0,7 C
Warszawa
poniedziałek, 28 listopada, 2022

Założenia niektórych idei zjednoczeniowych

Must read

We wschodniej części Europy w pierwszej połowie XIX w. zakwitł prąd filozoficzny określany mianem słowianofilstwa. Słowianofilstwo pączkowało w kontrze do generalnej idei oświeceniowej, którą wyrażały kosmopolityzm, relatywistyczny indywidualizm i materializm. Słowianofile bronili Boskiego porządku świata i odwoływali się do pradawnej tradycji. Matecznikiem słowianofilstwa była Rosja, a głównymi jego przedstawicielami wybitni rosyjscy myśliciele i poeci. Słowianofile inspirowali się różnymi nurtami epoki romantyzmu, epoki która w aspekcie społeczno-politycznym była inkubatorem tożsamości narodowej we współczesnym znaczeniu tego pojęcia. Słowianofilstwo było tedy kolejnym etapem kształtowania się rosyjskiego narodu, a za sprawą znienawidzonego przez Polaków cara Mikołaja I stało się nawet ideologią państwową.

Słowianofilskie tendencje przenikały do polskiej myśli i twórczości romantycznej pod postacią wszelkich „ludowych” akcentów oraz np. „filozofii narodowej”. Wspomnieć można np. traktat Zygmunta Krasińskiego O stanowisku Polski z Bożych i ludzkich względów. Krasiński zapowiadał w nim nadejście, po epokach „plemienia romańskiego”, nazywanego przezeń „plemieniem politycznym” oraz „plemienia germańskiego”, nazwanego „plemieniem filozoficznym”, czasów „plemienia słowiańskiego” – „plemienia religijnego”.

              Ideologiczno-polityczną karykaturą słowianofilstwa był zrodzony w II poł. XIX w. panslawizm. Wprawdzie nurt ten zyskał sobie dość duży posłuch wśród słowiańskich mieszkańców imperium austro-węgierskiego, zwłaszcza wśród Czechów, był przede wszystkim narzędziem politycznym w rękach władców rosyjskich; jeszcze jednym przebraniem dla rosyjskiego nacjonalizmu, rewanżyzmu i imperializmu. Jego antyzachodni i antyłaciński charakter powodował, że poza ramami owego „projektu” znaleźli się Polacy. Panslawizm był antypolski, a Polacy uważani byli za „konia trojańskiego” Zachodu wśród Słowian, za główną przeszkodę w zjednoczeniu owych Słowian pod berłem cara. Idea panslawizmu, można rzec, była naturalnym rozwinięciem idei zjednoczenia wszystkich ludów ruskich, która zmaterializowała się w wyniku podbojów moskiewskich  carów oraz w tytule, który wszedł na trwałe do kanonu carskiej tytulatury za Piotra I – Cara Wszechrusi.

              Mimo, iż tytuł Cara Wszechsłowiańszczyzny nigdy do tego kanonu nie dołączył, dosłownie o krok od zmaterializowania samej koncepcji, ale w skutek militarnego, nie kulturowego podboju, był pewien Gruzin. Komunizm stalinowski, choć podający się za rewolucyjny, materialistyczny internacjonalizm, był od pewnego momentu nowym przebraniem dla rosyjskiego nacjonalizmu i imperializmu. Potwierdzają to dalsze losy  panslawizmu, którego płomień starał się na nową wzniecić Związek Sowiecki. W podbitych po II wojnie światowej środkowo-europejskich zaczęły jak grzyby po deszczu wyrastać tzw. komitety wszechsłowiańskie. Wspieranie neopogańskich i ateistycznych środowisk o charakterze słowianofilskim, uderzających w lokalne struktury kościelne, służących, jako jeden z wielu sposobów, atomizacji społeczeństwa, weszło natomiast do codziennej praktyki reżimowych organów.

