15,8 C
Warszawa
czwartek, 21 października, 2021

SKOŃCZYĆ Z DOKTRYNĄ BARTOSZEWSKIEGO

Must read

Jako minister spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski nie dokonał niczego znaczącego. Z jednej jednak przyczyny zawsze będzie miał swoje miejsce w podręcznikach dyplomacji.

      Do jej światowych dziejów przeszedł bowiem jako człowiek, który swoje państwo, ubiegające się o przyjęcie do ważnej organizacji międzynarodowej, publicznie zdefiniował jako „brzydką starą pannę bez posagu”.

     Dyplomacja jest sztuką osiągania politycznych celów. Dobry dyplomata to taki, który pomimo skromności potencjału, jakim dysponuje reprezentowane przez niego państwo, potrafi uzyskiwać dla niego korzyści. Z tej przyczyny za arcymistrza dyplomacji uważany jest Charles-Maurice do Talleyrand, któremu po klęsce napoleońskiej Francji przyszło walczyć o los swojej pokonanej i okupowanej ojczyzny. Reprezentował kraj zniszczony i znienawidzony przez triumfujących zwycięzców, którzy za własne wielkie straty i lata upokarzających klęsk szykowali Francji jak najgorszy los. Dziesięć miesięcy codziennych, mrówczych zabiegów Talleyranda milimetr po milimetrze zmieniało perspektywy państwa, które jego pogromcy mieli ochotę rozszarpać na strzępy. Kolejnych wielkich ówczesnego świata szef francuskiej dyplomacji przekonywał jednak, że jego państwo dynamicznie się odrodzi jako bardzo przydatny partner wielkich mocarstw. Skutkiem jego zabiegów Francja zaczęła być postrzegana jako podmiot godny szacunku i coraz bardziej atrakcyjny. Mający decydować o jej losie wiedeński kongres zaczął się od tego, że państwo reprezentowane przez Talleyranda dla wszystkich było upadłościową masą, z którą można było zrobić, co się chce. A na końcu tych obrad Francja cieszyła się już statusem jednego z głównych mocarstw Europy.

      W dziejach światowej dyplomacji nie znajdzie się chyba dyplomaty w  podobnym stopniu kontrastującego z Talleyrandem. Publiczne przedstawienie państwa, które się reprezentuje jako „brzydką starą panne” jest równoznaczne ze  stwierdzeniem: „Jesteśmy tymi, których nikt nigdy nie zechciał i nigdy już nie zechce”. A dopełniające „bez posagu” znaczy przecież: „i nie mamy nic do zaoferowania”. Brak posagu to także jakby ostrzegawczy sygnał: „dla każdego, kto się z nami zwiąże – będziemy obciążeniem”. Znany grafik Arkadiusz Gacparski skomentował postawę Bartoszewskiego skomentował rysunkiem przedstawiającym naszego nieszczęsnego ministra w garniturze specjalnie zaprojektowanym do sprawnego padania na kolana, bicia pokłonów i pokornego przepraszania.

      Wygłoszone przez Bartoszewskiego horrendum nie było przypadkowym palnięciem wielkiej – bzdury. Jest ono charakterystyczne dla zjawiska o wiele szerszego, typowego dla większości ministrów spraw zagranicznych, pełniących ten urząd od roku 1989. Wspólną cechą dużej części tych postaci była krańcowo zawyżona ocena własnej osoby połączona z kuriozalnie złym zdaniem o państwie i społeczeństwie, które przyszło im reprezentować. To z tej przyczyny Skubiszewski podpisywał umowy, w myśl których mieszkający w Polsce Niemcy uzyskiwali nieznane nigdzie indziej przywileje a Polacy w Niemczech potraktowani zostali jako byt nieistniejący. Nieobecny tak dalece, że Polacy nie odzyskali ani prawa do skonfiskowanych przez Hitlera majątków ani nawet prawa wznowienia organizacji, których działalności Trzecia Rzesza im zakazała. Nic innego, jak tylko zaniżenie wartości kraju, który się reprezentuje, nakazywało też Rotfeldowi pokornie wysłuchiwać perorowania Obamy o „polskich obozach koncentracyjnych”.

      Jeśli sami przedstawiciele kraju publicznie obniżają jego wartość to reprezentanci państw, które się szanują, na pewno w stanie tym będą ich jedynie wspierać. Bo podobna okazja nie trafia się prawie nigdy. Zakompleksionych mikromanów nikt nie będzie traktował podmiotowo, lecz jedynie użyje ich do własnych celów, całkowicie ich sobie podporządkuje, wyeksploatuje. Jakże sprzeczne z tradycją niepodległej Polski nieszczęście stawiania za sterem MSZ – u ludzi kompletnie się do tego nie nadających uformowało stan, który jest źródłem większości naszych obecnych kłopotów. Kolejni ministrowie spraw zagranicznych umniejszali znaczenie Polski i swą działalnością udowadniali, że nawet byle komu z naszym państwem wolno bezkarnie robić niemal wszystko. Stąd też od kiedy w 2015 roku to się zmieniło nasi zagraniczni partnerzy ciągle nie mogą wyjść z szoku. No bo jak to – przecież było tak świetnie, z Polską mogliśmy sobie pozwalać na co tylko sięchciało! Jakże nam trudno, od kiedy z Polską zrobiło się inaczej! Musimy wspólnie przywrócić ten luksusowy dla nas stan, do którego poprzednie polskie rządy tak nas przyzwyczaiły!

      Ćwierć wieku temu nie wierzyłem własnym oczom i uszom dowiadując się, że Bartoszewski przyjmuje od Niemców Złoty Medal Stresemanna. Przecież Gustaw Stresemann, który dał imię temu odznaczeniu, to jeden z najzacieklejszych wrogów w całych dziejach niemiecko – polskich stosunków! Odbudowującą swą niepodległość Polskę niszczył wojną celną, żądał rewizji granic, do czego na konferencji w Locarno potrafił pozyskać nawet przychylność naszych sojuszników. Stawiał żądanie oddania Niemcom Pomorza itd. itp. Jak więc przedstawiciel państwa polskiego może przyjmować medal jego imienia? Za sprawą wydarzeń, które potem nastąpiły zrozumiałem, że ze strony Niemców przyznanie takiego medalu było rodzajem testu. Sprawdzaniem, jak dalece Polskę można ukorzyć, jak bardzo przedmiotowo traktować. Poczytanie sobie za wyróżnienie odznaczenia czymś o imieniu równie złowrogim jest przecież bardzo wymownym źródłem informacji o tym, na co z kimś takim można sobie pozwolić.

      W sprawach krajowych Bartoszewski jakby kompensował sobie to, na co nigdy nie pozwoliłby sobie w relacjach międzynarodowych. Atakując tych, których na polskim poletku postrzegał jako przeciwników, potrafił ich działalność nazwać dyplomatolstwem. Słowo brutalne acz trafnie ujmujące jego własną działalność. Bo to, co reprezentował on i inni jemu podobni nieszczęśni szefowie polskiej dyplomacji, powinno naszemu państwu służyć jako przestroga.

Z takim sposobem reprezentowania Polski i jej interesów trzeba ostatecznie, raz i na zawsze skończyć.

Artur Adamski

Poprzedni artykułŻeby nie było śladów
Następny artykułZa kulisami
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article