0,7 C
Warszawa
poniedziałek, 28 listopada, 2022

EUROPA BEZDOMNEGO BOGA

Must read

Na wzgórzach Piemontu w prowincji Cuneo odwiedzam miasteczko Barbaresco, sławne z winorośli szczepu Nebbiolo. W miejscowym barze jest tłoczno i wesoło przy czerwonym winie Barbaresco. Tłoczno jest także w zdesakralizowanym kościele św. Donata, gdzie od lat znajduje się regionalna winiarnia pod nazwą Enoteca Regionale del Barbaresco.

Opodal winiarni, a jakże, jest choinka i nawet przepiękna szopka. No, cóż – niech nas nie mylą pozory: Barbaresco ma swoje profanum i swoje sacrum. W wielu miejscach Włoch jest podobnie, a nawet gorzej. Ubywa kościołów, bo ubywa wiernych, ubywa duchownych. Kościoły przerabiane są na instytucje kultury, na warsztaty, a także na meczety. Europejczycy zamykają kościoły, Bóg staje się bezdomnym w Europie.

W kościele Zbawiciela i Wszystkich Świętych w Viareggio nad Morzem Tyrreńskim jest pizzeria La Chiesina, co oznacza kościółek. W kościele Śnieżnej Madonny w Luisago przy granicy ze Szwajcarią jest… warsztat samochodowy. Gdzie indziej w kościołach są teatry, hotele, restauracje, magazyny, hospicja.

Desakralizacja kościołów jest najbardziej widoczna we Francji i w Niemczech. W tych krajach opuszczone kościoły są burzone lub wystawiane na sprzedaż. To rezultat uporczywej polityki „świeckości państwa”, zapoczątkowany przez rewolucję francuską w 1789 roku. Doświadczam zdziwienia, kiedy w XV dzielnicy Paryża przy Place du Cardinal-amette, odnajduję otwarty kościół Saint-Léon, a w tym kościele widzę piękną szopkę.

Parafie niemieckie coraz częściej nie są w stanie utrzymać kościołów i sprzedają je prywatnym właścicielom. Jeden z kościołów w Monchengladbach przerobiono na salę wspinaczkową i wygospodarowano niewielkie mieszkania. Kilka tysięcy należących do kościoła budynków dostało się w prywatne ręce.

Kilka, a nawet kilkanaście kościołów protestanckich i katolickie zamykają każdego roku Holendrzy. Przewiduje się, że do końca 2050 roku nie będzie w Holandii ani jednego kościoła.

Laicyzacja Francji spowodowała, że religia nie ma prawa pojawić się tam w sferze życia państwowego. Radykalny model rozdziału Kościoła i państwa wprowadziła ostatecznie ustawa z 1905 r. Francuski system wyklucza obecność symboli religijnych w szkołach, urzędach, w przestrzeni publicznej. Nie jest to jednak ideologia prowadząca do zupełnej dyskryminacji religii, bo przecież religii w życiu Francuzów po prostu nie ma.

Udekorowana świątecznie Avenue des Champs-Élysées (Aleja Pól Elizejskich), zwana też les Champs Élysées (Pola Elizejskie), główna aleja Paryża między placem Zgody i placem Charles’a de Gaulle’a, może mylić. Tymczasem nie chodzi tu bynajmniej o święto Bożego Narodzenia, bo słodka Francja, zwana niegdyś najstarszą Córą Kościoła, dziś jest najstarszą Córą Niewiernych. Avenue des Champs-Élysées zawsze wygląda świątecznie i zawsze pozostaje bez symboli Kościoła.

Wigilia celebrowana w polskich kościołach w Paryżu, zadziwia i jest czymś zupełnie wyjątkowym. Francja nie modli się, nie obchodzi świat Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Modlą się w swoje święta muzułmanie, modlą się i świętują żydzi, zapalając chanukowe świece przez osiem nocy, począwszy od 25 dnia miesiąca Kislew.

Modły muzułmanów odbywają się nawet w dawnych koszarach wojskowych o łącznej powierzchni 1350 m kw. Dlatego też imam Dalil Boubakeur, rektor Wielkiego Meczetu w Paryżu, przewodniczący Francuskiej Rady Kultu Muzułmańskiego, w wywiadzie dla stacji Europe 1, zaproponował, żeby puste kościoły paryskie były przekazywane muzułmanom i służyły im jako meczety.

 „Jest to w końcu ten sam Bóg, podobne i bratnie obrzędy” – powiedział imam Boubakeur.

