DE FACTO

POLSKA NA WOJNIE

Na początku nie ma wojny. Ale czy jest pokój? Nie ma pokoju. Jest stan bez wojny. To stan, można rzec, wyjątkowy. „Stan między pokojem i wojną” – rzekłby John Mueller, profesor na Uniwersytecie w Ohio, autor rozprawy: War Has Almost Ceased to Exist, Political Science Quarterly. Mueller twierdzi, że wojny prawie przestały istnieć. Tu należy zaakcentować słowo „prawie”. A zatem czasami wojny dają o sobie znać.

Żyjemy w sytuacji, gdy nie można nazwać wojną ulicznych burd, zwanych strajkiem kobiet. Oszalałe monstrum, Lempart, udające kobietę, wprawdzie bije policjantów, wyzywa rząd na ubitą ziemię, ale wojny nie czyni. Nie jest wojną bicie i zabijanie księży, profanacja kościołów, niszczenie pomników narodowych i religijnych. Nie jest też wojną nawoływanie TVN do wojny z rządem i postawienia Polski przed sądem Europy.

Te wszystkie działania wrogów Polski – strajki, manifestacje, profanacje, nawoływania TVN, wolne sądy i wolne szkoły, konflikt na granicy z Białorusią – to jeszcze nie wojna, to wojna inteligentna, zwana nową wojną albo wojną hybrydową.

 Termin „nowe wojny” należy do Mary Henrietty Kaldor, profesor London School of Economics, autorki książki New & old wars: organized violence in a global era (Nowe i stare wojny. Zorganizowana przemoc w erze globalnej). Natomiast autorem terminu “wojna hybrydowa” jest ppłk Frank Hoffman, analityk bezpieczeństwa narodowego, wykładowca w National Defense University.

„Stare wojny toczyły się o terytoria i ideologię, chodziło, przykładowo, o zmianę ustroju – twierdzi prof. Mary Kaldor. – Nowe wojny toczą się pod hasłami politycznymi, etnicznymi i religijnymi. Celem tych wojen jest uzyskanie wpływu na państwo, zmuszenie państwa do określonych zachowań”.

W tradycyjnych wojnach chodzi o zdobycie terytorium za pomocą środków i technologii wojskowych. W nowych wojnach terytorium jest przejmowane środkami politycznymi za pomocą technologii informacyjnych i środków psychologicznych.

Ppłk Frank Hoffman, autor tekstów Hybrid Threats. Hybrid Warfare, Strategic Forum, No. 240; Hybrid Warfare and Challenges, Joint Forces Quarterly, No. 52, używa terminu „wojny hybrydowe” na określenie konfliktów w rodzaju „iracka wolność”, „arabska wiosna” albo „wyzwolenie Donbasu”.

Wojny hybrydowe, zdaniem ppłk Franka Hoffmana, minimalizuja wojskowe zdolności techniczne i technologiczne i czynią w konfliktach zbędną nowoczesną broń tradycyjnego pola walki. Na pierwszą linię walki wysuwane są działania cybernetyczne, psychologiczne, kulturowe i humanitarne.

Te działania streszcza opowieść o wędrowcu, który nad rwącym potokiem spotkał węża.  – Och, wędrowcze, jesteś dobrym człowiekiem, masz szlachetne serce, przenieś mnie przez potok” – poprosił wąż. Wędrowiec utulił węża do piersi i przeniósł go przez rwący potok. A wtedy wąż ugryzł go śmiertelnie w pierś. Wędrowiec, konając, wyszeptał: – Ale dlaczego mnie ugryzłeś, przecież byłem dla ciebie dobry, przeniosłem cię przez potok. – Na to wąż: – A nie wiedziałeś, że jestem wężem?

