25,8 C
Warszawa
niedziela, 3 lipca, 2022

ANTYPOLSKIE REZOLUCJE, CZYLI WSZYSTKO JUŻ BYŁO

Must read

Państwo z dwóch stron oflankowane skrajnie agresywnym sąsiedztwem musi się liczyć z tym, że zawsze już będzie celem jego ataków. Tym bardziej, jeśli już parokrotnie napastnicy ci zdołali rozszarpać leżącą między nimi ofiarę a do tego nie są oni jedynymi, wiążącymi własne plany z jej terytorium.

      Polska nie leży na wyspie ani na uboczu. Nie jest rubieżą kontynentu, jak Norwegia czy Hiszpania, które mogły sobie przez stulecia wegetować w anarchii, nędzy i zacofaniu. Jak wiele innych położenie na Iberach czy w Skandynawii sprawiało, że żadnemu z ościennych państw nie przyszło do głowy, by znajdującego się w trwałym upadku sąsiada zająć lub się nim z kimś podzielić. Nawet, jeśli dałoby się to zrobić bez zbytniego ryzyka i trudu. Nie mamy też szczęścia leżeć w miejscu np. Surinamu, w którym wystarczy pracować parę godzin dziennie, bo nie istnieją zagrożenia ani zewnętrzne ani wewnętrzne. Z Polską, której historia utkana jest z odpierania najazdów a której geografię ledwie mieszczą pola bitew i szlaki przemarszów wrogich armii, jest dokładnie odwrotnie. Od wieków ziemię Polaków chcą mieć także i nie – Polacy. A każdy zabór jakoś należy uzasadnić. Ze wszystkich sił trzeba więc głosić, że Polacy są żli. I to strasznie. Mało, że odrażający, zacofani i podli. Nauczać trzeba, że są to zbrodniarze, którzy po wymordowaniu swoich narodowych mniejszości, co jest przecież zasadniczym składnikiem ich codziennego dnia, rzucą się do mordowania innych. A poza tym są całkowicie niezdolni do utrzymania własnej państwowości. Dla ich własnego dobra trzeba więc ich tej niesłusznej państwowości pozbawić i obdarować ich opieką innej. Żadne z powyższych stwierdzeń nie jest wymyślone. W ciągu ostatnich trzystu lat każde było głoszone na setki sposobów. Każdy, kto zamierzał terytorium Polski zagarnąć dla siebie, zrobić sobie z niej kolonię, wykroić sobie z polskiej ziemi własny zabór albo jakąś Judeopolonię – przystępował do generowania antypolonizmu. A to, że nie raz już się Polskę rozkroić czy podporządkować udało, to dla agresorów dowód na to, że warto spróbować kolejny raz. W XVIII wieku do generowania antypolonizmu dało się wynająć autorytety największych filozofów oświecenia. W końcu XIX w. realizację tego samego zadania przejęły wielkie koncerny m.in. amerykańskiej prasy. Bolszewicką nawałę Polska odpierała nie tylko w osamotnieniu, ale pomimo ciosów w plecy, zadawanych przez Imperium Brytyjskie i sporą część Europy. Antypolskie oświadczenia grzmiały kiedy ledwie stawał na nogi nasz niepodległy byt i kiedy zabijały nas ataki ludobójców wkraczających przez niemal całą linię naszych granic. Jeśli więc Polacy chcą mieć własne niepodległe państwo to muszą być odporni na antypolskie rezolucje. Ich natężenie wzmaga się szczególnie w okresach, w których waży się przyszłość polskiej niepodległości. Tak było przy okazji kolejnych traktatów rozbiorowych, nie inaczej u zarania II RP, podobnie na początku II wojny światowej. Antypolonizm wzmagał się też wtedy, kiedy Zachód sprzedawał Polskę Stalinowi. I z jakichś przyczyn ma on dużą skalę także dziś.

