-0,6 C
Warszawa
piątek, 21 stycznia, 2022

RYNEK PRAWDY

Must read

Rynek  mediów  stanowi  centralną sferę publiczną, definiowaną  jako przestrzeń między rządem, a społeczeństwem.  Medialne przedsiębiorstwa funkcjonują jako jednostki gospodarcze i z tego tytułu podlegają regulacjom prawnym, dotyczącym konkurencji i monopolu. Ale telewizja, radio i Internet, a także gazety opiniotwórcze i produkcja reklam,   nie są pod względem biznesowym tym  samym,  co fabryki gwoździ i  smaru do wozu. To   przedsiębiorstwa   szczególnego rodzaju.

Telewizja, operująca wieloma kodami przekazu, należy do głównych mediów rynkowych. Depcze jej po piętach Internet, dalej jest operujące jednym kodem radio, jeszcze dalej są gazety.  

Media podlegają konkurencji, ale konkurencja na rynku mediów, szczególnie tych opiniotwórczych,  ma skutkować czymś więcej niż tylko niższymi cenami i lepszą jakością. Nade wszystko konkurencja ma zapewnić różnorodność produktów, co oznacza  prezentowanie różnych poglądów, wyrażanie różnych opinii, pośredniczenie w negocjacjach i sporach politycznych. Niedopuszczalne jest zdominowanie rynku przez jeden produkt,  czyli przez jedną  opinię,  rozpowszechnianą przez dominujące medium.

Produktem  telewizji i Internetu  nie są  jednostkowe, indywidualne opinie albo jednostkowe punkty widzenia. To są przekazy  wytworzone w konkretnych okolicznościach,  dostępne dla odbiorców jako rzekomo wspólnie podzielane widzenie świata. Inaczej mówiąc, przekazywane przez media znaczenia, wartości i przekonania są systemami opisującymi i wyjaśniającymi świat, a zatem są ideologiami. 

Należy tu zadać sobie  pytania, w jaki sposób ideologie funkcjonują w społeczeństwie jako konfiguracje znaczeń? W jaki sposób prowadzą do krystalizowania się systemów  przekonań? W jaki sposób rozprzestrzeniane ideologie stają się kolektywnymi reprezentacjami grup społecznych? Jak to się stało, że obce ideologie, podważające fundamenty państwa i narodu,  tak łatwo zburzyły porządek polityczny i   instytucjonalny  nowej Polski?

Odpowiedz jest  jedna  i nie ma odpowiedzi  drugiej. Obce ideologie wdarły się  do Polski i opanowały umysły  znacznej  części społeczeństwa. To fakty  potwierdzane p[rzez ulice dużych miast!  Obce ideologie wdarły się  za pomocą takich mediów, jak  „Gazeta Wyborcza”  po roku 1989 i TVN  po roku 1997.   

To kamery  TVN formowały i nadal formują postawy społeczne i polityczne wobec Kościoła,  wobec rządu RP, wobec tradycji polskiej, wobec Polski. Kamery TVN kreowały  kobietę  wolności, która w istocie  była i jest wulgarnym monstrum,  posługującym się knajackim językiem.     

To kamery TVN zarejestrowały  niesłychane słowa Donalda Tuska, współzałożyciela Kongresu Liberalno – Demokratycznego,  dwukrotnego  premiera rządu RP, dwukrotnego   przewodniczącego Rady Europy,  przewodniczącego  Europejskiej Partii Ludowej. Tusk zaadresował  swoje słowa  do  Andrzeja Dudy, prezydenta  Najjaśniejszej Rzeczypospolitej:  „Lepszy dla Ciebie byłby świt zimowy. I sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta”(!).

TVN koncentruje się na krytyce wszystkiego, co polskie. Oskarża, lekceważy odbiorcę,  nakazuje,  nęka  – dzień po dniu, godzina po godzinie. Umniejsza wartość i samoocenę odbiorcy. Nie mówi: Trybunał  Sprawiedliwości; mówi: Trybunał  Przyłębskiej.   To jawna  pogarda  wobec instytucji państwa i wobec publiczności.

