-0,1 C
Warszawa
niedziela, 5 grudnia, 2021

CUD SŁOŃCA PIÓREM MASONA

Must read

Avelino de Almeida był niezwykle utalentowanym i rzetelnym dziennikarzem, nikogo więc nie dziwiło, że z czasem został redaktorem naczelnym „O Seculo” – jednego z najważniejszych dzienników w Portugalii. Nieoczekiwanie pozbawiono go stanowiska szefa gazety, gdy jesienią 1917 roku opublikował na jej łamach artykuł o Cudzie Słonecznym w Fatimie, którego był świadkiem. I  którego w swym tekście nie wyszydził, choć jego chlebodawcy i jednocześnie koledzy z loży masońskiej, kategorycznie tego żądali. A pamiętajmy, że w 1917 roku jawnie walczący z Kościołem masoni oficjalnie rządzili ojczyzną Fado.

         Relacja prasowa Avelino de Almeidy z Cudu Słonecznego jest chyba najbardziej obiektywnym dokumentem opisującym tamto wydarzenie. Amelida napisał o objawieniach fatimskich trzy artykuły, z których pierwszy, zgodnie z zaleceniami zwierzchników, był wyraźnie szyderczy. Tekst o Cudzie Słonecznym miał się stać publikacją, która ostatecznie skompromituje objawienia fatimskie, jednakże jej autor, zaprzysiężony ateista, jako rzetelny sprawozdawca postanowił nie zaprzeczać temu, co zobaczył na własne oczy w Cova da Iria pod Fatimą 13 października 1917 roku. Poniżej przytaczam tłumaczenie fragmentów artykułu, który przekreślił na zawsze karierę dziennikarską de Almeidy, ale z drugiej strony, jako tekst masona stał się jednym z koronnych dowodów autentyczności tego zdarzenia.

 Łucja, dziesięcioletnia wizjonerka i jej młodsi towarzysze, Franciszek – dziewięć lat i Hiacynta – siedem lat, przyszli jakieś pół godziny przed czasem wyznaczonym na objawienie. […]  Deszcz padał bez przerwy, ale nikt nie tracił ducha. Grupy wiernych klękały w błocie, a Łucja poprosiła, by ludzie zamknęli swe parasole. […] Wielu, bardzo wielu ludzi było pogrążonych w czymś podobnym do ekstazy; byli tak poruszeni, że modlitwy zamarły na ich spieczonych wargach. Ludzie, którym zdawało się, że dotykają nadprzyrodzoności, byli jak sparaliżowani, ze złożonymi rękami i błyszczącymi oczami.

Jedno z dzieci potwierdziło, że Najświętsza Maryja Panna kolejny raz do niego przemówiła. Nagle zaciągnięte wciąż chmurami niebo zaczęło się przejaśniać. Deszcz ustał i zobaczyliśmy, że miejsce przez cały ranek pogrążone w zimnie, oświetla słońce. Zmiana nastąpiła niezauważalnie. W tłumie trzydziestu, czterdziestu tysięcy byli ludzie bezstronni, wykształceni i wolni od wpływów mistycyzmu. Wielu pielgrzymów zaczęło mówić, że za chwilę ukażą się zapowiedziane znaki. I wówczas rozpoczął się spektakl niepowtarzalny, a dla tych, którzy nie byli jego świadkami, niewiarygodny. Z drogi widać było wielki tłum zwracający się w stronę zawieszonego wysoko na niebie słońca. Ciało niebieskie przypominało matowy srebrny talerz, na który można było patrzeć bez wysiłku. Nagle poniósł się wielki krzyk, a najbliżej stojący wołali: „Cud, Cud! Wspaniałe, Wspaniałe!”. Tłum bladych z przerażenia ludzi, którzy z odsłoniętymi głowami spoglądali w niebo, zobaczył, że słońce zadrżało. Wykonało kilka nigdy przedtem niewidzianych ruchów wykraczających poza wszelkie prawa natury. Słońce „tańczyło”, jak trafnie określili to wieśniacy. Stary mężczyzna stojący na przedzie wozu Nova Auto-Omnibus z Torres, człowiek przypominający jedną z postaci Paula Déroulede, o rysach zarazem surowych i łagodnych, zwrócony twarzą do słońca donośnym głosem wyrecytował Credo, od pierwszego do ostatniego zdania. Zapytałem, kim jest, a on odpowiedział, że nazywa się Joao Marioa Amadi de Melo Ramalho da Cunha Vasconcelos. Widziałem go, jak później zwracał się do tych, którzy wciąż mieli na głowach kapelusze, i stanowczo żądał, by je zdjęli w obliczu tak niezwykłego dowodu na istnienie Boga. Podobne sceny powtarzały się w różnych miejscach. Jakaś kobieta, płacząc i niemal się zachłystując, wołała: „Co za wstyd! Są wciąż ludzie, którzy wobec takiego niesłychanego cudu nie zdjęli z głów kapeluszy!”. Starszy mężczyzna, dotychczas niewierzący, wznosząc ręce do góry, wołał: „Najświętsza Panno! Najświętsza Panno!”. Łzy spływały mu po policzkach: „Królowo Różańca, ratuj Portugalię!”. Wszędzie dookoła rozgrywały się podobne sceny: wyznawano wiarę w Boga, przyzywano Matkę Bożą, błagano o miłosierdzie. Potem wszyscy pytali się nawzajem, co widzieli. Większość mówiła, że drżące, tańczące słońce. Inni zapewniali, że widzieli uśmiechnięte oblicze samej Najświętszej Maryi Panny. Przysięgali, że słońce obracało się wokół swej osi, jak to się dzieje na pokazie sztucznych ogni, że zstąpiło prawie tak nisko, iż swymi promieniami mogło zapalić ziemię. Byli tacy, którzy twierdzili, że widzieli stale zmieniające się kolory.

