0,1 C
Warszawa
niedziela, 5 grudnia, 2021

Szantaż migracyjny

Must read

Wyjątkowe w greckich mediach zainteresowanie wydarzeniami na polsko-białoruskiej granicy jest spowodowane zeszłorocznym doświadczeniem na północno-wschodniej granicy grecko-tureckiej. Szantaż migracyjny Recepa Tayyipa Erdoğana był, podobnie jak obecny Aleksandra Łukaszenki, próbą zastraszenia i „zmiękczenia” Europy, a szczególnie Grecji w kontekście antagonizmu tych dwóch krajów na obszarze wschodniego pasa Morza Śródziemnego.

Wszyscy pamiętamy sceny z usiłowań sforsowania muru nad rzeką Ebros. W końcu jednak, sterowani przez służby tureckie uchodźcy, musieli zrezygnować z tej drogi i powrócić do swych obozowisk położonych głównie w strefie nadbrzeżnej, skąd prowadzi tradycyjna już, choć trudniejsza droga przez morze na greckie wyspy. Tak więc autorstwo pomysłu wykorzystywania migrantów jako „żywych tarcz” należy bezdyskusyjnie do „sułtana”, ale poziom cynizmu i eskalacji tego hybrydowego ataku jest w wykonaniu białoruskiego satrapy o wiele wyższy.

Inny istotny fakt, mający wpływ na zdecydowaną reakcję greckiego rządu wobec tureckiej prowokacji, była jednomyślna postawa greckiego społeczeństwa i wsparcie rządu po krótkim wahaniu przez lewicową opozycję. Z początku odzywały się pojedyncze głosy współczucia względem uchodźców i krytykujące rząd, lecz w obliczu gwałtownie spadających sondaży szybko zadziałał instynkt samozachowawczy i przewodniczący Syrizy, Alexis Cipras pośpieszył z wyrażeniem aprobaty dla działań rządu. Takiego zdrowego rozsądku zabrakło opozycji w Polsce, która prawdopodobnie znów liczyła na brukselską solidarność w totalnej krytyce polskiego rządu. Opozycja nie wzięła pod uwagę przerażenia zachodnich, głównie niemieckich polityków, którzy z pewnością widzieli nagrania znad granicy, gdy wściekli uchodźcy skandowali „Germany, Germany…”, jednoznacznie wskazując cel swej wędrówki. W swej zajadłości i nienawiści do rządu totalna opozycja nie zauważyła, że „Herzlich willkommen” już dawno zmieniło się na „Wir haben schon genug”(Mamy już dosyć.). Oczywiście w sprawie kryzysu migracyjnego nie ma co liczyć na kapitulację europejskiego lewactwa za wszelką cenę dowartościowującego się głoszonym „humanizmem”.

W ostatnich dniach głośny stał się incydent podczas konferencji prasowej w Atenach z okazji rewizyty holenderskiego premiera (dość dobrze znanego w Polsce) Marka Ruttego. Rutynowy, można rzec nudny przebieg konferencji został dość gwałtownie zakłócony, gdy pytania zaczęła zadawać holenderska dziennikarka. Pytanie zawierające równocześnie tezę dotyczyło właśnie polityki migracyjnej Grecji, a konkretnie obrony greckiego morza terytorialnego. Dziennikarka mówiła wprost o kłamstwach premiera Grecji i jego rządu w związku z emigrantami i sformułowała oskarżenie o stosowanie przez jednostki greckiej marynarki wojennej tzw. push-backs. Holenderka zaapelowała do Marka Ruttego, aby Holandia zainicjowała w Brukseli akcję nałożenia sankcji na Grecję za nielegalne, jak twierdziła, praktyki „odpychania” łodzi wypełnionych imigrantami. Reakcja greckiego premiera Kiriakosa Micotakisa była bardzo ostra. Odrzucił oskarżenia i sprzeciwił się obrażaniu greckiego społeczeństwa, którego funkcjonariusze i zwykli mieszkańcy od początku kryzysu, czyli od 2015 r. uratowali od śmierci w morzu wiele istnień. W związku z terminem push-back narosło na skutek kłamliwej proemigracyjnej propagandy wiele nieporozumień. Rzeczywiście spychanie łodzi z ludźmi na pokładzie w sposób tzw. kontaktowy, gdy np. większa jednostka pływająca odpycha swoim ciężarem bezpośrednio wspomnianą łódź, może być uznane za sprzeczne z prawem morskim. Natomiast blokowanie przez manewry niedopuszczające wpłynięcia na wody objęte jurysdykcją danego kraju jest jak najbardziej dopuszczalne i legalne. W greckiej telewizji można było oglądać takie działania zarejestrowane przez kamery kutra straży przybrzeżnej.