 Kontekstem  wypowiedzi  przewodniczącego Tuska pod Pałacem Prezydencki był tzw. Lex TVN, przyjęty przez Sejm RP.  W poniedziałek, 27 grudnia 2021 roku, prezydent  Andrzej  Duda poszedł na rękę  opozycji totalnej. Zawetował  krytykowaną  ustawę! Co znaczy weto  prezydenta  Dudy?   Weto oznacza  wolność  dla  interesów amerykańskich w Polsce i jednocześnie oznacza uszczerbek na suwerenności Polski.

Na rynku mediów działają  podmioty, których potrzeby i aspiracje są odmienne, nierzadko sprzeczne. Sytuacja każdego gracza rynkowego, jak widzimy w przypadku TVN,   zależy od jego sytuacji politycznej, prawnej i ekonomicznej.  TVN,  należący do  potężnej spółki Discovery (gigant  AT&T). Stanowi okruch  fuzji Warner Media i Discovery, których wartość przekracza 150 miliardów dolarów!  

Fuzja gigantów medialnych  może wnosić do TVN programowe  i materialne  zmiany, co jest  istotne nie tylko  dla TVN, ale także dla  ładu medialnego w Polsce. Tymczasem nikt  ze spółki  Discovery ani z konglomeratu  AT&T nie  odezwał się do  konstytucyjnych organów  „ładu  medialnego” w Polsce. Nikt też nie odezwał się w tej kwestii z twardego jądra Europy  i z kochającej wolność Ameryki. Bo tam, w Ameryce, Polska jest  przedmiotem, a nie podmiotem  interesów politycznych i gospodarczych.

Polska  chce unormować stuprocentowe własności Discovery  w Polsce. Wszystko w zgodzie z  Konstytucją, z prawem krajowym, z prawem unijnym.   Zaprotestowała  Platforma Obywatelska. Zaprotestowała tzw. opozycja totalna. Zaprotestowała  TVN,  wzywają   tłumy, a nie publiczność, do obrony „wolnych mediów”. Co zagraża  TVN?  Zgodnie z prawem  europejskim  TVN powinien sprzedać  51  procent akcji. 

 Niedawno te same siły polityczne i medialne  protestowały w obronie wolnych  mediów drukowanych, odkupionych  przez Orlen od  niemieckiej firmy Verlagsgruppe Passau Capital Group. 

 Walkę o „wolne media”, czyli o  interesy amerykańskie z pogwałceniem „ładu medialnego” w Polsce i prawa unijnego w Europie, poparła Věra Jurová, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, która tradycyjnie krytykuje Polaków.  Jurová dobrze wie, że  w unijnych krajach Amerykanie nie mogą mieć 49 proc. własności, a w Polsce mają  100 procent własności.

 W obronie Amerykańskiego Fortu TVN w Polsce zaprotestował  Departamentu Stanu,  no i amerykański charge d’affaires  w Warszawie.  Wystąpił też  przeciw Polsce, znany z poszturchiwaniu Polaków,  Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej,  pochodzący z Holandii, którą nie wiedzieć czemu wyzwalały spod okupacji niemieckiej wojska gen. Maczka!

Ta sytuacja na  polskim rynku  mediów i na polskim  rynku  polityki jest charakterystyczna  dla  krajów postkolonialnych  i zależnych od  byłych imperiów.  Państwa kolonialne wciąż nie mogą wyzbyć się swych dawnych  nawyków, gdy robili w Afryce albo w Azji, co im się chciało, traktowali tubylców jak nieludzi,  a zawsze zgodnie ze swymi potrzebami i interesami.  

W systemie rynkowym dochodzi do koncentracji własności, także do koncentracji  mediów, a to oznacza  równocześnie   koncentrację opinii i ideologii. Rodzą się paneuropejscy nadawcy, którzy wcale nie gwarantują realizacji celów tradycyjnie przypisanych mediom narodowym.

Tymczasem media stają się interesem niewielu, stają się narzędziem, wykorzystywanym przeciw wielu. Kto chce zmienić ten fatalny układ, pada ofiarą tegoż układu. Zmowa na rynku  mediów jest też zmową na rynku politycznym. Przykładem jest obrona interesów amerykańskich, zwanych w Polsce  obroną  „wolnych mediów”.

