-0,1 C
Warszawa
niedziela, 5 grudnia, 2021

Co dalej z globalizacją?

Must read

W 1925 roku historyk Władysław Konopczyński pisał: „Z Ligi Narodów wyrośnie jakieś Nadpaństwo, państwo nadnarodowe z władzą wykonawczą, prawodawczą i sądową, z kodeksem prawnym, cywilnym i kodeksem procedury. Będzie parlament ogólnoświatowy, bank międzynarodowy i jednolita moneta, która ułatwi państwom spłatę długów. […] Finansjera światowa tak steruje losami ludzkości, żeby tylko garstka najbogatszych panowała, a ogromna większość ludzi na świecie skazana była na biedę. Garstka najbogatszych, żerując na biedzie, będzie uzyskiwać dla siebie jak największe kapitały i osiągać jak największe profity. Im potrzebna jest światowa władza”.

Chociaż z Ligi Narodów nie wyrosło „nadnarodowe” państwo, bo Liga Narodów nie wytworzyła instytucji zdolnych do realizacji celów, to sama idea jedności świata, a zwłaszcza przejęcia władzy nad nim lub jego częścią, była jak najbardziej widoczna. Dodajmy, nie była to pierwsza idea, wcześniej pojawiła się w starożytności w Cesarstwie Rzymskim, jeszcze wcześniej wyrazicielem tej idei był  Aleksander Macedoński. W średniowieczu Karol Wielki, władca Franków, nawiązywał do czasów rzymskich, a po nim cesarze niemieccy. Po II wojnie światowej na gruncie dziedzictwa helleńsko-rzymskiego i chrześcijaństwa powstała idea Europy Państw. Jej wyrazicielem był prezydent Francji, Charles de Gaulle: „Jeśli chodzi o mnie, nigdy, w żadnej deklaracji nie mówiłem o „Europie Ojczyzn”. Ojczyzna to ważny element ludzki i sentymentalny, ale to nie może być fundamentem europejskiej konstrukcji. Co może być tym fundamentem? Oczywiście Państwa! Mówiłem i powtarzam dzisiaj, w chwili obecnej nie może być innej Europy” (15 maja 1962 r. podczas konferencji prasowej). Idea Europy według de Gaulle’a była zbieżna z poglądami Charlesa Maurrasa, filozofa, który w „Pamiętnikach nadziei” pisał: „Zawsze czułem, a dziś bardziej niż kiedykolwiek czuję, co mają ze sobą wspólnego zamieszkujące Europę Narody. Ponieważ wszystkie należą do tej samej białej rasy i są tego samego, chrześcijańskiego pochodzenia, mają jednakowy sposób życia, zawsze łączyły je i łączą do dziś niezliczone więzy myśli, sztuki, nauki, polityki, handlu, przeto jest rzeczą zgodną z ich naturą, by wreszcie tworzyły pewną całość, mającą pośród tego świata własne oblicze i własną organizację”. Była to koncepcja sprzeczna zarówno z wcześniejszą ideą „Paneuropy” hr. Richarda Coudenhove-Kalergiego, jak i późniejszą myślą technokratów brukselskich. Charles de Gaulle wyłożył koncepcję Europy w 1960 r. w „Nocie w sprawie organizacji Europy” do kanclerza RFN, Konrada Adenauera: „Ażeby skutecznie działać, opierając się na uczuciach i poparciu narodów, i nie gubić się w mgławicy różnych teorii, Europa może obecnie polegać jedynie na zorganizowanej współpracy państw, a przyjęcie tej koncepcji oznacza uznanie zasady, że wszelkie wyłonione przez szóstkę państw członkowskich EWG organizmy ponadnarodowe, które zmierzałyby niewłaściwą drogą do zdobycia pozycji nieodpowiedzialnych superpaństw, powinny być zreorganizowane, podporządkowane rządom i wykorzystane do realizacji normalnych zadań doradczych i technicznych”. Co to oznaczało w praktyce? Komisje wspólne nie mogą wpływać na decyzje, a zgromadzenia parlamentarne mogą mieć charakter konsultatywny, nie mogą ingerować w sprawy wewnętrzne państwa czy w jego ustawodawstwo. Koncepcja de Gaulle’a opierała się na „koncercie państw” europejskich, jak to określił Jacek Bartyzel, „tak, aby w wyniku zacieśniana więzów różnego rodzaju, pogłębiała się ich polityczna i duchowa solidarność, czyli nie ku konstruowaniu ponadnarodowej federacji europejskiej „superpaństwa”, narzucającego swój ideologiczny projekt narodom kontynentu, lecz ku konfederacji i suwerennych państw narodowych, zdolnych podjąć rywalizację i z Ameryką, i z Rosją o przywrócenie Europie dominującej pozycji w świecie”.