Avi Kober, profesor na Uniwersytecie Bar-Ilanw Ramat Gan w Izraelu, zajmujący się planowaniem strategicznym IDF (The Israel Defense Forces), skrytykował panujący w wojsku kult technologii (Avi Kober, The Second Lebanon War, BESA Perspectives, No 22. Na podstawie, jak się wyraził Kober, „lekcji z wojny w Libanie” w 2006 roku, IDF nadmiernie polega na technologii.

Podobnie jak Avi Kober, kult techniki w wojnie hybrydowej krytykuje generał major Robert „Bob” Scales, były komendant US Army War College, obecnie analityk wojskowy i wykładowca w szkołach wojskowych. Jego zdaniem, nowa wojna, rozpoznana na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie, a stosowana na Wschodzie Ukrainy, wykorzystuje wszystkie instrumenty wojny inteligentnej, a nie najnowszą technikę wojskową.

W nowej wojnie na Wschodzie przecenia się działania cybernetyczne i nie docenia działań w sferze psychologii i informacji. Trzeźwe umysły już dostrzegają, że wojna nowego typu, zwana nową albo hybrydową, toczy się na trzech powiązanych ze sobą polach walki: na polu konfliktu nad granicą z Białorusią; na polu domu i rodziny; na polu propagandy.

Mieszkańcy przygranicznych wsi widzą o zmroku i nocą, jak idą jacyś obcy polnymi drogami na Zachód. – No, słyszę nocą, pies szczeka, wyglądam, a przez pole idą – opowiada mieszkaniec wsi Gnojno nad Bugiem. Idzie czasami jeden, a niekiedy dwudziestu i więcej. Szkoda tych ludzi, serce się kraje, ale co oni tu robią? Mają tam gdzieś domy, a ja mam dom tutaj. Pytają, czy to już Niemcy? No, gdzie, mówię, gdzie Niemcy? To Polska!

Ten, kto wywołuje wojnę, wywołuje konflikt w rodzinach, w społeczeństwie. Nie potrzebuje nowoczesnej broni, jakiej używa wojsko. Nielegalni emigranci znają naturę, kulturę i religię Podlasia. Znają kilkanaście słów polskich i angielskich. Po wyjściu z Bugu, mokrzy, drżąc z zimna, mówią:

– Chrześcijanie. Wy. Jezus. Miłosierny. Wy miłosierni.

 – No i co? – pyta mężczyzna, mieszkaniec Starego Bubla nad Bugiem. – Nie dasz takiemu chleba? To był Irakijczyk. Serce mi się kroiło! Dałem chleba, nakarmiłem. Ale co? Zatrzymałem. Nie uciekał, nie szarpał się. Przyjechali graniczni, grzecznie zabrali. Żona się rozpłakała, a mnie też było do płaczu.

 Zorganizowany na granicy konflikt jest zaczynem konfliktu na polu społeczeństwa i rodziny. Gdy na Litwie i na Łotwie opozycja wspiera rząd w walce z nielegalną emigracją, to w Polsce opozycja wspiera emigrantów i działania Łukaszenki. Zbolszewizowani posłowie, skundleni dziennikarze stają się aktorami konfliktu. Występują przeciw rządowi, przeciw Polsce w interesie Łukaszenki.

Konflikt na granicy z Białorusią staje się głównym tematem informacji i propagandy. Wdziera się do domów, do rodzin. Nie mówi się o wojnie nowego typu, która zawiera w sobie trzy wojny. Z lewa i z prawa mówi się o emigrantach. Tego właśnie chce Łukaszenka. Tego chcą organizatorzy wojny hybrydowej z Polską. I tak, krok po kroku, dezorganizowane jest państwo.

Telewizja białoruska pokazuje jak okrutni są Polacy. Jak bez serca są Polacy. Białorusinom wtóruje TVN, Gazeta Wyborcza, Radio Tok FM. Ale i media publiczne, TVP i Polskie Radio, uderzają w nuty Łukaszenki. Pokazują tylko konflikt na granicy z Białorusią. Nie pokazuje, że to, co jest nad granicą, to jedynie narzędzie wojny hybrydowej z Polską.

