1,7 C
Warszawa
poniedziałek, 28 listopada, 2022

Niemiec Polakowi bratem?

Must read

W trakcie jednego ze spotkań zacny dyskutant zapytał mnie, dlaczego jestem w swoich poglądach antyniemiecki? Odpowiedziałem, że nie mam z tym problemu, bowiem nie jestem nastawiony wrogo do Niemców. Nie jestem „antyniemiecki”. Nie mogę nim być, bowiem po trosze korzystam z tego, co pozostawili po sobie w miejscu, w którym mieszkam.

Wieś nazywała się Reichwald, czyli Bogaty Las – prawda, że ładna nazwa? Mieszkam w ponad stuletnim domu, wybudowanym przez dawnych mieszkańców, na ścianie wisi niemiecka reprodukcja Madonny Sykstyńskiej Rafaela Santiego, pozostawiona przez dawnych właścicieli W tym domu w 1938 roku mieszkał Peter Hankowiak (1890–1954), nauczyciel i poeta z Brzegu Dolnego, który za niesubordynację wobec władz został karnie zesłany na wiejską placówkę. Smaku dodaje fakt, że Hankowiak był członkiem NSDAP, ale widocznie ten fakt mu nie pomógł w sporze z wyżej ustawionymi w hitlerowskiej hierarchii urzędnikami. Po wojnie wyjechał do Niemiec i tam napisał wiersz pełen tęsknoty za utraconym domem:

 Jesteśmy jak zbożowe plewy, rozwiane przez wiatr / Zabłąkane w obcy kraj. / Czy aby nasz rodzinny dom jeszcze stoi? / Czy stary młyn pracuje? / Jak niegdyś, za naszych dziecięcych dni.

Poszukiwania obecności poety w moim domu zajęło mi trochę czasu, ale  przyniosło pozytywny rezultat. Czy gdybym był „antyniemiecki”, jak sądził mój adwersarz, zadawałbym sobie trudu poszukiwań? Swego czasu zorganizowałem w Brzegu Dolnym wystawę grafik niemieckiego malarza Ericha Fuchsa, które to grafiki kolekcjonuję, tak samo jak prace Helmy Fischer i innych twórców związanych z regionem. Jako regionalista doceniam ich wkład w dzieło tworzenia kultury regionu śląskiego. Przed laty byłem inicjatorem uporządkowania starego niemieckiego cmentarza w mojej miejscowości. Na cmentarzu znajduje się głaz z tablicą informacyjną po polsku i po niemiecku. Zbieram różne przedmioty, również poniemieckie, związane z tym regionem. One są świadectwem bogactwa kulturowego.  Mam w bibliotece domowej stare niemieckie i polskie książki, które odnalazłem i zachowałem przed zniszczeniem. Na przykład „Evangelische Hertz-PostillaValerii Herbergeri”, wydaną w Lipsku w 1732 roku, będącą świadectwem nauk Lutra na Śląsku. Na framudze drzwi zawiesiłem XIX-wieczną rzeźbę Chrystusa, pozostałość po kaplicy katolickiej, która znajdowała się na wspomnianym cmentarzu. Kaplica została zamknięta w 1930 roku w obawie przed zawaleniem, ostatecznie zburzono ją w połowie lat sześćdziesiątych. Rzeźba Chrystusa walała się w zaroślach. Została znaleziona przez Antoninę Babulę, repatriantkę ze wschodu, dla której było niewyobrażalne, by w ten sposób traktować świętość. Prosta kobieta okazała więcej szacunku dla poniemieckiej rzeźby, niż wielu decydentów, którzy w PRL-u podejmowali decyzje o zacieraniu historii. 

Do dzisiaj nie mogę bez oporów spacerować po parku w Żmigrodzie; w latach siedemdziesiątych XX wieku zbudowano ten park na starym poniemieckim cmentarzu, znajdującym się przy ówczesnej stacji kolejki wąskotorowej. Zniszczenie cmentarza i zbudowanie w tym miejscu parku uważam za barbarzyństwo. Z niepokojem patrzę na dewastację starego protestanckiego kościoła i przyległego do niego cmentarza w Powidzku, koło Żmigrodu. I zadaję sobie pytanie: gdzie są władze gminy? Ba, te same władze gminy niedawno „odkryły”, że krzyż w herbie miasta nie wygląda jak krzyż i postanowiły zastąpić go kulką. A kulka wam w oko, niedouczeni włodarze! Czy można z wami rozmawiać o ochronie zabytków?