Praktyka pokazuje, że kraje europejskie na ogół właściwie rozumieją konieczność dekoncentracji konglomeratów medialnych i rynku mediów. Unia Europejska nie traktuje mediów jak każdego innego sektora przemysłu: wprowadza specjalne ograniczenia odnośnie koncentracji i monopolizowania rynku, promuje konkurencję na rynku mediów, zgodnie zresztą z zapisami Traktatu Rzymskiego.

Na szczególną uwagę zasługuje przeciwdziałanie amerykanizacji nadawania. Chodzi o zaśmiecanie europejskich anten śmieciowymi produkcyjnymi Hollywood, promującymi fałszywe potrzeby i fałszywy obraz świata. Ale gdy Polska chce uregulować  medialne interesy amerykańskich gigantów na polskim rynku mediów (chodzi o Warner Media i Discovery),  urzędnicy  Komisji Europejskiej  protestują!

W kwestiach programowych dyrektywy europejskie wymagają, by nadawcy audiowizualni w państwach EU przeznaczali większość czasu antenowego na produkcję europejską, co ma chronić rynek przez dominacją amerykańską. Polska   realizuje  dyrektywy UE. Europejskie zapisy o wspólnym kulturowym dziedzictwie są niesłychanie ważne, zwłaszcza dla mniejszych państw, które muszą stale chronić się przed kulturowym i technologicznym imperializmem.

Ze względu na specyfikę mediów  drukowanych i elektronicznych, instytucje zajmujące się ochroną konkurencji mają problemy z definiowaniem poszczególnych rynków mediów audiowizualnych, drukowanych i reklamowych. Problem dotyczy rzetelnego ustalenia, czy rynek, na którym dochodzi do połączenia własności przedsiębiorstw medialnych, jest jeszcze rynkiem konkurencyjnym, czy już oligopolem, czy może nowo powstały konglomerat monopolizuje ten rynek. Odpowiedź zależy od właściwego zdefiniowania sektorów rynku.

Departament  Stanu  upomina się  wolność mediów w Polsce, a w istocie upomina się  o rynek interesów  TVN. Ot, takie przyzwyczajenie, wyniesione przez  Amerykanów z poszturchiwania  Salwadoru i  Kostaryki. Tam wolny rynek rządzi się motywem zysku,  a media nadają taki program, jaki zapewnia największe zyski przy minimalnych kosztach. Kostaryka jest wolna i demokratyczna dopóki  Amerykanie robią tam  zyskowne interesy. Niewielki  Salwador nie podskoczy, bo padnie. Polska wybije się na wolność po amerykańsku, bo  prezydent Duda podpisał to, co chcieli  Amerykanie.

Polska była demokratyczna, gdy na rynku  tolerowała  nawet osiemnastokrotne  przekroczenie dopuszczalnej  koncentracji  mediów opiniotwórczych. Mieliśmy w telewizji lat dziewięćdziesiątych „rodziny telewizyjne”, składające się  nawet z dziewięćdziesięciu sześciu osób! Pracowały te rodziny na stanowiskach  dziennikarzy, lektorów, szefów redakcji, dyrektorów!  Było kilka „rodzin”  składających się tylko z sześciu – ośmiu członków. I było  dobrze,  i nikt nie wychodził na ulice żeby protestować.

Gdzie szukać źródeł obecnej sytuacji na polskim rynku  mediów? Za sytuację na dzisiejszym rynku mediów odpowiadają błędy i wypaczenia rządzących  w latach dziewięćdziesiątych. Przede wszystkim  zawiniła tu zmowa w Magdalence i decyzje rządu  premiera Mazowieckiego.

 Po roku 1989  media zostały przejęte przez  służby specjalne i przez funkcjonariuszy partii komunistycznej. Fatalne błędy popełniła  Komisja Likwidacyjna RSW Prasa. Jeszcze większe błędy  popełnił  rząd premiera Mazowieckiego, powołując Komisję Likwidacyjną, złożoną z ludzi skrajnie niekompetentnych.

Wiem, co mówię, bo w tym czasie byłem przewodniczącym Rady Pracowniczej  69 najważniejszych w Polsce  tygodników i  miesięczników. Byłem też  przewodniczącym Społecznej Komisji Likwidacyjnej  RSW Prasa i przewodniczącym  Jury  Konkursu  na Naczelnych Redaktorów.

Zasadniczym błędem  była  Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.   Największym błędem byli  ludzie tworzący Radę, która  decydowała o potężnym majątku i o potężnej władzy  mediów. 

