7,4 C
Warszawa
niedziela, 17 października, 2021

DE FACTO

Must read

Samotny, opuszczony PRL

Złe moce

OPOZYCJA ŁUKASZENKI W SEJMIE RP

Totalna opozycja w Sejmie, czyli opozycja jaka? Opozycja Łukaszenki, opozycja partii bolszewickiej w treści. To totalna instytucja zdrady. Partia niedemokratyczna, bo odrzuca demokrację, wolność i suwerenność Polski. Dąży do fizycznego starcia z przeciwnikami politycznymi.

W odróżnieniu od opozycji konstruktywnej, opozycja totalna krytykuje rządzącą partię za wszystko, co ta robi. Jest to krytyka totalna, bolszewicka. Opozycja totalna nie jest przypadkową grupą kibiców albo grupą ludzi w ogonku do sklepu. To grupa zinstytucjonalizowana, czyli instytucja w każdym calu. Jej misją jest „totalna krytyka obozu rządzącego”, jak powiedział jeden z liderów PO.

Obrazem działania totalnej opozycji był Sejm w dniu głosowania nad przedłużeniem stanu wyjątkowego w strefie nadgranicznej. Zachowania posłów opozycji można nazwać haniebnymi. Głos zabrało ponad siedemdziesięciu posłów. W istocie to były wrzaski, awantury, wyzwiska, czerwona piana, agresja bliska użycia pięści. W sali obrad wyczuwało się ducha Łukaszenki. Zapewne przywódca Białej Rusi upił się z radości, słysząc swoje słowa, wykrzykiwane w Sejmie RP.

W dzień po głosowaniu Polacy powinni przekląć taką opozycję i odwrócić się do niej plecami. Ale tak się nie stało i nie stanie. Znaczna część społeczeństwa, być może większość, wykształciła w sobie postawę opartą nie na poznaniu, ale na bezrozumnych emocjach i uczuciach. To było widać w zachowaniu posłów tzw. lewicy i platformy, dwu partii, które powinno się pisać małymi literami wielkości dwu punktów drukarskich.

Posłowie opozycji reagowali na przedmiot debaty i na sytuację w Sejmie, angażując swój nadzwyczajny stan nerwowy, nie zaś stan umysłów. Żaden nie reprezentował postawy nastawionej na poznanie natury przedmiotu. Zadziałało tutaj wieloletnie pranie mózgów przez TVN i przez Gazetę Wyborczą. To również oskarżenie mediów zwanych publicznymi, które są mediami jarmarcznymi, kierowanymi przez ludzi niekompetentnych.

Można teraz spytać, czy to, co stało się w Sejmie, to totalna paranoja? Niezupełnie. „W odniesieniu do zdrowia psychicznego świat medyczny jest niezwykle ostrożny w doborze określeń, zwłaszcza tak już potocznych, jak szaleństwo i obłęd” – pisze David Owen, polityk brytyjski, lekarz neurolog i psychiatra, były poseł do Izby Gmin, były trzykrotny minister, autor >>In Sickness and Power<< – Uprawianie polityki może prowadzić do utraty poczucia realizmu”.

Russell Kirk, zmarły w 1994 amerykański konserwatysta, filozof, teoretyk polityki, autor m.in. książek „The Conservative Mind” i „The Conservative Constitution”, mówiąc o politykach, niejednokrotnie używał takich określeń, jak „szaleństwo” i „obłęd”. Kirk pisał w 1990 roku, że polityk, który nie interesuje się prawdziwym życiem i nie odznaczający się miłością do własnego kraju i narodu, koncentruje się wyłącznie na grze politycznej, groźniejszy jest dla społeczeństwa od lwa wypuszczonego na ulicę miasta.

Niewątpliwie postawa totalnej opozycji mieści się w określeniach szaleństwa, obłędu i buty, ale przede wszystkim jest zaprzaństwem, zdradą narodową. Totalna opozycja REKLAMREKLAMAnie uznaje żadnych granic dla swej działalności, nie uznaje żadnej odmienności obok siebie. Wdziera się w życie indywidualne i zbiorowe. Chce przepoić państwo ideą negacji wszystkiego, co wiąże się z rządami prawicy. Dąży do wykluczenia z publicznego obiegu nawet zasłużonych bohaterów nowej Polski.

Na szacunek instytucji totalnej zasługują tylko ci, którzy przeklinają rząd i plują na flagę narodową. Na ulicach, szczególnie pod Sejmem, słychać wołanie o prawo i o demokrację. Ale w praktyce opozycja totalna, czyli totalna instytucja, depcze prawo. Depcze moralność. Depcze przyzwoitość. Depcze religię i Kościół. Depcze Polskę.