 Bo czym w istocie jest nowa wojna bez wojny? Opisuje to klarownie Stephen J. Blank, profesor National Security Studies, Strategic Studies Institute, US Army War College. Strategia wojny hybrydowej, wedle dra Stephena Blanka, jest zazwyczaj doskonale przygotowana. Obejmuje ona takie elementy, jak działania agenturalne. Opanowanie choćby jednego stanowiska analitycznego w rządzie. Działania służb specjalnych. Wspieranie partii i organizacji opozycyjnych. Działania dezintegrujące rodzinę i społeczeństwo.

„W wojnie nowego typu szerokie zastosowanie mają działania asymetryczne, pozwalające niwelować przewagę przeciwnika w walce zbrojnej – powiada generał Walerij Gierasimow. – Do tych działań zalicza się wykorzystanie wewnętrznej opozycji, wspartej przez siły specjalne. Zalicza się stworzenie na całym terytorium państwa frontów informacyjnego oddziaływania (w: Wojenno-Promyszlennyj Kurier, 5).

 Przykładem działań asymetrycznych, które otworzą serca, a następnie granice państwa, mogą być koczujący na granicy nielegalni emigranci. Mogą być wojska występujące jako „zielone ludziki”, a także wszelkiego rodzaju „ludzie oderwani od pługa i traktora”, jak prezydent Putin nazwał najemników rosyjskich w Donbasie. Pokojowe wojny, zwane kolorowymi rewolucjami, zaczęły się od pokojowych demonstracji i od działań nieoznakowanych formacji zbrojnych.

Widzieliśmy te wojny nie wojny na Krymie, w Doniecku i w Trypolisie, a wcześniej w Bagdadzie, w Tunisie. W ten pokojowy sposób zaczął się Majdan, w ten sposób Ukraina straciła Krym, i w ten sposób Irak, Libia, Syria, Tunezja stały obszarami chaosu i klęski humanitarnej na niewyobrażalną skalę.

O nowych wojnach, które stały się głośne na progu dwudziestego pierwszego wieku, mówi się, że mają „niski próg przemocy”, a zatem należą do „konfliktów o niskiej intensywności”. Przedstawicielem takiego rozumowania jest choćby John Mueller, profesor na Uniwersytecie w Ohio, autor rozprawy: War Has Almost Ceased to Exist, Political Science Quarterly, 124 („Wojny prawie przestały istnieć”).

Wojny nowego typu, które zawierają w sobie trzy wojny na trzech polach, wcale nie są nowe, twierdzi prof. Mary Henrietta Kaldor: „Nowe wojny w istocie nie są nowe, bo ich przykłady można znaleźć nawet w czasach najazdów Mongołów. Wojny zwane nowymi albo hybrydowymi są rodzajem zorganizowanej przemocy. Wojny te w szerokim zakresie wykorzystują informację, religię i inne środki pozawojskowe”.

 Użycie sił wojskowych, jako ostateczne działanie, odbywa się zawsze pod przykrywką misji pokojowej i troski o humanitaryzm i wolność (w: New & old wars: organized violence in a global era).

 Zaangażowane w konflikt rządy, chętnie używają słów: „misja humanitarna”, „misja stabilizacyjna”, „misja pokojowa”, by ukryć swe wojskowe działania okupacyjne. Słowu „misja” towarzyszą pozytywne asocjacje. To pomaga usprawiedliwić przed światem nawet brutalną interwencję.

Misje pokojowe, realizowane przez wojsko, policję i oddziały najemników, z reguły polegają na łączeniu przemocy z podbojem serc i umysłów talibów i Irakijczyków, Libijczyków, co daje zgubne skutki dla idei pomocy humanitarnej. W ten sposób niebezpiecznie zaciera się różnica między żołnierzami i pracownikami organizacji pozarządowych.

