-0,1 C
Warszawa
niedziela, 5 grudnia, 2021

JÓZEF SKRZEK SOLO

Must read

Jest coś w osobowościach muzyków współczesnych, co od wczesnych lat działalności przyznaje im charakterystyczną scenografię instrumentalna, choć w twórczości operowali różnymi środkami aparatu wykonawczego.

      I tak Józef Skrzek – klawiszowiec, basista, a przede wszystkim kompozytor, czy to z lat współpracującego z Czesławem Niemenem, zespołu SBB, czy z lat późniejszych muzyka indywidualnego, kojarzony jest z ogromnym aparatem wykonawczym. Chociaż mam w pamięci jego występ poznańskim Muzeum Instrumentów Muzycznych w którym zagrał solo utwory Chopina i motyw z opery Rinaldo Haendla na klasycznym fortepianie.

      W programie poznańskiego koncertu znalazły się zaledwie naszkicowane pocztówki wspomnień, ale głównie echa własnej twórczości, pełne ulotnych klimatów i skojarzeń muzycznych. Najbardziej porywały dynamiczne motywy, chciałoby się napisać folkloryzujące , bo jego muzyka nigdy nie nudziła i taka pozostała. Dał temu dowód w czasie inauguracji PROCHOWNI, nowego miejsca koncertowego w Jeżyckim Centrum Kultury w autorskim programie „Szczęśliwi z miasta N”. Kolorystyka i  dynamika równoważyły się w pewnych światłocieniach, miały charakter dodany, nie tylko w warstwie uzupełniającej. Momentami była to muzyka „rozwichrzona”, lecz niezawodna i efektowna, budująca napięcia, dzięki spokojowi Skrzeka, który umiejętnie stopniuje dynamikę z oryginalnym frazowaniem. Przestrzeń i prześwity sprawiały, że ten muzyk i kompozytor zarówno burzy, jak i buduje – według pewnego credo i schematu SBB – szukaj, burz, buduj. To wszystko przez swoją wrażliwość. Nie da sięgo oceniać tu i teraz, bez historycznej opowieści, z którą się wielokrotnie spotykaliśmy i z którą zaznajamiamy się na nowo. Figury i pochody chromatyczne w niektórych utworach nie są przypadkowe, a  równolegle prowadzone. Wybrane sekwencje przynoszą „święty spokój”, aż chciałoby się do nich przytulić. Różnobarwna kolorystka faktury odsłania na wskroś przestrzeń, a nie są to przecież proste formy polifoniczne i szczęśliwe głosy w jednej alikwocie. Tych miniaturek impresjonistycznych nie można do niczego porównywać.

     W niektórych kompozycjach skomplikowana faktura i tak pozwala na rozszyfrowanie, choć nie łatwe,, wszystkich elementów, jakie u podstaw stworzył kompozytor. On z iście benedyktyńską pracowitością dokonuje w rejestrach przybliżonych do oktawy pochodzenia dur i moll. Wcześniej zaplanowane filary obudował narzędziami na wskroś „odlotowymi” (nie tylko w utworze Odlot z okresu SBB), Wykonana przez niego muzyka płynęła wartkim nurtem od pierwszego akordu. Długie frazy, bardzo nastrojowa narracja, doskonale przy tym zamierzonym efektem kontroluje klawiaturę, zachowując osobliwe tempo. Miejscami faktura organowa utwierdza wrażenia, że takie akordy powtarzają się, że można było „wylecieć” z frazy, ale to się nie zdarzyło. Była tylko opowieść, której słuchaliśmy z radością. Józef Skrzek nie „zagadał” w sposób całkowity, subtelnie dbając o  pojedyńcze dźwięki odpowiednio nasycone rozciągające się niczym crescendo (stopniowe zwiększenie głośności, wzmocnione natężenia dynamiki w utworze muzycznym).

      On rozumie wartość każdej nuty, gra mądrze w kontekście całego koncertu. Szeroki zakres środków wykonawczych, biegłość, lekkość, wspaniała artykulacja wzbogacona przez różnice dynamiczne, różnorodna barwność. A jego gra ciałem, mimo niskiego wzrostu, jest atrybutem popisu. Jest muzykiem wielkiego formatu.

      Zaczarowani słuchacze wpadli w zachwyt i bisom nie było końca. Po raz kolejny Józef Skrzek udowodnił, że sam prowadzi swoja karierę i że ją w sposób wyważony buduje każdego dnia. Za każdy koncert bierze pełną odpowiedzialność. Sam sobie narzuca wyzwania i z pokorą jej realizuje. Warunki akustyczne, zdecydowanie nowe dla niego, opanował po godzinnej próbie i wydobył brzmieniem jaki jemu odpowiada.

Skrzek potrafi dzielić się z publicznością. Zaczął dialog z ekspresją, która nie opuszczała go przez cały występ.  Początek narastania do pułapu dynamicznego i bardzo długa fala musiała dojść do pewnej interfrazy tworzącej parametry składowe. Po szeroko rozbudowanym wstępie, aż do świadomego przejścia w spójność, bo ma on wyróżnik, tzw. pulsację. Jego kompozycje to barwy określane jako tonacje wspólnego mianownika, dobrane celowo; każdy motyw ma ukierunkowaną architekturę, a powściągliwie buduje formę i treść. Dźwięki z alikwoty wewnętrznej, kontrapunkt liniowy z naciskiem na wrażliwość to następne Skrzekowe ilustracje. Bo Skrzek dysponuje zawsze selektywnością, a pogłos w jego wydaniu dodaje ton narracji i to jest inne, acz własne budowanie nastroju, aż do ostatecznej kulminacji przy  raptownym przejściu z jednej do drugiej części.

      Te części niby się przenikają, a pozostawiają pewnego rodzaju wariacyjność, która daje wrażenie przestrzeni, bo on myśli o muzyce wielowymiarowej, tworzącej się w danej chwili dla nas, a przy tym wszystkim, jak mało który muzyk dysponuje selektywnością. Jest lirykiem i świetnie komponuje się z muzyką przestrzenną, ponadwymiarową, z estetyką  większej głębi przeżycia, która nabierała rumieńców  w wydaniu perspektywicznym.

      Instrumenty na jakich grał poznański koncert w PROCHOWNI to Mini Moog, MicroMoog, Sonicsix, Roland. Wykonał zaś następujący repertuar  utwory:: Szczęśliwi z miasta N, Pamiętnik Karoliny, Pokój Saren, Angelus, Bella Mia. Usłyszeliśmy też utwory wokalne: O Ziemio Dzieciom Śląska,  Z których krwi krew moja, Słone Perły, Toczy się koło historii, Z miłości jestem, Muzykowanie kwieciste, O Panie przebacz mej Myśli.

Krzysztof Wodniczak

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article