W „Moim pamiętniku literackim” Józefa Weyssenhofa, natknąłem się na fragment rozmowy autora z pewnym porucznikiem pruskiej armii, który z niedowierzaniem przyjmował wieści,  że w Polsce już w średniowieczu drukowano książki, a Kraków pod tym względem był jednym ze znamienitszych miast w Europie:  Na wszystkich piętrach kultury tak się spotykają z sobą po wiekach sąsiedztwa, po wieku pożycia pod dobrodziejstwem wspólnego państwa – Polak z Prusakiem. Porucznik – humanista, potomek może w prostej linii, pobitych rycerzy pod Grunwaldem, wmawiał we mnie z pruską uczciwością, żeśmy nigdy nie istnieli, nie chciał nawet wymówić nazwiska naszego kraju. A dumny był przytem i sztywny, jak gdyby właśnie połknął kij, którym go niegdyś zbito.

Ci sami Niemcy, którzy u siebie palili książki Heinego, Zweiga czy Fallady, podczas okupacji szukali ich polskich antykwariatach. Ale już nie znaleźli, bo okupant kazał wycofać je ze sprzedaży.

      Pomimo ogromu krzywd, jakich doznała moja rodzina od Niemców podczas II wojny światowej, nie czuję nienawiści do narodu niemieckiego. Dzieje sąsiedztwa z Niemcami nauczyły mnie, by z uwagą śledzić poczynania naszego sąsiada. Szczególnie, gdy ten sąsiad zaczyna marzyć o spełnianiu misji w Europie. Tak, jak obecnie, po upadku komunizmu. Dostrzegam, jak Niemcy po zjednoczeniu realizują politykę rozszczepiania narodów europejskich, głównie w Polsce, gdzie usiłują stworzyć naród śląski i kaszubski, w perspektywie może także naród góralski. Ideę tę realizuje m.in. Towarzystwo na Rzecz Narodów Zagrożonych, o którym prof. Marczak pisał: Istotą tego towarzystwa kierującego się formalnie szczytnymi zasadami (pomoc narodom uciskanym, które być może są zagrożone, pielęgnowanie ich języków), jest negatywny zamysł polityczny. Na gruncie polskim też widzimy przejawy tej działalności. Sprowadzają się one do lansowania tezy o narodzie śląskim czy kaszubskim. Jest to jeden z szerszych elementów planu „urządzenia” Europy pod niemieckim dyktatem. Stało się tak, bowiem zjednoczenie Niemiec w 1990 roku zmieniło geopolityczny układ sił w Europie. Niemcy stały się najsilniejszym państwem na kontynencie pod względem liczby ludności, potencjału gospodarczego, siły zbrojnej. Nie można także zapominać o tym, że Niemcy tradycyjnie już szukają dla swojej polityki zwolenników w innych państwach, szczególnie w Rosji. Polska i Wielka Brytania stawiają im opór, dlatego politycy niemieccy starają się pozyskać niektórych polskich polityków. W jakim celu? Na to pytanie kilkadziesiąt lat temu odpowiedział marszałek Józef Piłsudski: Polska jest stale oskarżana w innych państwach. Jest w tym wyraźna i niedwuznaczna chęć posiadania w środku Europy państwa, którego kosztem można by było załatwić wszystkie porachunki europejskie. Podziwu godne jest stałe zjawisko, że te projekty międzynarodowe znajdują tak chętnie ucho, no i języki, nie gdzie indziej jak w Polsce. Warto w tym miejscu   przypomnieć, że niebezpieczeństwo wynikające ze zjednoczenia Niemiec dostrzegali swego czasu m.in. premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, sekretarz generalny NATO lord Hastings Ismay, były szef CIA – Richard Helms i francuski politolog Pierre Hillard. Ich głosy w Polsce były jednak słabo słyszalne. Niemcy nauczone doświadczeniem ostatnich stu lat, nie lansują już samodzielnie budowy supermocarstwa pod nazwą Unia Europejska. Do planów wciągnęli Francję. Państwo to  od czasów prezydentury Charlesa de Gaullea usiłuje zbudować w Europie przeciwwagę dla polityki amerykańskiej i rosyjskiej i tym samym powrócić do koncertu mocarstw światowych, takich jak USA, Chiny czy Rosja.  Co dla nas, Polaków, może wyniknąć z takiego układu?

O los świata lęk mnie bierze / Gdyby moja czujność zgasła / Chwile liczę, lata mierzę / Potem tkacz zabiera pasma. (Goethe)

Andrzej Manasterski   

„Na wszystkich piętrach kultury tak się spotykają z sobą po wiekach sąsiedztwa, po wieku pożycia pod dobrodziejstwem wspólnego państwa – Polak z Prusakiem. Porucznik – humanista, potomek może w prostej linii, pobitych rycerzy pod Grunwaldem, wmawiał we mnie z pruską uczciwością, żeśmy nigdy nie istnieli, nie chciał nawet wymówić nazwiska naszego kraju. A dumny był przytem i sztywny,

„Jak gdyby właśnie połknął kij, / Którym go niegdyś zbito”.

Andrzej Manasterski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article