Organizacje niosące pomoc humanitarna wykorzystywane są jako „wzmacniacze siły militarnej” (force multipliers). Pojęcie „wzmacniaczy siły militarnej” wprowadził do polityki gen. Colin Powell, były przewodniczący Kolegium Szefów Sztabów USA.

Wojsko strzela i leczy, bombarduje i stabilizuje. W rezultacie, strony konfliktu strzelają zarówno do „humanitarnego” wojska, jak i do “zmilitaryzowanych” pracowników humanitarnych, których miejscowi identyfikują nierzadko jako szpiegów.

 „Odmawiamy zaakceptowania takiej wizji przyszłości, w której cywile w piekle wojny będą mogli otrzymać ratującą życie pomoc tylko od wojska, które tę wojnę rozpoczęło i prowadzi”  – powiedział Rowan Gillies, lekarz z Sydney, w latach 2002-2006 prezydent Lekarzy bez Granic.

Herfried Münkler, niemiecki politolog, autor książki The New Wars (Nowe Wojny), twierdzi, że w przeszłości, jeśli jedno państwo wysłało wojska do innego kraju bez zgody tego ostatniego, społeczność międzynarodowa uważała jednoznacznie, że została dokonana agresja. Ale jeśli dzisiaj przywódca jednego państwa wysyła do innego państwa „małe zielone ludziki”, jak to się stało na Krymie, albo wysyła „ludzi oderwanych od pługa i traktora”, jak to napastników na Donbas nazwał prezydent Putin, społeczność międzynarodowa uznaje to za problem polityczny, niekiedy nawet humanitarny.

Wszak to w czasie wojny na wschodzie Ukrainy, Rosja wysłała do Donbasu 240 pomalowanych na biało ciężarówek z pomocą humanitarną i z lekami. Czy Ukraina mogła nie wpuścić tych ciężarówek do Donbasu? Nie mogła. Niesłychany był nacisk Europy na Ukrainę, żeby postępowała po ludzku. A w ciężarówkach była broń, amunicja i żywność.

A zatem niezrozumienie wojny nowego typu, wojny inteligentnej, zwanej nową wojną albo wojną hybrydową, uleganie naciskom propagandy i własnego społeczeństwa, leży u podstaw klęski państw i narodów.

Analizując poczynania Rosji w Gruzji, w Abchazji, na Krymie, we Wschodniej Ukrainie, w Naddniestrzu i na pograniczu krajów bałtyckich, generał Robert Scales, w rozmowie 10 marca 2015 z Lou Dobbsem w Fox News, powiedział, że Stany Zjednoczone powinny traktować wojny hybrydowe jako wojny, bo inaczej nie będą miały nic do powiedzenia nie tylko w Europie.

Polska zdecydowanie przegrywa wojnę hybrydową na swojej granicy z Białorusią. Przegrywa na trzech polach konfliktu. Na polu fizycznej agresji, gdzie jest Strefa Przygraniczna, straż graniczna i wojsko dopuściły do zorganizowania jarmarku politycznego, widowiska z udziałem posłów opozycji totalnej i zbolszewizowanych i skundlonych dziennikarzy.

Na polu rodziny mamy klęskę porażającą. Społeczeństwo nie wie i nie rozumie o co właściwie chodzi. Pokazują to badania społeczne. Rośnie procent badanych, domagających się wpuszczenia nielegalnych imigrantów do Polski. Znaczna część społeczeństwa nie chce ochrony polskiej granicy!! Kilkadziesiąt procent badanych negatywnie ocenia Wojsko Polskie, chroniące granicy.

Pole informacji i propagandy jest spowite mgłą niekompetencji, niewiedzy, niemocy i głupoty. Telewizja wciąż pokazuje jarmark polityczny na granicy z Białorusią. Radio też trzyma się granicy. Dzieje się tak jakby na życzenie Łukaszenki. Nie ma programów i audycji, które by pokazywały i tłumaczyły, że dzisiaj Polska zmaga się z nową wojną, która zawiera w sobie trzy wojny na trzech polach walki.        

      Michał Mońko

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here