                              Wymordować, rozgrabić i na koniec – spotwarzyć

Jeśli ktoś czuje się dziś udręczony jakże niesprawiedliwymi atakami na naszą ojczyznę to niech pomyśli, jak czuć się musieli nasi poprzednicy sprzed stulecia. Polska odradzała się w przeogromnym trudzie. Kraj kilkakrotnie pustoszony przez przewalające się fronty nie miał nawet ustalonych granic a skala rabunków oznaczała pewną śmierć milionów Polaków już zimą z przełomu 1918 i 1919 roku (ukradzione przez Niemców tysiące ton ziarna w ostatniej chwili zdołano zastąpić sprowadzonym z USA). I właśnie w tym czasie świat wstrząsały kolejne histeryczne wieści z naszego kraju. O tym, że Polacy masowo mordują. Informacje o rzekomo dokonywanych przez Polaków pogromach ilustrowane były fotografiami pochodzącymi, jak się okazało, z Kiszyniowa roku 1903. W roku 1919 w Łodzi faktycznie doszło do starć z bezrobotnymi (prawie na pewno robota bolszewickich dywersantów), w rozruchach zginęło co najmniej siedmiu ich uczestników. Dwóch podobno miało żydowskie pochodzenie. Wystarczyło, by świat się dowiedział: „Kolejny pogrom! Polacy znów mordują!” W czasie obrad Konferencji Wersalskiej w Polsce toczyła się wojna z największym z niedawnych zaborców, ważyło się polskie być albo nie być. Ale najważniejszym celem tej konferencji w tym krytycznym czasie stało się narzucenie Polsce Traktatu Mniejszościowego. Przedstawiciele Polski zmuszeni zostali do zobowiązania się, że języki wszystkich polskich sądów i wszelkiego rodzaju urzędów, na równych prawach będą aż trzy. Nie tylko polski, ale też jidysz i hebrajski. Jacy prawnicy i jacy urzędnicy znali w Polsce wszystkie te trzy języki? Była tylko jedna jedyna grupa narodowościowa spełniająca to kryterium. I jeśli by się trzymać ściśle litery tego dyktatu to tylko ona miałaby prawo pełnić role sędziów, prawników, urzędników. Rzecz to nie tylko dla państwa polskiego zabójcza, ale do pełnego wprowadzenia w życie wręcz niemożliwa. Na trudności z jej wdrożeniem reakcją był…

                                                        „Apel do Ludzkości”

Podpisaną przez przedstawicieli wielu żydowskich organizacji a także literatów i różne ówczesne autorytety odezwę pod tak właśnie brzmiącym tytułem jako pierwszy zamieścił francuski dziennik „L’Hummanite” 6 września 1919. Wyrażając oburzenie, że mimo upływu ponad dwóch miesięcy od zobowiązania Polski do wprowadzenia trójjęzycznych urzędów zasada ta nie został jeszcze wdrożona, sygnatariusze „Apelu do Ludzkości” użyli najbardziej wstrząsających słów na wyrażenie  tragedii, jaką dla Żydów stała się odzyskująca niepodległość Polska. Na ów „Apel” utkany ze zdań w rodzaju „Okropne wydarzenia w Pińsku, Lidzie, Wilnie dodały do tragicznej historii żydowskiej kolejną stronicę pełną łez i krwi…” jako jeden z pierwszych odpowiedział Władysław Reymont. Stwierdził on, że „Apel” składa się z samych kłamstw. Późniejszy noblista przypominał, że większość Żydów świata w Polsce znalazła się z tej przyczyny, że przez wiele stuleci była ona jedynym krajem, który ich przyjmował, zapewniając nieznane nigdzie indziej bezpieczeństwo, możliwości rozwoju, bezprecedensowe prawa i przywileje. 28 września 1919 na „Apel do Ludzkości” odpowiedzieli rektorzy wszystkich polskich uczelni wraz z redaktorami gazet i liderami sił politycznych. W swoim oświadczeniu stwierdzili, że „zamieszkujący w Polsce Żydzi posiadają prawa, jakich nie mają w żadnym innym kraju świata, włącznie z Anglią i Ameryką”. Do głosów takich mało kto się odnosił. Pełne bezwstydnych oszczerstw kampanie antypolskich rezolucji jedynie przybierały na sile. Stanisław Thugutt, prezes PSL „Wyzwolenie”, wicepremier i minister spraw wewnętrznych przyznawał, że nie kończące się furie kłamstw „podmywają podwaliny tworzącego się państwa” apelując zarazem o „powstrzymanie antypolskiej nienawiści, niszczącej dobre stosunki między Polską a Żydami”. Nad „dążeniem do mobilizowania sił światowych przeciw Polsce” ubolewał wybitny dyplomata i historyk Władysław Pobóg – Malinowski. W powszechnym w Polsce odczuciu podnoszony gdzie się da nieustający wrzask o nieistniejących prześladowaniach i wyssanych z palca pogromach miał na celu doprowadzenie do rzeczywistych konfliktów. Nieuginanie się przed antypolskimi kampaniami i nieuleganie prowokacjom w końcu doprowadziło do kompromitacji oszczerców. Ambasador Francji Leon No’el informował o „wyolbrzymianiu incydentów, do których jeśli dochodzi to winę za nie ponoszą często sami Żydzi”. Podobnie brzmiały relacje z Polski coraz liczniejszych dziennikarzy, skutkiem czego duża część polityków i opinii publicznej krajów Zachodu, coraz bardziej znużona nie kończącą się antypolską histerią, zaczynała czuć się oszukana. Efekt był tragiczny, bo kiedy Niemcy rozpoczęli nie tylko prawdziwe prześladowania, ale najprawdziwszą totalną zagładę narodu żydowskiego, świat informacje na ten temat uznawał za dalszy ciąg niewiarygodnych wymysłów i na doniesienia te pozostał obojętny.

