1,7 C
Warszawa
poniedziałek, 28 listopada, 2022

PANGERMANIA

Must read

Europa jest zjednoczona i jak nigdy przedtem podzielona kulturowo, materialnie i politycznie. Niełatwo zatem narodom porozumieć się w sferze etyki, prawdy, honoru, szacunku, uznania zasług, ocen etc. Tymczasem Niemcy zapowiadają, że będą dążyć do powstania federacji europejskiej, w której będą obowiązywać europejskie zasady i wartości.

 Pomysł stworzenia Federacji Europejskiej był omawiany na Zjeździe Historyków Niemieckich w 1929 roku. Wówczas to profesor Reimann powiedział: „Stworzenie Federacji Europejskiej z nienawróconymi i niepoprawnymi Niemcami byłby pierwszym krokiem do powstania nie Paneuropy, ale Pangermanii”.

Federacja Europejska jest na razie pomysłem, luźnym projektem państwa, w którym będzie dojrzewać europejski naród. Niemiecki pomysł może być rezultatem totalnego narzucenia wartości, norm i stylu życia narodom słabszym przez narody silniejsze, mające doświadczenia imperialne i kolonialne. Narzędziem tworzenia Paneuropy będą instytucje Unii Europejskiej, a także Trybunał Sprawiedliwości UE.

W dobie telewizji satelitarnej i socjotechniki dominacja imperiów nie potrzebuje siły zbrojnej. Wystarczy siła gospodarcza, kulturowa i językowa, wystarczą poręczne sądy ponadnarodowe, aby dowolnie kształtować politykę europejską i stawiać na baczność ten albo inny naród przed tym albo tamtym trybunałem sprawiedliwości.

Mało kto zwraca dziś uwagę na rolę imperialnych języków. Otóż małe narody, jak Malta, Litwa, Estonia, mają języki peryferyjne, zamknięte w granicach narodowych terytoriów. To są odmienne światy na morzu języka angielskiego, języka francuskiego, języka rosyjskiego, języka hiszpańskiego i w niedalekiej przyszłości – języka chińskiego.

Rosja docenia wagę języka w ideologicznym, a później terytorialnym podboju tzw. bliskiej zagranicy. „Tam, gdzie słychać język rosyjski, tam jest Rosja” – mówią na Kremlu. Rosyjski słychać było na Krymie, na wschodzie Ukrainy. Dzisiaj dalej słychać rosyjski na Ukrainie, w krajach bałtyckich. Białoruś w ponad dziewięćdziesięciu procentach mówi po rosyjsku. Nauczyciele rosyjskiego w ościennych krajach nie są zwykłymi nauczycielami. To ambasadorowie Rosji.

Język niesie ze sobą określoną wizję świata, jest instrumentem identyfikacji narodowej i jest często rozumiany jako podstawa jedności politycznej. Doświadczenie człowieka, cały jego świat, jest uporządkowany w języku. . „Język posługuje się nami w nie mniejszym stopniu, niż my posługujemy się językiem” – powiadał Robin Lakoff, profesor na Uniwersytecie Kalifornijskim.

Gdy w Kijowie trwały walki o wolność, na podium Majdanu wszedł siczowy Kozak i krzyczał: „Naród to ja! Mówię do was po ukraińsku. Ja to Naród! Bo nie mówię do was po rosyjsku. A kim są tamci, co mówią po rosyjsku? Opozycją wobec wolności! To nie naród. To obce interesy. Ukraino! Patrz i słuchaj, kto jest Narodem!”

No więc kto jest narodem? Kraje bogate są krajami językowych i kulturowych centrów. Mają tzw. światowe języki, które dostępne są przede wszystkim dla elit krajów tzw. peryferyjnych kultur. Język centrum może być językiem imperium, panującego w sferze organizacji, prawa, kultury, technologii i nauki.