Dzisiaj widać, jak bardzo Unia Europejska odeszła od tych idei. Europa straciła już dawno swoją czołową pozycję i zeszła do roli satelitów supermocarstw.

W średniowieczu pewien mnich pisał: „Wszystko idzie na opak. Cnota jest ścigana, występek sławiony, prawdy nie ma, kłamstwo ma trzy języki: księgi bez mędrców, a mędrcy bez ksiąg. Zwierzęta udają ludzi, a ludzie udają zwierzęta”.

Przy okazji, czy to nie Niemcy, przegrywający na frontach II wojnę światową, stworzyły ideę budowania „wspólnej Europy” wolnej od bolszewizmu i uzbroiły tysiące ochotników z całej Europy (oprócz Polski)? 

W okresie nowożytnym Europa uległa dezintegracji w wyniku wojen religijnych, dynastycznych i o imperia. Z mapy świata zniknęła bez niczyjego sprzeciwu potężna Polska, a później dokonano zawłaszczeń kontynentu afrykańskiego i azjatyckiego. Od czasów reformacji w XVI wieku Europa przechodziła krwawe rewolucje – francuską i bolszewicką. „Racjonalizm” w wykonaniu wolnomyślicieli XVIII wieku zapoczątkował odejście od europejskiej duchowości na rzecz kultów sięgających czasów starożytnych lub wschodnich, obcych w Europie. W przezwyciężeniu kryzysu idei, gospodarki światowej i polityki miała pomóc globalizacja. Z reguły o globalizacji mówi się w kontekście samych pozytywów: możliwości wzbogacenia kulturowego, łatwiejszej wymiany towarowej, szybszego komunikowania itp. Ale globalizacja zawiera w sobie pewne niebezpieczeństwa, na przykład niebezpieczeństwo przenoszenia się chorób, czego jesteśmy świadkiem w okresie pandemii covidowej. Kolejne zagrożenia to zalew taniego, ale tandetnego towaru, co sprawia, że towar wartościowy jest wypychany z rynku. Wszechobecna „chińszczyzna” na rynku produktów to przykład pierwszy z brzegu.  Trzeba pamiętać, że są to produkty często wyrabiane przez więźniów, którzy w katastrofalnych warunkach pracują za darmo lub prawie za darmo. Ludzie, kupujący te produkty, nieświadomie wzmacniają i utrwalają nieludzki system panujący w chińskich więzieniach. Globalizacja przyczyniła się do swoistej wędrówki ludów, czyli przemieszczania się tysięcy imigrantów szukających lepszego życia. Ich odmienna mentalność, nierzadko wrogie nastawienie do tubylców powodują wzrost zagrożeń. Imigranci nie chcą się bowiem asymilować w nowym miejscu, zamykają się w swoich kręgach kulturowych, tworząc getta. Francja, Włochy, Niemcy to państwa, w których getta imigrantów przysparzają wiele problemów. To właśnie w tych państwach (Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Grecja, Włochy, Hiszpania) wzrastają wrogie imigrantom nastroje i szerzą się napady na obcych przybyszów.  Coraz więcej mieszkańców zetknęło się tam z przestępstwem, przemocą lub wandalizmem. Dane z 2019 roku są następujące: Wielka Brytania – 24,2 proc., Grecja, 16, 9 proc., Francja – 14,7 proc., Niemcy – 13,4 proc., Szwecja – 13 proc. Dla porównania – Polska – 4,4%.

Ludzie potrzebują granic, by oddzielały obszary władzy, własności, tożsamości, zabezpieczały przed rabunkiem i ekspansją wrogów. W znanej komedii Pawlak zaznaczył granicę swojej posiadłości na miedzy, a kiedy Kargul zaorał miedzę na „trzy palce”, został potraktowany kosą. 

Czy dzisiaj wciąż trzeba udowadniać, że nadmierny proces globalizacji, w tym zniesienie granic, może prowadzić do chaosu wynikającego z naruszenia obszarów własności i tożsamości?

Andrzej Manasterski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article