15,8 C
Warszawa
czwartek, 21 października, 2021

STARE NUMERY POSTKOMUNISTÓW

Must read

Po sterroryzowaniu naszego kraju stanem wojennym miliony Polaków ubiegały się o paszporty. Lewicowy reżim odmawiał ich niemal wszystkim, ale coraz powszechniej krążyły informacje, według których prawo wyjazdu za granicę wielu jednak otrzymywało.

       Jakiś czas później plotki o tym, że część Polaków dostaje paszporty, zaczęliśmy kojarzyć ze znikaniem najbardziej odrażających kryminalistów. Niebezpieczni psychopaci, znani wszystkim z nękania osiedli, nagle przestali być codziennością wielu ulic. Na ich powrót wielu oczekiwano z trwogą. Daty wyjścia z więzienia sadystów i innych zboczeńców w miejscach ich zamieszkania były wszystkim znane. Często odliczano dni do ich wyjścia z więzień, co oznaczało konieczność przygotowania się na powrót horroru. A wielu z nich nie wracało. W końcu zagadka się rozwiązała – szatański plan komunistów polegał na uprzywilejowaniu prawem posiadania paszportu dużej grupy najbardziej zwyrodniałych kryminalistów. Skutkiem tego polskojęzyczni realizatorzy antypolskich interesów piekli trzy pieczenie na jednym ogniu. Pierwszą był propagandowy argument o spadku przestępczości, co przedstawiano jako jeden z pozytywnych owoców stanu wojennego. Drugą było upowszechnianie w krajach Zachodu obrzydzenia do Polski i Polaków, skutkujące spadkiem poparcia tamtejszych społeczeństw, mediów i sił politycznych dla naszych dążeń niepodległościowych. Każdy ze zwyrodniałych kryminalistów, podesłanych Zachodowi przez lewicowy reżim, powszechnie utożsamiany był z Solidarnością. Zohydzaniu Polski sprzyjała obowiązująca w wielu krajach zasada (dziś np. w RFN jest ona żelazną normą prawną), według której mieszkań socjalnych nie wolno koncentrować w jednym miejscu. Polega to na tym, że nawet w najbardziej ekskluzywnych, najdroższych osiedlach deweloperzy są zobowiązani część mieszkań przeznaczyć dla osób utrzymywanych z funduszy socjalnych. A są nimi głównie migranci oraz podający się za uchodźców. Mechanizm ten rządzącym Polską komunistom zagwarantował zgodną z ich oczekiwaniami dystrybucję wypychanych z naszego kraju zwyrodnialców. W krótkim czasie w wielu miejscach Polska, a więc i ruch Solidarności, zaczęły być kojarzone z zagrażającymi otoczeniu psychopatami, złodziejami, zapijaczoną wandalską żulią wszczynającą awantury i wypróżniającą się w miejscach publicznych. Działające w Brukseli zagraniczne przedstawicielstwo NSZZ Solidarność w sprawie tej oczywiście się nie wypowiadało – było przecież kierowane przez agenta SB. Wypychanie bandziorów do krajów, z którymi trwał stan „zimnej wojny” nie było wówczas niczym nowym. Polityka lewicowego reżimu realizowała odwieczny cel sowieckiego imperializmu – sianie dywersji na terytorium przeciwnika. Po to przecież z PRL-u wysyłano kanalie, które np. w ramach operacji „Żelazo” napadały na banki czy sklepy jubilerskie. W tym też celu prosowieckie reżimy (wyróżniał się tu bułgarski) zasilały szeregi budzących na Zachodzie grozę terrorystów.

      Odgrzany pomysł reżimu Jaruzelskiego podchwycił m.in. Fidel Castro, który całe więzienne oddziały, przeznaczone dla najniebezpieczniejszych przestępców, wsadzał na świetnie przygotowany sprzęt pływający. Były nim najczęściej nie budzące podejrzeń tratwy, ale wykonane solidnie, wyposażone w nawigację, kapoki, duże zapasy wody i jedzenia. Dzięki temu kolejne armady, wypełnione najpotworniejszymi degeneratami, bezpiecznie dopływały do wybrzeży Florydy, gdzie witano je jako flotylle bohaterów. Kim byli naprawdę, Stany Zjednoczone przekonywały, się odnotowując gwałtowny wzrost morderstw, gwałtów, napadów i rozbojów.

     Wysyłanie nachodźców, mających zadawać wielorakie straty w atakowanych nimi krajach, to jeden z dobrze sprawdzonych podłych komunistycznych procederów. Czy można się więc dziwić, że operacja realizowana przez Putina i Łukaszenkę, ma dziś tak wielkie poparcie starych funkcjonariuszy prosowieckiego reżimu i tych ich następców, przy których targowiczanie mogliby uchodzić za wzorce propaństwowego patriotyzmu? W sejmowych debatach czy w organach swojej propagandy podsuwają oni wschodnim satrapom kolejne warianty ciosów, jakie Polsce można jeszcze zadawać. Koordynatorzy agresji najwięcej zapewne zaczerpną z tych dostarczycieli antypolskiej amunicji, którzy najbardziej roztkliwiali się nad pchanymi na polską granicę dziećmi. Jak dotąd ten koncept był tylko testowany. Wiadomo jednak, że np. żadne z dwanaściorga chłopczyków i dziewczynek, wleczonych przez jedną z migrantek, nie było jej dzieckiem. Po pomysłach, podsuniętych wschodnim satrapom przez różne polskojęzyczne nieszczęścia spodziewać się należy, że w krajach Afryki i Azji już uruchomione zostały masowe porwania dzieci. Wkrótce zostaną one przetransportowane na lotnisko w Grodnie (Łukaszenko właśnie nadał mu rangę międzynarodowego portu lotniczego) i KGB będzie je pchało na polską granicę. Żeby efekt był bardziej rozczulający wszystkie odpowiednio wybrudzi i wygłodzi, część pewnie dotkliwie pokaleczy. Działające w Polsce antypolskie gazety i telewizje zapewne już szykują teleobiektywy, by nie uronić żadnej z łzawych scenek, inscenizowanych przez kierujące tą operacją mińskie i moskiewskie bożyszcza mediów życzących Polsce jak najgorzej.

Nawet organy Unii Europejskiej, wypowiadając się o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy, posługują się pojęciem: „wojna”. Nie została na niej jeszcze użyta ostra amunicja, ale piąta kolumna, służąca agresorom atakującym Polskę, czym może, już strzela w plecy obrońców polskich granic.

Artur Adamski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article