-0,1 C
Warszawa
niedziela, 5 grudnia, 2021

Zagadka Marszu Niepodległości

Must read

Kontrowersje wokół organizowanego od 2010 r. Marszu Niepodległości wpisały się już w jego tradycję. Można śmiało powiedzieć, że krytyka liberalno-lewicowych mediów nie pozwala MN popaść w rutynę. Warto się zastanowić, co jest źródłem kontrowersji wokół MN: rosnąca faszyzacja społeczeństwa polskiego, jak utrzymuje progresywistyczno-liberalna część opinii publicznej, czy też nieoczekiwane odkrycie odpowiedniego, przynajmniej dla części społeczeństwa, sposobu świętowania rocznic narodowych.

Liberalna koncepcja jednostki

W analizie fenomenu MN warto odwołać się do kategorii popytu i podaży. Tym popytem jest autentyczna potrzeba znaczącej części  społeczeństwa wspólnego manifestowania przynależności do wspólnoty narodowej i dumy z jej osiągnięć w historii oraz wyrażenia tej potrzeby w patetyczny i podniosły sposób.

Patos – czego nie dostrzega się w liberalnej antropologii – jest tak samo autentyczną cechą ludzkiej osobowości jak okazywanie ironii.  W antropologii liberalnej (wzmocnionej impulsem progresywizmu i postmodernizmu) – jeżeli można zdobyć się na takie uproszczenie – zakłada się bowiem atomistyczną koncepcję jednostki, której tożsamość kształtowana jest przede wszystkim w oparciu o dokonywane przez nią indywidualne wybory. Ponadindywidualne kategorie jak naród, religia czy płeć mają charakter przygodny, a miarą wolności jednostki jest stopień wyzwolenia się z ograniczeń, jakie mają one jej narzucać. Naturalną postawą liberalnej jednostki jest zatem postawa ironii, którą można pojmować jako umiejętność dystansowania się od wszelkich -izmów oraz krępujących ją zobowiązań nakładanych przez rozmaite wspólnoty społeczne i nietraktowania niczego serio. 

Tymczasem w nieindywidualistycznych antropologiach (np. w kommunitaryzmie) podkreśla się znaczenie wspólnotowego kształtowania indywidualnych tożsamości. Przykładowo, według kommunitarysty Alasdaira MacIntyre’a, jednostka już w samym momencie swojego zaistnienia zanurzona jest we wspólnocie rodzinnej, a w procesie dorastania uczestnicy we wspólnocie religijnej, różnych wspólnotach społecznych i wreszcie – narodowej. Te wspólnotowe tożsamości są materiałem, z którego jednostka tka swoją osobistą tożsamość. Dają one odpowiedź na pytanie, w jaki sposób – w historycznie i kulturowo zdefiniowanym tu i teraz – stosować uniwersalne wartości. W kommunitarystycznej antropologii pozytywnie waloryzowane są takie cechy osobowości, jak lojalność wobec określonej wspólnoty (np. narodu), duma będąca następstwem akceptacji pozytywnego obrazu członków danej wspólnoty i wreszcie emocjonalnie określana potrzeba doświadczania wzniosłości.

Patos, ironia i patriotyzm

Ponieważ patos nie mieści się w liberalistycznej wizji jednostki ludzkiej, pojmowany jest jako coś sztucznego i wykorzystywanego w manipulacjach „polityków” czy „partii”. Ponieważ jest niezrozumiały, wydaje się groźny  i automatycznie klasyfikowany jako przejaw „faszyzmu” lub „nazizmu”. Kto tej liberalistycznej wizji nie przyjmuje, tego należy edukować, a jak liberalistyczna pedagogika nie skutkuje to należy szokować i „zawstydzać”. Przykładem takich zabiegów pedagogicznych może być biało-czerwona flaga wbita w psią kupę (według niektórych źródeł: w jej atrapę) podczas programu prowadzonego przez Kubę Wojewódzkiego w 2008 roku w TVN.

Tymczasem ani potrzeba patosu nie jest czymś sztucznym, ani patriotyzm czymś przebrzmiałym, ani tym bardziej patos z tegoż patriotyzmu wypływający. Obrazują to dzieje obchodów rocznic narodowych w III RP. W czerwcu 1989 r. szkoły w całej Polsce  planowały w roku szkolnym 1989/90 akademie z okazji kolejnej rocznicy wybuchu Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej. Jeszcze 22 lipca 1989 r. marszałek senatu Andrzej Stelmachowski, zapewne z rozpędu, wziął udział w obchodach kolejnej rocznicy ogłoszenia manifestu PKWN w Chełmie, traktowanej jako początek PRL-u. Wszystko zmieniło się we wrześniu 1989 r. kiedy to akademie z okazji Rewolucji Październikowej zastąpiono robionymi w równie sztampowy sposób akademiami z okazji odzyskania niepodległości.