„Właściwe ludziom sposoby mówienia – pisał Benjamin Lee Whorf –  świadczą na równi z innymi aspektami kultury o widzeniu życia, o metafizyce kultury, o miejscu człowieka w kulturze” (Whorf: The Relation of Habitual Thought and Behaviour to Language [w:] Carrolla: Language. New York, 1956).

Socjolog arabski, Mahmoud Dhaouadi, uważa, że Europa usprawiedliwia tzw. symboliczny imperializm, czyli imperializm za pomocą języka, komunikacji, ideologii. Dhaouadi powiada, że konieczny jest niczym nieskrępowany rozwój języków narodowych, nauka uprawiana w narodowych uczelniach i własny system wartości.

Poglądy Dhaouadiego podziela Mike Featherstone, redaktor pisma “Theory, Culture and Society”. Opowiada się on za przeciwstawieniem się językowemu imperializmowi poprzez „utrzymanie odrębności kulturowej i językowej w państwach narodowych”.

Claus Offe, socjolog niemiecki, twierdzi, że suwerenność państw stała się nominalna, a rzeczywista władza anonimowa. Problemem stała się integracja narodów, definiowana jako zestawienie pewnych norm, stłoczenie wartości, zespolenie interesów i unifikacja kultur, orientacji aksjologicznych, poziomów intelektualnych etc.

 Na jakich zasadach odbywa się budowanie państwa europejskiego – na zasadzie konfrontacji czy równorzędności? Czy unifikacja kulturowa obejmuje, przykładowo, polityczną poprawność, która zakłada równorzędność nie tylko kultur, ale i subkultur? Co będzie z narodowymi ideologiami, czyli z kulturami symbolicznymi, rozumianymi jako sfery ocen i wartości ?

Globalna wieś McLuhana oznaczała przede wszystkim globalną komunikację, porozumiewanie się, światowy styl życia. Tymczasem dzisiaj globalizacja postrzegana jest jako złożony proces kulturowy, ekonomiczny i polityczny, w którym splatają się elementy sprzeczne i tendencje przeciwstawne.

 Przed kilku laty Roland Robertson pisał, że Unia Europejska może być dla kultur narodowych ochroną przed globalną unifikacją, rozumianą jako dominacja jednej popularnej kultury, np. amerykańskiej. Rzecz w tym, że Europa już została zdominowana przez amerykańska kulturę. Świadczą o tym amerykańskie filmy, amerykańskie jedzenie, amerykańskie dżinsy.

Polacy, którzy przez wieki byli przedmurzem cywilizacji zachodniej, broniąc jej przed nawałnicami Tatarów i nie tak znowu dawno przed nawałą bolszewicką, dzisiaj są coraz bardziej narodem zakompleksionym, zawstydzonym i podbitym przez Zachód. Kultura zachodu jest dla kultury polskiej lustrem, w którym Polacy doszukują się swoich wad, błędów, swojego upadku.

Z powodów politycznych, ale też z powodów czysto ludzkich, nowa Polska została zdominowana przez małość, a nad małością ulokowały się łże- elity. Ludzie wyższego formatu są zepchnięci na pobocze życia publicznego.

Zdecydowana większość polskich mediów, zamiast wspierać polską kulturę, występuje przeciw wielkości polskiego trwania w dziejach, przeciw tysiącletniemu dorobkowi Polaków. W takiej kondycji psychicznej i kulturowej Polska nie jest zdolna stawić czoła prężnym, pewnym swojej misji, agresywnym i nieprzebierającym w środkach, obcym duchowo kulturom.

Europa narzuca Polsce, a także Węgrom, obyczaje, zasady życia, normy etyczne i wartości, które są sprzeczne z polskimi obyczajami, z węgierskimi normami etycznymi. Nośnikami wartości, ideologii i stylów życia są dzisiaj przede wszystkim media drukowane i elektroniczne, które opierają się na potędze gospodarki, finansów i handlu.