Pielgrzymi, którzy ruszyli najszybciej, wędrowali już w dół drogi. Z duszą w nieustannym zachwyceniu nieśli dobrą nowinę swoim wioskom. A kapłani? Kilku przyszło na to miejsce, wszyscy uśmiechnięci i trzymający się pielgrzymów zabiegających o łaski z nieba. Nie każdy zdołał ukryć satysfakcję, którą można dostrzec na twarzach zwycięzców. Niezwykły taniec słońca wywołał w Fatimie wybuch „Hosanna” nie wśród wierzących ale – zgodnie ze świadectwem wiarygodnych świadków – również wśród poruszonych wolnomyślicieli i innych niemających nic wspólnego z religią, którzy przybyli na to miejsce już dziś uważane za święte.

Antyfatimska kampania prasowa

             Artykuł Avelino de Almeidy został opublikowany 15 października 1917 roku na pierwszej stronie „OSéculo” razem z fotografią trojga fatimskich dzieci. To zdjęcie jest najbardziej rozpoznawalnym znakiem tamtych wydarzeń. Trudno wyjaśnić, jak to się stało, że tekst masońskiego sprawozdawcy, życzliwie opisującego wydarzenia w Fatimie, wydrukowano na pierwszej stronie antyklerykalnej i masońskiej gazety, która miała być jednym z głównych narzędzi ośmieszania objawień. Być może wydawca dziennika, ufając oddanemu i posłusznemu dziennikarzowi, pozwolił na druk, nie czytając artykułu? A może Avelino de Almeida użył innego podstępu? Wszystko wskazuje na to, że nie mógł się sprzeniewierzyć dziennikarskiej rzetelności bez względu na cenę, jaką musiał zapłacić. Zamieszczenie artykułu na pierwszej stronie przyjęto jako kompromitację gazety, zważywszy, że na początku października 1917 roku portugalska prasa zawarła z władzami państwowymi nieoficjalną umowę, iż artykuły o Cudzie Słonecznym będą publikowane wyłącznie w nielicznych czasopismach wskazanych przez władze reżimowe, przede wszystkim w „OSéculo”. Artykuły te – co również wynikało z rzeczonej umowy – musiały ośmieszać cud nad Cova da Iria, a ich główne założenia, powinny były być powielone w tekstach prasowych w pozostałych portugalskich czasopismach. Plan skompromitowania Cudu Słonecznego i objawień fatimskich, powinien był się powieść. Nikt z wtajemniczonych w ów spisek propagandowy nie podejrzewał jednak, że niespodziewanie wyłamie się z niego ktoś uznawany w sekretnym układzie za uosobienie lojalności. Tymczasem „OSéculo”, które miało wyznaczać kierunki całej antyfatimskiej kampanii, zawiodło na całej linii i to już na starcie. Wkrótce po opublikowaniu relacji z Cova da Iria de Almeida został wyrzucony z gazety. Mimo to 29 października jego relacja oraz kilkanaście zdjęć dokumentujących Cud Słońca zostały opublikowane w ilustrowanym czasopiśmie „Ilustração Portugueza”.  

       Widziałem to

Niektóre źródła donoszą, że Avelino de Almeida był ateistą, inne że agnostykiem; nie zmienia to faktu, iż na pewno nie był człowiekiem wierzącym. Wielu badaczy i komentatorów objawień fatimskich dziwi się, iż de Almeida nie uwierzył w Boga, choć był świadkiem Cudu Słonecznego, który – jak otwarcie przyznał – złamał prawa natury rządzące astronomią. Niektórzy tłumaczą, że Avelino zbyt długo był ateistą (czy też agnostykiem), by nagle stać się człowiekiem wierzącym, nawet w obliczu tak spektakularnych znaków. Inni twierdzą, że masońskie przekonania blokowały jego serce przed łaską wiary. Ja natomiast zastanawiam się, czy tak nie miało być, że Avelino de Almeida po Cudzie nad Cova da Iria miał pozostać niewierzący? Bo czyż świadectwo zdeklarowanego ateisty (agnostyka) i masona, nie ma szczególnej wagi? Jak donoszą rozmaite źródła, de Almeida pytany o Cud Słoneczny niestrudzenie powtarzał dwa słowa: „widziałem to”. Niczego nie tłumaczył, nie szukał wyjaśnień, jedynie opisywał to, co zobaczył na niebie. A stwierdzenie „widziałem to” brzmiało w jego ustach niczym osobliwe Credo.

Aleksandra Polewska-Wianecka

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article