Na przełomie XX i XXI wieku okazało się, że w społeczeństwie polskim jest dość spore spontaniczne, a nie narzucone przez edukację szkolną, zainteresowanie dalszą i bliższą historią. Stąd wzrastała popularność licznych grup rekonstrukcyjnych (z ich koronnym przedsięwzięciem, jakim jest bitwa pod Grunwaldem) lub prezentacji w patetycznej formie historii Polski (np. widowisko „Orzeł i Krzyż” w Murowanej Goślinie).  Wpłynęło to na sposób obchodzenia rocznic narodowych: odchodzenia od sztampy w przekazie treści i aktywizowania, biernych dotąd,  uczestników obchodów.

Na rynku kulturowym, tak jak na każdym rynku, dostatecznie długotrwale występujący popyt napotka w końcu na podaż. Nie od razu i nie zawsze trafnie. Fiaskiem zakończyły się objęte patronatem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, a zorganizowane przez „Gazetę Wyborczą” i radiową „Trójkę” obchody Dnia Flagi 2 maja 2013 r. Przewodnim hasłem było „Orzeł może”, a w głównej roli występował czekoladowy orzeł – oraz nie wiedzieć czemu –  różowa flaga. Zaproponowaną formułę obchodów opinia publiczna odczytała jako naigrywanie się z symboli narodowych, a samym uczestnikom przedsięwzięcia zabrakło płynących z poczucia odświętności powagi i patosu (filmiki z obchodów po wpisaniu odpowiednich kluczowych słów można obejrzeć na youtube). Nie było w tym świadomie złej woli jego organizatorów i uczestników, lecz konsekwencja płynąca z milcząco (lub nie) zakładanej liberalistycznej wizji człowieka, w której brak miejsca na patos. Co ciekawe, nawet Kubie Wojewódzkiemu nie chciało się umieścić różowej flagi w psich odchodach. Ironia – jak się okazuje – będąc przeciwieństwem patosu, jest zarazem w jakiś sposób odeń zależna.

Sukces Marszu Niepodległości

Tymczasem potrzebę aktywnego uczestnictwa w obchodach odzyskania niepodległości, zaspokajającego zarazem potrzebę patosu, trafnie rozpoznały środowiska narodowe. Początkowo, do 2009 r. marsz skupiał środowiska kibicowskie i nacjonalistyczne, gromadząc corocznie kilkaset osób. W 2010 r. powstał pomysł zorganizowania jednego, ogólnopolskiego marszu z okazji Święta Niepodległości. Idea ta zyskała popularność dzięki krytyce „Gazety Wyborczej” i środowisk liberalno-lewicowych. W następnym roku zostało zarejestrowane Stowarzyszenie „Marsz Niepodległości”, które do dzisiaj zajmuje się organizacją marszu.

Źródłem niewątpliwego sukcesu MN jest rozpoznanie pewnych autentycznych potrzeb społecznych w zakresie sposobu świętowania rocznic narodowych, a nie treść przemówień Roberta Bąkiewicza, oficjalne hasła marszu czy stylistyka strony stowarzyszenia. Elementy te, dodajmy, mogłyby być lepiej przemyślane w imprezie organizowanej w zamyśle dla wszystkich, a więc również tych, którzy nie utożsamiają się z nacjonalistycznym programem politycznym i kulturowym. Jednakże sama obecność nacjonalistycznych grupek i ich flag czy transparentów – jest ze względu rozmiary marszu, w którym tego roku miało  uczestniczyć około 120 tys. osób – marginalna.  Między innymi wskutek tego MN obrósł już pewną tradycją i stał się swoistym wydarzeniem wpisanym w krajobraz ogólnopolskich obchodów Święta Niepodległości, w którym uczestnicą zarówno Polacy, jak i cudzoziemcy. Nie dlatego, że są faszystami lub nazistami i nawet nie dlatego, że chcą jakoś uroczyście świętować 11 Listopada, bo mogliby  to robić w swoim mieście, lecz również ze względu na zwykłą ludzką ciekawość.

Krzysztof Brzechczyn

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article