W europejskim, a także regionalnym zderzeniu kultur, silni narzucają wartości słabszym, zaszczepiają im swój język, swoją ideologię i wymuszają swój styl życia. Kraje twardego jądra Europy przećwiczyły to postępowanie w koloniach w Afryce i Azji. Rosja przećwiczyła swój imperializm w czasie podbojów. Z niewielkiego kraju nad rzeką Moskwą, z kraju wielkości kilku naszych gmin, powstało imperium rozpościerające się na terytorium obejmującym dziewięć stref czasowych!

Z pewnością Europa nie jest jeszcze zideologizowanym imperium, ale może nim być, jeśli zostanie utrzymane tempo odchodzenia od narodowych kultur, od narodowych wartości i sposobów życia. Coraz częściej mówimy, że mamy do czynienia nie z kulturą, ale z kulturowym szlamem albo z kulturowym żużlem.

Nade wszystko giną albo z wolna cichną narodowe języki. Nie ma narodu, który nie miałby swego języka. „Każdy szanujący się naród musi mieć język w pełni rozwinięty – pisze amerykański językoznawca, Einar Haugen. – Każdy inny język wskazywałby na niedorozwój samego narodu”.

System klasyfikacji językowej jest niezwykle ważny w procesie tworzenia narodu Bo to język jest tworzywem narodu i język zaświadcza o tożsamości narodowej. Język stanowi jądro naszej ojczystej kultury. O ludziach posługujących się odmiennymi językami można powiedzieć, że żyją w odmiennych światach. „Człowiek żyje w takim świecie, jakiego obraz zawarty w jego języku” – pisał Wilhelm von Humboldt.

Pojęcie języka ojczystego, czyli języka ojca, matki, dziadka to pojęcie świata ojca, matki. Na gruncie rodziny, grupy społecznej, język może być symbolem statusu kulturowego, wskaźnikiem pozycji społecznej. Na gruncie państwa język może być i jest orężem walki narodu o trwanie. Może być narzędziem zniewalania narodu przez inny naród, przez państwo albo przez blok polityczny.

Kiedy mówimy o imperium językowym, które jest strukturą gospodarczą, informacyjną, kulturową, wojskową i polityczną, to mówimy o imperium, które ma swoje centrum i swoje peryferie. Między centrum, a peryferiami występują relacje niemalże feudalne. Są to relacje nierównej wymiany, nierównej władzy i nierównych form komunikacji językowej.

Imperia rozmawiają z imperiami. Ameryka rozmawia z Rosją. Rosja rozmawia z Niemcami. Niemcy rozmawiają z Chinami. Chiny rozmawiają z Rosja i z Ameryka. Ameryka rozmawia z Rosją o Ukrainie.

Niegdyś Wielka Brytania sprzedała Czechosłowację Niemcom za iluzoryczny pokój na Zachodzie. Kilka lat później Ameryka, Rosja i Wielka Brytania oddały Rosji Polskę. Niedawno Stany Zjednoczone, Rosja, Francja i Wielka Brytania pozwoliły – wbrew umowie z 1994 roku – na rosyjski zabór Krymu i Donbasu.

Lingwistyka polityczna mówi o funkcjonowaniu językowego imperium i językowej prowincji. Imperium językowe porządkuje świat i narzuca imperialne widzenie rzeczywistości. Przykładem może być informacja i komunikacja. Informacja zdominowana jest przez cztery agencje: UPI, AP, Reuter i AFP. Obok funkcjonują trzy centra komunikacji medialnej: CNN, BBC i NHK.

Zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech, nie mówiąc o Malcie czy Estonii, serwisy informacyjne radia, telewizji i prasy zdominowane są przez wiadomości o supermocarstwach i o świecie z punktu widzenia supermocarstw. W ten sposób mniejszość językowa staje się mniejszością w kategoriach ilościowych, w kategoriach gospodarczych, w kategoriach władzy i w tych trzech kategoriach naraz.   

Gospodarka, kultura, nauka i komunikacja stają się instrumentami kreowania światowego centrum językowego i światowych języków i światowej dominacji. Peryferie, szczególnie małe narody, muszą uznać tę sytuację za układ, w którym obowiązuje znajomość języka światowego i światowego widzenia rzeczywistości.