      Antypolskie kampanie długo się nie skończą, bo zbyt wiele już razy okazywały się być skuteczne. W XVIII w. wizerunkowe masakrowanie naszej ojczyzny ogromnie ułatwiło robotę agresorom dokonującym rozbiorów. W 1939 przeciw występowaniu w obronie Polski Francuzów przekonywał m.in. Maurice Chevalier, Brytyjczyków George Bernard Shaw a Bolesław Gebert w USA organizował wiece wyrażające Związkowi Sowieckiemu wdzięczność za zlikwidowanie polskiej państwowości. Po wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej, a w szczególności po sprzedaniu Polski na konferencjach w Teheranie i Jałcie, jak najgorszym wizerunkiem Polski zainteresowani byli nasi wiarołomni „sojusznicy”. Także setki zbrodniarzy z UB, emigrujący z PRL-u po utracie przywilejów, jakimi cieszyli się do 1968 roku, w nowych miejscach osiedlenia nie przedstawiali się jako kaci Polaków, ale jako ofiary rzekomego polskiego antysemityzmu. Tych, których wcześniej prześladowali i grabili oczerniali więc tak bardzo, jak tylko ich nienawistna wyobraźnia im pozwalała. Niepodległa Polska bardzo przeszkadza imperialistom rosyjskim, niemieckim, za chrześcijańską tożsamość i osiągnięcia w walce z bolszewizmem nie cierpią jej wszelkiej maści lewacy. Nie odczepią się też od Polski izraelsko – amerykańscy zbóje, dążący do jej rozgrabienia. A nam nie wolno ulec przed żadną z łajdackich rezolucji, preparowanych czy to w Berlinie czy Brukseli. Tak, jak i hochsztaplerskim farmazonom, głoszonych z Białego Domu i ocierającym się o szantaż. Spotykając się z antypolskimi opowieściami nie wolno nam też ulec opiniom o prawdzie rzekomo mającej leżeć pośrodku. Bo jeśli wg jednej opinii Polska leży nad Wisłą a ktoś się upiera, że nad Jangcy to ta „prawda pośrodku” by znaczyła, że mamy ojczyznę gdzieś na Syberii. Prawdą jest po prostu to, co nią jest a nie to, co wymyślają Grossy, Timmermansy, Putiny czy inne Verhofsztaty.

      Gilbert Keith Chesterton, jeden z największych  pisarzy i myślicieli, przed ponad stu laty przyznał, że Polską zainteresował się w wyniku nieustannego spotykania się z odrażającymi artykułami i oświadczeniami na jej temat. Pragnąc dowiedzieć się, co to za kraj i cóż za naród mają być tą najwstrętniejszą na świecie ohydą, zaczął szukać rzetelnych źródeł i dowiadywać się, czym nasz kraj jest naprawdę. W efekcie nabrał do Polski wielkiego podziwu i szacunku, szczerze ją pokochał i stał się jej oddanym przyjacielem. A kiedy zaczął dociekać, kto stoi za produkcją antypolskich kalumnii, szybko ustalił, że są nimi wyłącznie najpodlejsi z podłych.

Dzisiaj sprawa ta wygląda identycznie jak wtedy.

Artur Adamski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article