 Ostatnia awantura w Sejmie pokazuje, że obłęd totalnej opozycji szkodzi parlamentaryzmowi, szkodzi społeczeństwu, szkodzi Polsce. Opozycja lekceważy rząd. Lekceważy i obraża posłów. Raz po raz cisnęli się do mównicy upiory PRL. Upiorem takim jest choćby Nowicka, matka syna, który chwali Stalina za Katyń i wymordowanie polskich oficerów! Upiorami są dawni sekretarze i działacze PZPR, działacze ZSL. Patrzą na to miliony Polaków i wielu z nich, począwszy od rad sołeckich, a skończywszy na sejmikach wojewódzkich, będzie wzorowało się na szaleńcach z opozycji totalnej w Sejmie RP.

A społeczeństwo? Cóż, znacząca część społeczeństwa też oszalała, skoro głosuje na szaleńców i posłów będących w obłędzie. Głosuje na głupka, byłego zakonnika. Głosuje na bolszewicką lewicę. Głosuje na komunistyczne ZSL. Poddaje się i wykonuje zlecone przez opozycję kicanie, jak to robią dzieci w krótkich spodenkach. Po prostu społeczeństwo jest magmą, jest marmoladą w jej wczesnym stadium gotowania.

Prawica ma rację. Ma sto procent racji. Ale, na litość Boską, rację trzeba jeszcze kompetentnie uzasadnić. Trzeba kompetentnie przekazać społeczeństwu. Trzeba kompetentnie wspierać rząd, jakiego Polska nie miała od 1945 roku!! Tymczasem rząd nie ma dobrej osłony informacyjnej. Nie ma sprawnych i kompetentnych mediów. Ma kretów, którzy donoszą do Brukseli i jeszcze w inne miejsca.

No i to niezorganizowanie, ta delikatność w obchodzeniu się z bolszewikami, którzy demolują politykę. Oto generał R., wzywa generałów i żołnierzy do buntu. Wzywa kolejny już raz. Przecież już powinien być zdegradowany do szeregowca, pozbawiony generalskiej emerytury i postawiony przed sądem!! Lekarka z grupą równych sobie zdemolowała płot graniczny. I co? Nic. Ta lekarka z grupą sobie równych, zamiast siedzieć za kratami, zorganizowała w Warszawie strajk okupacyjny.

Prawica jest dobra, własnemu narodowi przychyli nieba. W tramwajach można być w maseczce i bez maseczki. Przecież rząd nie narzuci maseczek! Można bezkarnie pobić człowieka. Można, jeśli tylko bity jest ksiądz, obrońca życia nienarodzonych, zwolennik noszenia maseczek, przeciwnik LGBT. Można zbezcześcić kościół, można połamać krzyż, można obalić pomnik księdza. I co? Nic. Bo prawica jest dobra. Ale spróbujcie postawić kreskę na innych pomnikach, no spróbujcie. Spotka was gwałtowna kara i infamia!

Polacy zostali zaszczuci przez lewactwo i bolszewię. Boją się głośno mówić. Ale lewactwo i bolszewicy nie tylko mówią, oni krzyczą. Warto spytać Polaków, jak jest. Problem w tym, że Polacy nie są zorganizowani w partie, w stowarzyszenia, w związki. W międzywojniu w dziesięciotysięcznym miasteczku bywało nawet kilkadziesiąt stowarzyszeń i związków społecznych, kombatanckich, gospodarczych; były też dwie, trzy partie polityczne.

Dzisiaj nawet w dużych miastach większość to kupa, tłum, a nie publiczność. Nie dziwota, że nikt nie upomina się o Polaków więzionych w Mińsku przez Łukaszenkę. A przecież na Białej Rusi jest Cerkiew, jest Kościół, jest reprezentacja Polski.

Tymczasem przywódcom totalnej opozycji potrzebny jest gwałt w kraju, potrzebna awantura, rewolta w teatralnej oprawie w Sejmie. Lewica bolszewicka tworzy zapał, a jednocześnie wytwarza nienawiść i entuzjazm, i agresję. No i te marsze, długie włóczenie się po ulicach, i te barwne wiece, pełne krzyku, wyzwisk i śpiewu, jak Horst Wessel. To wcześniej przećwiczyli chłopcy w czarnych uniformach z literą „S” w kształcie błyskawicy. Ta faszystowska błyskawica jest dziś w użyciu w bolszewickich pochodach.