Deklaracja muzułmańskiego zwierzchnika Wielkiego Meczetu wywołała wielkie poruszenie i to nie tyle w Kościele. „Pomysł, by muzułmanie zajęli chrześcijańskie kościoły, szokuje” – pisał dziennik Le Figaro. Ale prawda jest taka, że jedyną żywą religią we Francji jest islam, a nie chrześcijaństwo. Mówi się, że Bóg od dawna omija Francję, nie zagląda do Paryża.

 Parafia rzymskokatolicka pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny przy 263 rue Saint-Honore w Paryżu, to niewielka wyspa katolicyzmu na paryskim morzu pozbawionym Boga. Kościół polski jest zjawiskiem niezwykłym.

Tu, w polskim kościele, na pewno jest Bóg. Gdy wokół jest zwyczajny ruch w sklepach, przesiadywanie w kawiarniach, to w polskich kościołach ludzie śpiewają kolędy. Bywam w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Pannyprzy rue Saint-Honoré. Zawsze albo prawie zawsze kościół zapełnia się po brzegi wiernymi.

W metrze, kiedy starsza kobieta słyszy polski język, pyta mego syna, czy chodzi do kościoła. I po chwili podsumowuje rozmowę: „No, tak. Wy tam na wschodzie jeszcze chodzicie do kościoła. Ale teraz, jak weszliście do Europy, to chyba przestaniecie wierzyć w Boga?” Zauważam: „My, Polacy, jesteśmy w Europie ponad tysiąc lat, licząc od chrztu Mieszka”. Francuska uśmiecha się dobrotliwie, kiwa głową, potakuje.

Sąsiedzi Francuzów, Belgowie, traktują Boże Narodzenie jako święto laickie z choinką w tle. Nie uznają Wigilii, nie mają pasterki. Nieliczni potrafią zaśpiewać „Cichą noc”.Dziwią się Polakom. Bo w pieśniach religijnych Polacy są potęgą i uchodzą w Brukseli za naród… rozśpiewany! A że są bardziej religijni od Belgów, uchodzą też za naród zacofany, a nawet za naród fanatyków religijnych.

 Belgia zadziwia pustymi kościołami. Kiedy bywam w Brukseli, chodzę do polskiego kościoła świętej Elżbiety w dzielnicy Schaerbeek. To dzielnica zamieszkała głownie przez Marokańczyków, Senegalczyków, Turków. Gmina Schaerbeek położona jest na północ od centrum Brukseli. Główne punkty gminy to ratusz, historyczny budynek dworca, stacje kolejowe Bruxelles Nord i Schaarbeek.

W ciągu ostatnich lat muzułmańska populacja Schaarbeek podwoiła się i w najbliższym czasie podwoi się ponownie. Pięćdziesiąt procent nowonarodzonych dzieci w Brukseli to muzułmanie. Na oddziałach położniczych sześć na dziesięć łóżek zajmują muzułmanki. Najpopularniejszym imieniem jest Muhammad.

Pierwszy dzień Bożego Narodzenia to u Belgów obiad w restauracji, bo kto tutaj w domu gotuje? Niektórzy Belgowie spędzają ten dzień w rodzinnym gronie, a wizyty przyjaciół lub krewnych zaczynają się dopiero od południa drugiego dnia świąt, a właściwie drugiego dnia wolnego od pracy.

I znowu dziwię się, gdy na brukselskim rynku widzę nie tylko choinkę, ale także poważnych rozmiarów szopkę! A ileż to przeczytałem doniesień, że Bruksela nie pozwoli postawić na rynku choinki albo szopki. Ale to nie tylko jest sacrum. Choinka i szopka w Brukseli pełnia rolę elementów kultury popularnej.

Włosi ze środkowych i północnych regionów (Umbria, Toskania, Piemont, Lombardia) traktują Wigilię jak każdy inny dzień w roku. Ale choinka – czemu nie? Niektórzy, szczególnie poza dużymi miastami, już na kilka dni przed Bożym Narodzeniem ustawiają choinkę. W wielu domach jest też szopka, zbudowana przez rodzinę.

Tradycja budowania szopek pochodzi właśnie z Włoch, z miejscowości Greccio w Lacjum. Tam, w 1223, z inicjatywy św. Franciszka z Asyżu, powstała pierwsza żywa szopka, która zapoczątkowała budowę szopek na całym świecie. Znane są trzy działające we Włoszech ośrodki sztuki szopkarskiej: w Lecce w Apulii, na Sycylii i w Neapolu przy ulicy San Gregorio Armeno.

