25,8 C
Warszawa
niedziela, 3 lipca, 2022

UNIJNE PRAWO CZY BEZPRAWIE?

Must read

W 1998 roku rozpocząłem pracę w Kancelarii Prawnej „Causa” W. Malicki Spółka Komandytowa. W branży związanej z prawem gospodarczym pracowałem przez osiem lat jako specjalista ds. kontaktów z klientami, doradca prawny, a potem szef zespołu negocjacyjnego.

      Moim pierwszym ogromnym wrażeniem w branży prawa gospodarczego był ogrom możliwości dochodzenia do ostatecznych orzeczeń sądowych i to nawet w przypadku drobnych spraw, by nie powiedzieć – banalnych. Właściciel kiosku z warzywami, jeśli był pewien swoich racji i miał wolę dochodzenia sprawiedliwości, przez całe lata mógł bronić swych praw przeciw wielkiej międzynarodowej firmie i skutecznie odwoływać się do kolejnych instancji. I odwołując się do kasacji wyroku Sądu Najwyższego, w siódmym czy ósmym roku zaciętego sporu, wygrać z gigantem i kontynuować swą działalność w miejscu, które postanowił obronić. W latach pracy w kancelarii prawnej spotykałem się dosłownie z setkami (a słyszałem o tysiącach, bo tyle ich kancelaria prowadziła) spraw związanych z przeróżnymi budowami. Większość toczyła się z zaangażowaniem licznych biegłych, brnęła przez kolejne instancje, w których strony na wiele sposobów dowodziły swojej słuszności. Każda sprawa to była masa dokumentacji, analiz i różnych dokumentów z propozycjami dogadania się i zakończenia sporu drogą polubowną. Ponad 90 proc. to były sprawy dotyczące niewielkich inwestycji – domków jednorodzinnych, małych bocznych dróg, pawiloników handlowych, modernizacji czy remontów.  Sędziowie i specjaliści różnych dziedzin zajmowali się przedstawionym problemem. Nawet jeśli dotyczył zaledwie paru ludzi, dążono do wyważenia racji, by po prostu nikogo nie skrzywdzić.

      Wydawać by się mogło, że „stara Europa”, posiadająca ponoć prastarą tradycję prawną, powinna mieć jeszcze wyższe standardy. Kiedy Polska stała się członkiem Unii Europejskiej, nieraz przekonywaliśmy się, że niestety tak nie jest. Od roku 2004 spotykamy się z ciągłym pasmem rozczarowań, dających zarazem arcysolidne podstawy do pozbycia się wszystkich kompleksów. Jurystyczna wyższość obszaru między Odrą a Atlantykiem  nie istnieje. A w końcu doczekaliśmy się dnia, w którym jakaś miernota z Hiszpanii (z powodu nieprzydatności do roboty politycznej wsadzona przez własną partię na stanowisko sędziowskie w Brukseli) jednoosobowo podjęła decyzję o natychmiastowej likwidacji ośmiu procent polskiego sektora energetycznego! Okazuje się więc, że Unia Europejska to taki twór, w którym kobiecina o horyzontach umysłowych węższych od szpary między drzwiami a futryną, nie bardzo zorientowana, co to kopalnia, co Dolny Śląsk, a co energetyka, może beknąć: „zamknąć natychmiast”  i to beknięcie ma rangę prawomocnej unijnej decyzji!

      Kiedy z niedowierzaniem przyjmowałem to „orzeczenie”, wydane jednoosobowo i bez oparcia na czymkolwiek, co by świadczyło o wiedzy, przypomniałem sobie wieloletnie boje w polskich sądach, w których w sprawie osiedlowego sklepiku kolejne instancje powoływały coraz to nowe ekspertyzy, opierające się na analizach kolejnych biegłych. Przypomniałem sobie tę masę dokumentów z wyliczeniami, wielowariantowymi skutkami potencjalnych decyzji.

Dziś wiem, że w obliczu tych standardów, jakimi popisuje się Unia Europejska, każda polska kobieta pracująca w maglu czy przy darciu pierza ma pełne prawo powiedzieć temu całemu brukselskiemu sądownictwu: „A kury wam szczać prowadzać, a nie choćby i o jednym kaczym kuprze orzekać!”

Artur Adamski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article