Należy spytać, jakim cudem i na jakich zasadach  niektórzy dostali koncesję na  uruchomienie telewizji, a niektórzy nie dostali koncesji?  Na jakich zasadach  w mediach  pracowali funkcjonariusze  służb specjalnych, mundurowi  oficerowie wojska i MSW, a także konfidencji  i funkcjonariusze partii?  Pisałem, że  konfidenci i  funkcjonariusze pracowali  nawet w „Tygodniku Solidarność”.  Zajmowali też znaczące stanowiska w kancelariach, w   partiach konserwatywnych i prawicowych.  

No więc  brakuje nie tylko ładu medialnego, ale po prostu zwyczajnego  ładu  w życiu publicznym.  Mówimy o  mediach, o sądach, o demokracji, ale nie mówimy o  upadku  morale ludzi zaufania publicznego, o ludziach cynicznych, wypranych  z  myślenia  kategoriami państwa i narodu,   gardzących  ludźmi  ulicy, zwanych  stonką.  

Ludzie uchodzący za ludzi  zaufania publicznego są mistrzami  kreacji, manipulacji, obracania  rekwizytami  dobra, miłości.  Ludzie ci kreują swoje wizerunki  i poprzez media kreują odbiór swoich  wizerunków. Każą  publiczności przyjmować opinie  mediów  jako opinię publiczną.  I, rzeczywiście,  nie ma w Polsce opinii  publicznej, nie ma sądu  opinii publicznej.  Jest opinia zadymionego propaganda tłumu. 

“Nie ma  sądu publicznego, opartego na  kryterium  etyki  i faktów, a to, co  powszednio  nazywamy  opinią publiczną, jest  niczym innym  jak  etykietą  poszczególnych  grup  –  etykietą nalepioną  na  zjawiska  nie  w celu  określania go zgodnie  z prawdą, ale  aby  wyzyskać go  na własna korzyść – pisał  w  1903  roku  Bronisław  Dobek w “Przeglądzie Zakopiańskim”. – To też brak  tego sądu  społecznego daje się nam okropnie we znaki: ludzie z kieszeniami  zamiast  serca, a żołądkami zamiast  mózgu,  chodzą  w jasny  dzień  ulicami ludnych  miast, a przechodnie widzą z ich ramion wyrastające  skrzydła i na ustach uśmiech anielski”.

Na salonach nowej Polski  można   spotkać byłego   sekretarza  PRON, kierującego 

w czasie stanu wojennego  propagandą  WRON. Można spotkać  byłego  sekretarza  PZPR,  odznaczającego się w czasach PRL  bezpardonową walką z Kościołem i prawicą.  Można  spotkać  dziennikarskie wróble,  które  dzięki stanowi wojennemu  obsiadły  i zapaskudziły  wysokie stanowiska  w gazetach  i w telewizji.

Nie jest w Polsce tak, że są jakieś idee, prawa, umowy, zasady, których nie można zawetować, odrzucić, naruszyć, wrzucić do kosza.   Ludzie, którzy od czasów Magdalenki wszystko mogą, wycofali się z  ustawy o  ochronie dobrego imienia Polaków. Bo Polacy nie muszą mieć dobrego imienia. Wycofali się  z ustawy  o ochronie zwierząt.  A po diabła chronić zwierzęta?! Wycofali się  z ustawy o ochronie  ładu medialnego. Niechże  TVN rozłupuje polskie  mózgi,  jak  się rozłupuje orzechy laskowe albo orzechy włoskie !

Czemu nie wycofać się teraz z sądów? Czemu nie wycofać się z Turowa? Jeśli się nie ma wpływu na  ład medialny w kraju, to nic się nie ma i nic nie jest już ważne.  A zatem, należy się nie wygłupiać, podkulić ogon, nie stroszyć piór, nie napinać mięśni i  nie udawać, że jeszcze o coś chodzi, gdy po zawetowaniu Lex TVN  już  o nic nie chodzi. Nawet nie chodzi o  trwanie w dziejach, a tylko o przetrwanie do  następnych wyborów.   

 Michał Mońko

Poprzedni artykułMARKSISTOWSKA ZARAZA ZNÓW ZAGRAŻA ŚWIATU
Następny artykułWdowi grosz
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Latest article