25,8 C
Warszawa
niedziela, 3 lipca, 2022

Lesław Martin – ofiara stanu wojennego

Must read

Lesława Martina poznałem w ośrodku internowania (1982 rok), który mieścił się w Zakładzie Karnym w Nysie. Trafiłem do wspólnej celi z Leszkiem – tak się do niego zwracaliśmy.

            Pobyt w jednej celi to niekończące się Polaków rozmowy. To wspólne działanie – robienie skrytek, żeby przechytrzyć rewidujących nas codziennie klawiszy, wycinanie – z leżącego na podłodze linoleum – pieczątek ze znakiem Solidarności lub Polski Walczącej. To też mocniejsze formy protestu – głodówka i bunt. To oznaczało również systematyczne wizyty ubeków, którzy namawiali nas do wyjazdu z Polski. Przychodzili na indywidualne rozmowy z przygotowanymi paszportami. Nikt nie skorzystał z ich propozycji, przynajmniej wtedy.

           Pamiętam moment, kiedy zamknęli nam cele, które do tej pory były otwarte. Łomot i huk, od walenia przez osadzonych różnymi przedmiotami, rozchodził się po całym więzieniu. Drzwi od cel skrzypiały i wyginały się od uderzeń. Służba więzienna wezwała na pomoc oddział ZOMO.

Od kopnięć i uderzeń nasze drzwi ledwo wisiały na zawiasach i zamkach. Zomowcy usiłowali wchodzić do cel i gasić bunt. Pamiętam, że Leszek wykręcił nogi od drewnianego stołu. Każdy z nas stał z taką nogą przygotowany do walki. Drzwi się otworzyły i w drzwiach stanęli zomowcy w pełnym rynsztunku. Widząc nas uzbrojonych w drewniane nogi od stołu, stchórzyli i nie weszli do środka.

Bunt wygasł, znaleziono prowodyrów i wywieziono ich do więzienia w Strzelcach Opolskich. Po kilku dniach poinformowano nas, że zostaliśmy obciążeni finansowo za zniszczone drzwi do celi. Solidarnie zgodziliśmy się z tym postanowieniem – zapłacimy, jednak mamy jeden warunek:  po wymianie drzwi na nowe, stare zabieramy ze sobą, bo stały się naszą własnością.  Klawisze chcieli wiedzieć, po co nam te drzwi? Odpowiadaliśmy z całkowitą powagą: „Będziemy je nosić na pochodach pierwszomajowych”. Temat zapłaty za drzwi się skończył. Nic nie zapłaciliśmy.

Z internowania wyszedłem 8 marca 1982 roku. Leszek dzień później. W maju ponownie trafił do „internatu”, tym razem do Grodkowa.

Był bardzo mocno obstawiony przez ubecję. Mieszkał przy ulicy Więckowskiego w tak zwanym „Trójkącie”, w kamienicy w toaletami na korytarzu. Naprzeciwko bramy, w kamienicy po drugiej stronie ulicy, administracja miała swoje pomieszczenie gospodarcze. To właśnie tam zainstalowali się ubecy i prowadzili obserwację. Na szczęście budynek miał wejście od podwórka i tamtędy wchodziłem do budynku. Dostarczałem Leszkowi bibułę, którą chowałem w toalecie na korytarzu (miałem kluczyk).

Leszek był bardzo nieufny, spotykaliśmy się najczęściej w nocy na pobliskich Niskich Łąkach. Z Basią Sarapuk próbowaliśmy go zaangażować w druk Wiadomości Bieżących, a później między innymi Solidarności Walczącej. Drukował razem z Zygmuntem Lewandowskim – kierowcą z zajezdni przy ul. Grabiszyńskiej.

Wiem, że miał dokumenty z komisji rewizyjnej NSZZ Solidarność i zupełnie nie wiedział, co z nimi zrobić. Tym bardziej że, jak mówił, było kilka nieciekawych spraw prowadzonych przez tę komisję. Miał świadomość, że ubekom bardzo zależy na tych dokumentach. Nie chciał, żeby wpadły w ich łapy, szukał kontaktu, żeby je przekazać.

      22 stycznia pracował na drugiej zmianie (do godz. 22) w piekarni przy ul. Nyskiej. Do domu chodził skrótem przez kładkę kolejową nad torami. Kładka, jak widać na zdjęciu, była tak zabezpieczona, że nie można było się wychylić i wypaść. Ale ubecja i prasa komunistyczna przekonywały, że Leszek sam się wychylił i spadł.

Na torach znalazł go stróż kolejowy, który pełnił służbę. Tydzień po wypadku dotarłem do jego mieszkania przy ul. Krasińskiego. Był wystraszony, wręcz przerażony, nie chciał rozmawiać. W szpitalu kolejowym, do którego zawieźli Leszka, nie było karty przyjęć z tego dnia. Ktoś ją wyrwał – tak powiedziała mi znajoma pielęgniarka. Leszek zmarł 23 stycznia 1985 roku w wyniku poniesionych obrażeń. Osierocił dwóch synów.

Nasze drogi jeszcze raz zeszły się symbolicznie. W poniedziałek, 12 grudnia 2017 roku we wrocławskim Teatrze Muzycznym Capitol odbyła się uroczystość wręczenia medali „Niezłomni” tym, którzy w czasie stanu wojennego stawili dzielnie opór ówczesnej władzy. Dostałem ten medal i dostał go Lesław Martin, pośmiertnie. Odznaczenie odebrała jego żona.

Albert Łyjak

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article