-0,1 C
Warszawa
niedziela, 5 grudnia, 2021

ANTYPOLSKA FURIA SIEROT PO UBEKISTANIE

Must read

Utrata władzy obnażyła prawdziwe oblicze formacji, które w 1989 roku dorwały się do władzy drogą separatystycznej ugody z właścicielami PRL-u. Okazało się, że podający się za „polskie elity” są zdolni akceptować tylko taką Polskę, w której to oni panują. A kiedy demokratyczny wybór większości Polaków wyniósł do władzy innych, to wtedy Polsce, którą nie oni rządzą, nie wahają się zadawać wszelkich możliwych ciosów, oszczerczo ją spotwarzać i  sprzymierzać się przeciw niej z najniebezpieczniejszymi wrogami.

     Jakże aktualnie dziś brzmią gorzkie słowa Adama Jerzego Czartoryskiego. Po kilkudziesięciu latach zabiegów o niepodległość ojczyzny i opieki nad bohaterami, którzy uszli carskim siepaczom, ten skazany przez zaborców na śmierć nestor naszego wychodźstwa politycznego stwierdził: „W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie”.

      Opozycja totalna, czyli nieprzebierająca w środkach, której orężem jest „ulica i ZAGRANICA” ma w naszej ojczyźnie niestety bardzo bogate tradycje. Trafiali nam się możnowładcy, a nawet monarchowie gotowi zrezygnować z podmiotowości państwa i oddać ościennym protektorom część jego terytorium, byle samemu dorwać się do władzy. W XVIII w. ogromna część elit politycznych ówczesnej Rzeczpospolitej przez dziesiątki lat systematycznie pobierała od wrogów Polski jurgielt, czyli zapłatę za działanie w ich interesie, co w końcu walnie się przyczyniło do wymazania naszego państwa z mapy Europy. Za PRL-u naczelnymi bohaterami, patronami ulic, szkół i fabryk byli kaci niepodległej Polski w rodzaju Dzierżyńskiego czy Marchlewskiego, dążący do stworzenia sobie władztwa z obcego nadania na resztkach, jakie pozostałyby po dokonanej przez bolszewików zagładzie naszej ojczyzny. Na cokołach ustawiano też wtedy niejakiego Hibnera tak oddanego współdziałaniu z „zagranicą”, że kiedy jej hordy przekraczały już Wisłę, zajął się wysadzaniem w powietrze składów amunicji polskiej armii. Trudno też dziś nie zauważyć, że wielka część współczesnej nam totalnej opozycji to rodzone dzieci i wnuki właśnie tych Hibnerów i ich towarzyszy z KPRP, KPZU czy KPP. Czyli partii w swych programach jednoznacznie dążących do rozbioru Polski: oddania Śląska i Pomorza Niemcom, a ziem położonych na wschód od Buga białoruskiej i ukraińskiej republice bolszewickiego imperium. I czyż jest zasadnicza różnica między niszczeniem amunicji w czasie ataku bolszewickiego a niszczeniem infrastruktury granicznej w czasie postbolszewickiej agresji hybrydowej?

      Sto lat temu ogromny trud i wielka ofiara najlepszych córek i synów naszej ojczyzny przyniósł jej niepodległość. Wydobywamy się też dzisiaj z nie mniej wyniszczającego zniewolenia komunistycznego i postkomunistycznego. Trwająca przez pokolenia narodowa niewola, polegająca na rusyfikacji, germanizacji, sowietyzacji, wychowywaniu przez obce władze polskich pokoleń dla obcych Polsce celów, na zaprzęganiu kolejnych generacji do realizowania  niepolskich interesów – obciążyła także wyzwoloną już Polskę groźnym dla jej podmiotowości balastem. Bardzo wielu przyzwyczaiło się bowiem do  dziedziczonej z pokolenia na pokolenie luksusowej roli elit z nadania potężnych ościennych mocodawców. Wzorem dla nich są ich poprzednicy, którzy dzięki protekcji obcych dworów w zniewolonej przez nie Polsce, uwili sobie gniazdka nadzwyczaj wygodne i pełne przywilejów. Z punktu widzenia doświadczeń i marzeń tej grupy niepodległość nie jest do niczego potrzebna. Oni i tak definiują się jako Europejczycy polskiego jedynie pochodzenia. Wyniesienie do władzy takich ludzi może doprowadzić do utraty niepodległości. W dzisiejszych realiach może się to dokonać nie tylko bez huku armat, ale bez wręcz żadnych spektakularnych wydarzeń. W XVIII wieku niezawisłość traciliśmy „na raty”, począwszy od ciszy Sejmu Niemego, drogą kolejnych aktów prawnych, podpisywanych na życzenie mocarstw „oświeconej Europy”. Dzisiejsza furia środowisk wywodzących się z elit PRL-u to znak, że polska niepodległość ma w naszym kraju aktywnych, zapiekłych przeciwników. Zarazem to jednak też znak, że ta polska niepodległość dziś jest.

Nie liczyłbym na to, że sieroty po Ubekistanie umilkną. Zbyt wielka jest skala skupiających się na Polsce obcych interesów. Zbyt wielkie też jest pragnienie powrotu do swej roli tych, którzy Polskę zniewoloną utożsamiają z tą, w której takim, jak oni, zawsze najlepiej. Bardziej obawiałbym się więc zamilknięcia sierot po Ubekistanie niż ich zapiekłego jazgotu oznaczającego przecież, że nie w upragnionym przez nich Ubekistanie, lecz w niepodległej Polsce dziś żyjemy.

Artur Adamski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article