              Powstawanie ruchów i koncepcji zjednoczeniowych nie jest rzeczą typową wyłącznie dla Rosji. Można przecież wskazać myśl pangermańską, albo różne, nowożytne warianty myśli zjednoczenia świata arabskiego. Współczesna Rosja nie posiada potencjału kulturowego i gospodarczego, by stać się nośnikiem jakiejś zjednoczeniowej idei. Choć próbuje. Nawet przez państwa postsowieckie figurujące wraz z nią w różnych formatach dyplomatycznych i militarnych, traktowana jest jako państwo napastnicze, nieobliczalne i zacofane na wielu poziomach. Jeśli przywódcy na Kremlu niespecjalnie przejmują się swoim wizerunkiem wśród tych podmiotów oraz na arenie światowej, zupełnie poważnie traktują koncepcję zjednoczeniową Ankary…

Barometrem obaw gospodarzy Kremla są rosyjscy komentatorzy, których mocno zaniepokoiły szczególnie dwa wydarzenia: ostateczne zwycięstwo wspieranego przez Turcję Azerbejdżanu w Drugiej Wojnie Karabaskiej w 2020 r. oraz powołanie Unii Państw Tureckich, wcześniej noszącej niewinną nazwę Rady Współpracy Państw Języków Tureckich. Podejrzewają oni, że Recep Tayyip Erdoğan prezydent Turcji ma bardziej ambitny plan, aniżeli zjednoczenie tylko „państw”. Zależeć mu może na zjednoczeniu wszystkich narodów, których języki zaliczają się do rodziny języków tureckich, łącznie z tymi znajdującymi się w granicach Federacji Rosyjskiej. Kreml, ustami swych przedstawicieli w różnych zawodach, począł ostatnio krytykować cały projekt, mimo, że od dawna jednoczy ów w swej treści państwa znajdujące się wcześniej w orbicie ZSRS, tj. Azerbejdżan, Uzbekistan, Kirgistan, Turkmenistan i Kazachstan. Martwi się przy okazji o spoistość integralną Iranu, wszak ostatnio Erdoğan zapewniał w Baku, że Turcja troszczy się o losy również społeczności Południowego Azerbejdżanu, czyli północnych irańskich prowincji oraz ChRL, której Ujgurski Region Autonomiczny, tradycyjnie nazywany Wschodnim Turkiestanem, zamieszkują grupy tureckojęzyczne.

              Kreml nieufnie spogląda na intencje Ankary względem nie tylko Azerów i oczywiście ukraińskich Tatarów. Ankara ma łapczywie spoglądać na tureckojęzyczne grupy etniczne rejonu środkowej Wołgi, na olbrzymią społeczność Jakutów na Dalekim Wschodzie Rosji, a nawet na mołdawskie Terytorium Autonomiczne Gagauzji, zamieszkałe przez tureckojęzycznych, prawosławnych Gagauzów. Od czasów sowieckich głównym patronem mniejszości mienił się Kreml i Ankara skutecznie, bez pytania o zgodę, zburzyła w ostatniej pięciolatce ten status quo. Siergiej Aksionov oskarżył powiązaną z „unią” Turecką Akademią Nauk (TAN) w Kazachstanie o działalność separatystyczną na terenie Federacji Rosyjskiej. TAN oficjalnie zaliczył Jakucką Republikę do tureckiej wspólnoty. Rais Sulejmanov, redaktor naczelny periodyku „Muzułmański Świat” z siedzibą w Kazaniu, stwierdził, że sprawa Jakucji obnaża „pan-tureckie” sentymenty. Władze jakuckie z kolei natychmiast odcięły się od ewentualnych złych zamiarów.

              Tak oto współczesny kremlowski „Russkij mir”, stanowiący narzędzie zarazem terytorialnej konsolidacji, jak i geopolitycznej ekspansji znalazł dla siebie godnego przeciwnika. Obydwie inicjatywy, rosyjska oraz tureckiej unii, dotąd ze sobą nie kolidowały. Kreml był zdumiewająco wręcz wyrozumiały wobec „lingwistycznych” zapędów Ankary, a nawet wsparcia politycznego dla Tatarów krymskich oraz Ukrainy. Czasy koegzystencji wyraźnie dobiegły końca. Oferta turecka staje się, w oczach przywódców na Kremlu, alternatywą dla milionów obywateli rosyjskiego domów.

Paweł Zyzak

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article