Włoska kolacja wigilijna jest dość wystawna, ale bez specjalnych potraw. Po kolacji rodziny wiejskie i małomiasteczkowe wyruszają do kościoła na pasterkę. W niektórych miastach Włoch wigilijny wieczór spędzany jest na placach, w kawiarniach i restauracjach. O dziewiętnastej na placu świętego Piotra w Watykanie odsłaniana jest tradycyjna szopka. Zwyczaj ten wprowadził w 1982 roku papież św. Jan Paweł II.

Na północy Włoch na świątecznym stole pojawia się zupa z porów z ziemniakami i jajkami przepiórczymi. A także wielka sztuka pieczonego mięsa wieprzowego albo sztuka jagnięciny, rzadziej kogut z pieczonymi ziemniakami albo faszerowane mięsem, warzywami i serem. Deserem jest ciasto z bakaliami posypane cukrem pudrem. Ciasto sprzedawane jest w kolorowych, zdobionych pudłach, zawsze w oryginalnych kształtach.

Dania jest krajem laickiego chrześcijaństwa. Konstytucja Danii stwierdza, że „Ewangelicki Kościół Luterański jest Kościołem narodowym i jako taki jest wspierany przez państwo”. Głową Duńskiego Kościoła Narodowego jest królowa, a władzą ustawodawczą Kościoła jest duński Parlament. Duchowni mają status urzędników państwowych. Działalność Kościoła luterańskiego finansowana jest z budżetu państwa. Środki na ten cel czerpane są ze specjalnego podatku kościelnego.

W duńskich szkołach nauczanie religii ma charakter obowiązkowy. Od 1975 r. katechizację zastąpiono bardziej świecką formą „wiedzy o chrześcijaństwie”. Radio i telewizja publiczna nadają poranną modlitwę z kopenhaskiej protestanckiej katedry, a w niedzielę nadawane są transmisje z ewangelickich nabożeństw. Jednocześnie w szkołach, nawet w szóstej klasie podstawówki, rozdawane są prezerwatywy.

Zarówno duńska szkoła, jak i duński dom, dążą do tego, żeby dziecko jak najwcześniej zerwało z rodziną. Jeśli polska rodzina chodzi przynajmniej raz w tygodniu do kościoła albo w domu ma na ścianie wizerunek Matki Bożej albo krzyż, to władze duńskie uważają, że „dzieci w takiej rodzinie wychowywane są w atmosferze fanatycznego katolicyzmu”.

Duńczycy jako chrześcijanie obchodzą święta Bożego Narodzenia. Ale w istocie jest to dla nich święto laickie. Zaledwie 3 procent Duńczyków wyznaje wiarę w Boga.

Wigilia jest początkiem czasu bez pracy. Duńczycy wykorzystują ten czas, by spotkać się z przyjaciółmi i krewnymi. Wielu spędza Wigilię w tawernie albo w kawiarni przy piwie albo winie. Niektórzy biorą udział w mszy świątecznej, niekoniecznie dlatego, że są wierzący, ale po to, by posłuchać muzyki organowej i tradycyjnych kolęd. Przeciętny Duńczyk zna tylko jedną kolędę, „Stille Nacht” (Cicha Noc).

Duńczycy nierzadko profanują symbole chrześcijaństwa. W szkole w Sønderborg powiesili na krzyżu lalki, maskę świńskiego łba i duńskie monety. Zaś w parku na metalowym krzyżu powiesili obraz kobiety w ciąży. Protesty katolików nic nie dają. Władze miejskie i szkolne usprawiedliwiają profanacje krzyża … tolerancją dla „wolnego wyrażania się”. Panuje też tolerancja dla „śmierci na życzenie”.

Znajomy lekarz z Podlasia był wielokrotnie proszony przez rodziny chorych o wykonanie eutanazji. „Przychodzą i mówią, że chcą uśpić ojca albo dziadka – opowiada lekarz. – Zwykle proszą o więcej morfiny, bo u nich tak się robi. Nie dokonałem eutanazji, co jest tutaj oznaką zacofania i ciemnoty”.

Polacy w Kopenhadze uczestniczą w mszach świętych głównie w kościele św. Anny przy ulicy Hansa Bogbindersa, boczna od Amagerbrogade, i w kościele św. Antoniego przy Frederikssundsvej. W parafii św. Anny w Kopenhadze działa Polska Misja Katolicka. Na spotkaniu z biskupem Kopenhagi i całej Danii, Czesławem Kozonem, Polacy usłyszeli: „Podziwiam Was, Polaków, że jesteście w kościele, że wszyscy śpiewacie, wszyscy się modlicie”.

     Michał Mońko

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article