Na drugi dzień po konferencji holenderska dziennikarka stała się obiektem zainteresowania i szybko zaczęły napływać intrygujące informacje. Okazało się, że 61-letnia Ingeborg Beugen od ok. 40 lat mieszka w Grecji, mówi dość dobrze po grecku, ma mieszkanie w Atenach, ale przebywa na stałe na malowniczej wyspie Hydra, trzy godziny drogą morską od Pireusu. Jest dziennikarką niezależną, publikuje głównie w Internecie, w przeszłości pisała do Guardiana i innych lewicowych gazet. W czerwcu b.r. została aresztowana (na jeden dzień) razem z 23-letnim Afgańczykiem. Grecka policja oskarżyła ją o udzielenie pomocy Afgańczykowi, któremu dwukrotnie odmówiono azylu. Mężczyzna bezprawnie oddalił się od hot spotu, w którym winien przebywać. Ingeborg Beugel odwiedziła w 2018 r. wyspę Samos, tam poznała swego przyszłego podopiecznego i przygarnęła go, kierując się pewnie „instynktem macierzyńskim”. Młody Afgańczyk prawdopodobnie będzie deportowany, a gościnnej Holenderce grozi grzywna i rok więzienia. Beugel miała więc osobiste powody do tak agresywnego zachowania, które jednak jest sprzeczne z etyką dziennikarską. Oczywiście stała się bohaterką różnych lewicowych portali, którym zaczęła udzielać wywiadów. Chwalono ją za odwagę i bezkompromisowość i dawano za wzór innym bardziej „uładzonym” dziennikarzom. Pobudzona tymi pochwałami starsza pani zaszarżowała jeszcze ostrzej, oskarżając nie tylko greckie władze, ale Greków ogólnie o rasizm, mizoginizm, a nawet antysemityzm. Twierdziła na przykład, że ochotnicy greccy brali udział w wojnie domowej w Jugosławii po stronie Serbów i brali udział w rzezi ludności bośniackiej. Nie oszczędziła nawet lokalnej społeczności wyspy, na której przeżyła kilkadziesiąt lat, insynuując, że to przez donosy sąsiadów została pozbawiona towarzystwa młodego emigranta. Zarzuciła mieszkańcom Hydry, że są rasistami i że 50 proc. z nich głosowało na neonazistowski „Złoty Świt”. W tym grubo przesadziła, dlatego gubernator wyspy złożył do prokuratury oskarżenie o oszczerstwo, przedstawiając wyniki ostatnich powszechnych wyborów jako dowód, że wspomniana partia zdobyła na wyspie poniżej 1 proc. głosów.

Cała ta historia, choć lekko komiczna, jest pouczająca. Jest ostrzeżeniem, by nie ufać zbyt mocno czołowym państwom UE, a tym samym instytucjom europejskim, które pod presją naporu migrantów przynajmniej werbalnie popierają działania polskiego rządu na wschodniej granicy. Lecz nie można być na dłuższy czas pewnym ich zapewnień o solidarności czy choćby zwykłej wdzięczności. Trzeba być przygotowanym na różne oskarżenia i manipulacje medialne lewactwa europejskiego wspomaganego przez zapiekłą w nienawiści totalną opozycję.

Andrzej Bafałukosz

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article