski w kickboxingu. Na zgrupowaniach byliśmy razem cały czas. Nasz czas sportowy przebiegał od zgrupowania do zgrupowania.

Kiedy skończył Pan karierę sportową?

Kilka lat temu, ale można powiedzieć, że nadal jestem czynnym sportowcem, choć już niestartującym. Cały czas trenuję ze swoimi zawodnikami. Stoczyłem ponad 300 pojedynków. Sport zawodowy odbywa się  kosztem rodziny. Dostałem od żony ultimatum. Moje walki oznaczały dla niej ciągłe zdenerwowanie i zamartwianie się o moje zdrowie. To już było dla niej za dużo. Poza tym w sportach walki młodzi zawodnicy chcą się wspiąć na szczyt po plecach starszych, bardziej utytułowanych kolegów. Żeby walczyć ze mną, bardzo intensywnie i mocno się przygotowywali. Naturalna kolej rzeczy – wymiana sportowych pokoleń.

Prowadzi Pan własny klub?

Tak, prowadzę klub kickbokserski w Świebodzicach. Ale trenujemy też czasami razem z pięściarzami, których prowadzi Piotrek Wilczewski w Dzierżoniowie. Współpracujemy w tych małych miejscowościach i wspólnie trenujemy.

W jakim wieku są zawodnicy?

U mnie trenują nawet dzieci od siedmiu lat, pod warunkiem, że są samodzielne – rodzic nie jest im potrzebny na zajęciach. Mamy zawodników od 7-8 lat i starszych.

Prowadził Pan też ćwiczenia ogólnorozwojowe żużlowców Sparty Wrocław?

Tak. W klubie WTS Sparta Wrocław zacząłem pracę w 1999 roku. Będąc w Sparcie, kontynuowałem swoją karierę zawodniczą. Byłem również trenerem od ćwiczeń motorycznych, ponieważ mam wiedzę na temat suplementacji i ogólnego przygotowania w sporcie. Zawodnicy Sparty Wrocław byli pod moją opieką również w zakresie ich stanu fizycznego.

Nasza aktywność po pandemii spadła. Co by Pan powiedział ludziom, żeby ich zachęcić do aktywności fizycznej

Trudno zmobilizować ludzi, którzy nie mają właściwych nawyków. Jest to błąd systemowy. Dzieci od wieku przedszkolnego i szkolnego uczą się, że lekcje  wychowania fizycznego nie są im do niczego potrzebne, tylko są po to aby je zaliczyć. To podejście powoduje, że nie mamy zwykłego odruchu higieny fizycznej. W szkole powinniśmy się nauczyć aktywności sportowej. Minimalny wysiłek fizyczny jest bardzo ważny dla rozwoju społeczeństwa. Zdrowe społeczeństwo nie obciąża budżetu, ludzie nie chodzą na zwolnienia lekarskie, mają większą odporność, efektywniej pracują, są mniej zestresowani i na pewno  szczęśliwsi.

Rola rodziców jest ważna

Tak, uważam, że rodzice mogą wyrobić w dzieciach te nawyki. Nie tylko własnym przykładem, ale również przez zachęcanie ich do zajęć pozalekcyjnych. Jeżeli tego nie zrobią,  dzieci będą siedzieć przed komputerem, który bardzo źle wpływa na organizm nie tylko fizycznie, ale również negatywnie kształtuje psychikę.

Na czym polega Pana aktywność w ciągu dnia?

Dzień sportowca bardzo się różni od dnia zwykłego Kowalskiego. Nie muszę rano wstawać do pracy, ale niezależnie od tego, jaki mam harmonogram dnia i treningów– wszystko jest blisko sali treningowej. Jako zawodnik miałem zawsze treningi w terenie. Mieszkam na Przedgórzu Sudeckim w Świebodzicach, blisko zamku Książ, dookoła są górki, wzniesienia. Na tym terenie dużo biegam i prowadzę trening typowo lekkoatletyczny. Moi trenerzy Marek Rządkowski i Ludwik Denderys namówili mnie, żeby włączyć do swoich treningów bieganie w lesie, tak kiedyś trenowali polscy lekkoatleci.

          Druga jednostka treningowa to już sala i trening siłowy i specjalistyczny. Trening zawodników sportów walki jest bardzo rozbudowany, różnorodny i skomplikowany.

Jaką poranną gimnastykę zaleciłby Pan amatorom?

Rano radzę wyjść na balkon lub stanąć przy otwartym oknie i głęboko pooddychać. Zrobić 10, 20, 30 przysiadów i pompki na ścianie. Można obudzić się pół godziny wcześniej i wyjść na spacer, żeby przewentylować płuca. Nikt nie każe biegać maratonów, bo jak ktoś prowadzi osiadły tryb życia i ma niewiele ruchu, trudno mu od razu zaimplementować trening sportowca. Nie poradzi sobie i szybko zniechęci. Na początku nie można przesadzać.

