25,9 C
Warszawa
niedziela, 3 lipca, 2022

Wdowi grosz

Must read

Człowiek ma taką naturę, że przyzwyczaja się do swojego otoczenia. Nawet wtedy, kiedy jest ono nieprzyjazne i mało komfortowe. Ludzie radzili sobie podczas wojen światowych i za komuny. Radzą sobie i dzisiaj.

Człowiek nie tylko przyzwyczaja się do otoczenia, ale również postępuje rutynowo w życiu codziennym. Mówiąc językiem Heideggera, człowiek wszystko robi tak, jak się to powszechnie robi, chodzi tak, jak się chodzi, je – tak jak się je. Nie dziwmy się, zatem, że dawniej tłumy chodziły na pierwszomajowe pochody, a do komunistycznych organizacji wstępowały tysiące Polaków. Nie przecierajmy oczu ze zdumienia, gdy w „Dniu Owsiaka” cała Polska chodzi z przyklejonym czerwonym serduszkiem, nie dziwmy się, że w obcych kulturowo restauracjach z surową ryba i trawą (suhi) siedzą tłumy. Kto nie rozumie tych społecznych mechanizmów, to będzie głosem „wołającego na puszczy”.

Ludzie tkwiący w swoim kręgu codzienności, poddani socjotechnicznej obróbce, karmieni medialną papką zachowują się zawsze jak dzieci we mgle, rzadko próbują samodzielnie oceniać rzeczywistość i poszukiwać prawdy. Z reguły idą za głosem donośniejszym, lepiej słyszalnym. Najczęściej jest to głos z telewizora lub spersonalizowany przekaz z internetu.

Zwykła codzienność, choćby nawet neoliberalna, staje się naturalną formą egzystencji. Wszystko staje się codzienne, a więc swoje, zwykłe, naturalne. Dla większości ludzi ich byt jest ważniejszy od politycznych uwarunkowań czy bytu innych ludzi. Zaspokajanie kolejnych potrzeb, każe im nabywać wciąż nowe przedmioty do użytkowania. To ta konieczność sprawia, że zachowują się jak dzik na żerowisku. Konieczność „związaniem końca z końcem” i ciągła pogoń – więcej, wyżej, powodują, że zanika umiejętność postrzegania losu innych. Rozmydla się. Tylko niezwykły, niecodzienny bieg zdarzeń może wyrwać człowieka z tego zaklętego kręgu codzienności.

      Wśród ludzi z Solidarności Walczącej bez wątpienia takim wydarzeniem było poznanie śp. Kornela Morawieckiego i współpraca z nim. On był źródłem idei, wartości do czerpania. Nie każdy jednak czerpał i chciał te idee nieść dalej, jeśli to się nie opłacało. Ale są tacy, którzy je nadal niosą. Jednym z nich jest Zbyszek Bieniek, który razem z Mietkiem Perlakiem i Marzeną Kozioł, za własne skromne środki zajął się pogrzebami osób samotnych związanych ze Stowarzyszeniem Solidarność Walcząca; nie chciał, żeby zrobił to MOPS. Zadbali o godny pochówek Bernardety Kłosowskiej, Wiesława Chrostowskiego, Antoniego Nowoświata, kiedy nikt inny nie chciał tego zrobić. Na tym polega czerpanie ze źródła – z wartości duchowego przywódcy, Kornela Morawieckiego. Bardzo Ci, Zbyszku, Mietku i Marzeno za to dziękujemy.

Do tej historii pasuje biblijna opowieść o pewnej kobiecie. Otóż w Ewangelii według św. Marka oraz w Ewangelii według św. Łukasza czytamy, że Jezus, przebywając w Świątyni Jerozolimskiej, obserwował ludzi, wrzucających pieniądze do umieszczonej tam skarbony. Bogaci oczywiście wrzucali dość pokaźne sumy. Wśród ofiarujących datki na świątynię była też pewna uboga wdowa – wrzuciła jedynie dwie drobne monety. Oddała wszystkie pieniądze, które miała na swoje utrzymanie. Gdy Jezus to zobaczył, zwrócił się do swoich uczniów: Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie.

Jak pokazuje przykład ewangelicznej wdowy, są tacy ludzie, którzy sami, mając niewiele, potrafią podzielić się z innymi. Dziękujemy.

Albert Łyjak

Poprzedni artykułRYNEK PRAWDY
Następny artykułJak świętuje Biały Dom?
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article