Języki ojczyste wypierane są przez języki światowych imperiów, np. przez angielski czy francuski. Elity mówią światowymi językami nawet w domu, w rodzinie, przy stole. Te światowe języki są na ulicach, w kawiarniach i w restauracjach. Dziennikarze terrorystycznych mediów w Polsce, chronionych przez Departament Stanu USA, dorobiwszy się milinów, kupują rezydencje w Hiszpanii, a swoje dzieci kształcą na Uniwersytecie w Miami albo w San Francisco.

 Imperia, zależnie od swych potrzeb, wykorzystywały i nadal wykorzystują języki małych narodów nie tylko po to, by je wynaradawiać, ale także po to, by je najpierw wspierać, a później zdominować przez język i kulturę Centrum. Wszystko po to, by na jakimś terytorium, np. na Kaukazie, nie istniały zintegrowane kulturowo większe narody, zdolne przeciwstawić się Imperium Rosji.

Anglicy wspierali liczne języki Indii, by je następnie podporządkować językowi angielskiemu. Dawna kolonia francuska, Kamerun, liczy 5 milionów mieszkańców i ma 90 grup językowych. W Nigerii używa się 400 języków. Indonezja, licząca 130 milionów mieszkańców, ma 300 języków; 75 milionów mieszkańców używa języka filipińskiego. Elity czarnej Afryki i żółtej Azji mówią po angielsku albo po francusku.

Kaukaz, gdzie jest kilkadziesiąt języków małych narodów, elity mówią po rosyjsku. Ale też w pensjonatach, w hotelach, w kawiarniach łatwiej się dogadać po rosyjsku niż w jakimś innym języku. Czeczeńcy walczą o swój język i swoją wolność, choć od dwustu przeszło lat są zabijani, wywożeni na Sybir, unicestwiani. Imperium Rosji carów narzuciło Czeczeńcom rosyjskie nazwiska. Ale rosyjski kolonializm nie zdołał odebrać kaukaskim góralom pragnienia wolności.

Wielkość językowego imperium jest mierzona wielkością językowej przestrzeni, a nie wielkością terytorium. Angielski jest dzisiaj językiem oficjalnym w czterdziestu czterech państwach. Elity intelektualne Trzeciego Świata porozumiewają się w języku angielskim. To język światowego biznesu, dyplomacji, nauki. W praktyce angielski jest językiem ONZ.

Bóg lubi różność, dlatego stworzył wiele narodów i wiele języków. Tyle jest światów kulturowych, ile jest języków. Kiedy więc milknie jakiś język, to ginie jakiś świat kulturowy. „Biôtka o obstojenié kaszëbsczié mowë je biôtką o obstojenié Kaszëbów ë jich domôcëznië – wołał Jan Trepczyk, pisarz kaszubski. – Pokądka Kaszëbi jesz mają a trzymią sę swoji mowë, mają swoję skarń ë żëją”.

To samo można powiedzieć o Polakach. Dopóki Polacy trzymają się swojej mowy, zachowują swoją tożsamość i żyją jako naród. Ale fakty są brutalne, a politycy zachodni pozbawieni są sentymentów, którymi posiłkują się Polacy.

Oto prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdoğan, gdy chce rozmawiać z Europą, dzwoni(ł) do kanclerz Merkel. Bo w świecie przyjęło się, że to Niemcy są Europą, która ma stać się Pangermanią. Prezydent Joe Biden, gdy chce rozmawiać z Europą i o granicy z Białorusią, rozmawia z prezydentem Władimirem Putinem, z prezydentem Emmanuelem Macronem, a nie z wasalną Polską.

 – A Polska, sir? – jęknęła Maria Walewska, metresa Napoleona, gdy ten już się ubrał i wychodził. – Zrobię z ciebie hrabinę d’Ornano – rzucił przez ramię Napoleon.

            Michał Mońko

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article