Zawodnicy wyczynowi mają określoną dietę. Jak ona wygląda w kickboxingu?

Sportowcy wszyscy muszą stosować dietę. W moim przypadku to nie była dieta restrykcyjna. Ale starałem się unikać białego cukru i produktów przetworzonych. Mam komfortową sytuację, bo mieszkamy w małej miejscowości i żywimy się w domu. Posiłki zawsze przygotowuje żona – nieodzowny członek sportowego teamu.  Moja dieta się zmieniała w zależności od okresu. W okresie startowym, kiedy musiałem zbijać zbędne kilogramy, była bardziej restrykcyjna. W innych okresach mogłem sobie pozwolić na jedzenie wszystkiego, ale starałem się unikać bardzo tłustych potraw, przesłodzonych i wszelkich fast foodów.

Co Pan jadł na śniadanie?

Śniadanie to przeważnie owsianka, omlety owsiane, dużo jajek, dużo nabiału. Starałem się jeść produkty, które dawały dużo kalorii. W bardzo intensywnym treningu, jak w moim sporcie, 70 proc. to praca beztlenowa i trening, który bardzo zakwasza organizm. Źródłem energii są przede wszystkim węglowodany, czyli makarony, ciemne pieczywo. Nie jest to skomplikowane dla sportowca, ale mimo wszystko trzeba było zawsze wszystkiego pilnować, żeby być najedzonym. Przede wszystkim unikać głodu. No i zawodnicy muszą pilnować, żeby krzywa cukrowa była w organizmie stała.

A na czym polega zbicie wagi?

To nie był duży problem, bo nigdy nie byłem specjalnie otłuszczony, miałem najwyżej 3-4 kg do zrzucenia. Czasami jednak musiałem zrzucić te zbędne kilogramy. A jak to robiłem? Wkładałem cieplejszy ubiór, na to ortalion, który nie przepuszcza powietrza, i w tym trenowałem, „wyrzucając” wodę z organizmu. Takie wypocenie dość szybko zbija wagę.

Dlaczego aktywność fizyczna jest tak ważna?

Od aktywności fizycznej zależy jakość naszego życia. Zdrowszy, mocniejszy człowiek może sobie pozwolić na czerpanie przyjemności z życia. Zdrowy organizm nie stanowi dla nas bariery. Ostatnio czytałem, że jacyś ludzie weszli na Morskie Oko i nie mogli sami zejść. Ratownicy GOPR musieli ich ściągnąć z prostego szlaku turystycznego. To jest śmieszne i zarazem tragiczne.

      Aktywność fizyczna to nie tylko trening mięśni, ale też odskocznia od dnia codziennego. Ważne, żebyśmy znaleźli dla siebie taki sport, który sprawi nam przyjemność. Pamiętajmy, że trenując, wzmacniamy układ immunologiczny, serce i cały organizm. Likwidujemy stres i zyskujemy dobre samopoczucie.

Bardzo dziękuję za wywiad.

Projekt wykonano dzięki partnerstwu z Fundacją LOTTO im. Haliny Konopackiej.

Mariusz Cieśliński (ur. 19 sierpnia 1972 w Świebodzicach) – polski kick-boxer oraz zawodnik boksu tajskiego. Wielokrotny medalista oraz mistrz świata takich federacji jak ISKA czy WAKO.
Jest pierwszym zawodnikiem reprezentującym Polskę, który został zawodowym mistrzem świata w boksie tajskim (22 sierpnia 2005, Nowy Jork), pokonując Taja Faphimaia Bunkerda.
 
Ważniejsze osiągnięcia
1992: Mistrzostwa Europy WAKO – 1. miejsce (Kawala)
1993: Mistrzostwa Świata WAKO – 1. miejsce (Budapeszt)
1995: Mistrz Świata w savate (Acy-Romance)
1995: Mistrz Świata ISKA w formule low kick
1996: Mistrz Świata ISKA w formule low kick
1996: Mistrzostwa Europy WAKO – 1. miejsce (Belgrad)
1997: Mistrzostwa Świata WAKO – 1. miejsce (Gdańsk)
1998: Mistrzostwa Europy WAKO – 1. miejsce, formuła low kick (Kijów)
1999: Mistrzostwa Świata WAKO – 1. miejsce (Caorle)
2000: Mistrzostwa Europy WAKO – 1. miejsce (Moskwa)
2004: Interkontynentalny mistrz WAKO PRO, formuła low kick (Mediolan)
2004: Mistrz Europy WAKO PRO, formuła low kick
2005: Interkontynentalny mistrz WAKO PRO, formuła low kick (Mediolan)
2005: Mistrz Świata ISKA w formule muay thai (Nowy Jork)
2006: Mistrz Świata ISKA w formule muay thai (Warszawa)
2006: Mistrzostwa Świata WMF – 3. miejsce, formuła muay thai (Bangkok)
2007: Mistrzostwa Świata WMF – 3. miejsce, formuła muay thai (Bangkok)
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article