Technika opozycyjnej propagandy naprawdę wspaniała, zdumiewająca. Czyżby byli pod wpływem chloroformu albo naćpani marychą? Patrzę i zastanawiam się, przypominam rok Kongresu Pokoju we Wrocławiu. Czy te wesołe albo wściekłe tłumy myślą? Nie muszą myśleć. Myślenie w instytucji totalnej jest niepożądane. Od myślenia jest przywódca, ba! jest orszak wodza, a wódz właśnie wrócił z Brukseli.

A jeśli ktoś w tłumie zacznie myśleć? Wszak myślenia zakazać niepodobna, także niepodobna zmusić do myślenia. Jeśli ktoś w tłumie zacznie myśleć, to wtedy można tę myśl skierować na bocznicę. Można też walnąć takiego w rozum, w mózg.

Opozycja! Jakie to wielkie słowo i jak wiele ma konotacji. Wystarczy głosić hasła wielkie, wspaniałe. No i już poparcie wzrasta. Wystarczy nic nie głosić i milczeć, jak milczy półgłówek, co zdjął zakonną sukienkę i atakuje Kościół. Ogół ludzi wszakże myślenie uważa za trud, woli przyjmować gotowce przywódcy. Tłum chętnie chwyta myśli wodza.

A czy ci, co przyznają się dziś do haseł instytucji totalnej, zostaną wierni głoszonym hasłom w razie jakiejś zmiany, jakiegoś kryzysu, zewnętrznego czy wewnętrznego? Wszakże już dziś uciekają szczury z lewicowego okrętu. Partie opozycyjne nie proponują żadnego alternatywnego programu, a jedynie dążą do obalenia demokratycznie powołanego rządu. Posłowie i działacze opozycyjnych partii oskarżają, dezorganizują obrady Sejmu. Sposobem działania opozycji jest przede wszystkim destrukcja.

Totalna opozycja ma zatem charakter antypaństwowy i antynarodowy. Gdy zaś szuka wsparcia swej destrukcji przez instytucje międzynarodowe w Brukseli, staje się Targowicą. Erving Goffman, profesor uniwersytetów w Chicago i Filadelfii, twórca koncepcji instytucji totalnej, tak definiuje instytucję totalną: „To odrębny świat, odrębne prawa. To separacja od społeczeństwa, izolacja, odosobnienie”.

Czy ta totalna separacja potrzebuje drutów, płotów, barier? „Najczęściej wystarczą bariery obyczajowe, psychiczne, prawne” – odpowiada prof. Goffman. Instytucja totalna to wyalienowane środowisko społeczne, to grupy interesów, to subkultura. W instytucji totalnej obowiązują ściśle określone zasady i zależności, a powiązania i zależności wiążą członków i wyznawców totalnego porządku pod względem kulturowym, finansowym i politycznym.

Partie opozycyjne nie proponują żadnego alternatywnego programu. Bo nie mają programu. Zagubiły się w odrębnym świecie. Odseparowały się od społeczeństwa. Znalazły się w izolacji, w odosobnieniu.

Totalna opozycja jest instytucją antypolską i antynarodową. Totalność instytucji jest skalowalna. Istnieją instytucje totalne z założenia, przykładowo, więzienia i obozy pracy. Istnieją też instytucje mające tylko przeważające cechy instytucji totalnych. Totalna opozycja jest obozem nienawiści, destrukcji i obłędu.

Patrzę i zastanawiam się, czy te rozweselone tłumy myślą? Nie muszą. Myślenie w instytucji totalnej jest niepożądane. Od myślenia jest przywódca, ba! jest elita, która tworzy orszak wodza. A jeśli ktoś w tłumie zacznie myśleć? Wszak myślenia zakazać niepodobna. To wtedy można tę myśl skierować na bocznicę. Albo można walnąć takiego w rozum, w mózg. W grę wchodzi też dusza, uczucie. Wystarczy głosić hasła wielkie, wspaniałe.

Ogół ludzi woli przyjmować gotowe już sformułowania, chętnie je chwyta, jeśli odpowiadają jego temperamentowi, nieskrystalizowanym pożądaniom; a przecież w ten sposób można nawet takie pożądania wzbudzić – nieraz bez większego trudu. A czy ci, co przyznają się dziś do haseł państwa totalnego, wierni im zostaną w razie jakiejś zmiany, jakiegoś kryzysu, zewnętrznego czy wewnętrznego?

Ciężka to troska opozycji bolszewickiej – głuche naprężenie nerwów, bezsenność, gdy trzeba ciągle śledzić, słuchać, zapobiegać.

       Michał Mońko

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article

Samotny, opuszczony PRL

Złe moce

ŻEBY AUSTRIA BYŁA AUSTRIĄ