11,5 C
Warszawa
wtorek, 24 maja, 2022

Porozumienie czy zdrada elit?

Must read

Referat wygłoszony w Instytucie Polityki Światowej w Waszyngtonie w lipcu 2013 roku ujawnia prawdziwe przyczyny powstania Okrągłego Stołu w Polsce w 1989 roku oraz jest przyczynkiem do dyskusji o negatywnych konsekwencjach tego paktu dla przyszłości Polski nie tylko przez zachowanie ciągłości komunistycznego systemu politycznego, ale również, a może przede wszystkim, przez świadome podporządkowanie  państwa polskiego interesom rosyjskim i niemieckim w polityce międzynarodowej, tzn.:

– zaniechanie żądania zwołania konferencji pokojowej dla uregulowania nowych relacji międzypaństwowych w Europie po zjednoczeniu Niemiec, bierna postawa w trakcie przygotowań traktatu Dwa plus Cztery;

– rezygnacja z niemieckich reparacji wojennych;

– nieustanne próby blokowania przystąpienia Polski do NATO – nieuprawnione działania prezydenta zmierzające do dzierżawy wieczystej części terytorium państwa na rzecz tajnych służb obcego (wrogiego) państwa w 1992 roku, (ta sprawa powinna bezwarunkowo znaleźć swój finał w Trybunale Stanu).

1989 rok – Okrągły Stół  w Polsce – kulisy i konsekwencje

W naszej najnowszej historii jest zdarzenie, którego nie umiemy nazwać ani precyzyjnie określić jego daty.

Transformacja ustrojowa, koniec pewnej epoki, koniec socjalizmu, upadek systemu – to kilka prób określenia zjawiska, o którym prawie wszyscy uczestnicy wypowiadają się z lekkim zażenowaniem. Nie ma ustalonej daty „tak doniosłego wydarzenia”, choć doszło do niego stosunkowo niedawno.

Jedni twierdzą, że to data rozpoczęcia albo zakończenia rozmów Okrągłego Stołu, inni że wybory 4 czerwca 1989 roku, a jeszcze inni, że 16 września 1989 roku, czyli w dniu powołania Tadeusza Mazowieckiego na urząd premiera.

Czy Polacy powinni jakoś szczególnie świętować którąś z tych dat? Zdecydowanie nie. Najważniejszym wydarzeniem politycznym był strajk w sierpniu 1980 roku i powstanie Solidarności. To, co działo się potem, w 1988 i 89 roku, było już tylko następstwem tamtego wielkiego zdarzenia. Dlatego jedyną istotną cezurą wyznaczającą początek upadku komunizmu powinien być zwycięski strajk w sierpniu 1980 roku.

Temu, co wydarzyło się w Polsce i w innych krajach, w 1988 i 1989 roku warto przyjrzeć się z bliska i wyjaśnić, czym naprawdę był Okrągły Stół – ratowaniem Polski czy ratowaniem komunizmu przed nieuchronną falą przemian. Dla uwiarygodnienia Okrągłego Stołu mówili jednym głosem „trybuni ludowi”, dziennikarze i historycy, oczywiście opierając swoje opinie, „miażdżące” każdy sprzeciw, jedynie na „wiarygodnym” oświadczeniu Kiszczaka czy Urbana o stanie wyższej konieczności.

Wielu historyków przedwcześnie użyczyło swojego autorytetu dla uzasadnienia nieuchronności pojednania z dotychczasowym wrogiem. Dziś się zżymają na swoją ówczesną naiwność i głupotę, ale niestety nie potrafią się uwolnić od syndromu „nadrzędnej konieczności” Okrągłego Stołu. Wtedy jednak bez wahania przyjmowali racje Kiszczaka za swoje i głosili je wszem i wobec,  stając się dyżurnymi historykami mediów. Osiągnąwszy pozycję najważniejszych urzędowych historyków, nie zamierzali ujawniać prawdziwych faktów, bo to mogłoby wystawić ich na śmieszność.

Od tamtych wydarzeń mija 25 lat, a to oznacza zdjęcie klauzuli tajności z dokumentów opisujących tajne wówczas działania i układy międzynarodowe. Ujawnienie tych dokumentów może oznaczać, że trzeba będzie schować głęboko wiele prac doktorskich, a tzw. systemowych historyków odesłać na emeryturę.

Sam fakt powstania Okrągłego Stołu był niecodziennym zjawiskiem. Czymś na kształt teatru, a może cyrku z uwagi na specyfikę okrągłej areny. Jednak najważniejsze znaczenie miała jego otoczka, a ściśle mówiąc, to co było bezpośrednią przyczyną rozpoczęcia obrad.

Aby to lepiej zrozumieć, muszę sięgnąć do początku 1987 roku. Dowiedziałem się wtedy, że Jaruzelski powrócił z wizyty u Papieża bardzo odmieniony. Najpierw dotarła do mnie informacja, że pan generał chce demokratyzować Polskę. Wiadomość była zaskakująca, tym bardziej że pochodziła z wiarygodnego źródła, więc nie należało jej lekceważyć. W potwierdzeniu otrzymałem jeszcze bardziej zdumiewającą informację, że może tu chodzić o rozmowy z opozycją. Była to inicjatywa, która w czerwcu 1988 roku zaskoczyła,  episkopat, opozycję i innych. O tamtym zdarzeniu gen. Kiszczak powiedział:

Po powrocie z Rzymu gen. Jaruzelski był zdania, że trzeba będzie u nas w Polsce szukać kompromisu historycznego na wzór włoski. Do przyjęcia tej koncepcji trzeba będzie stopniowo przygotowywać szeregi partyjne.

W 1987 roku gen. Jaruzelski prosił Papieża, aby poparł starania rządu PRL o zniesienia embarga gospodarczego nałożonego na Polskę po wprowadzeniu stanu wojennego. Według wiarygodnych informacji Papież obiecał pomoc, w zamian za znaczącą liberalizację działań komunistów wobec Solidarności. Po powrocie do kraju Jaruzelski polecił Kiszczakowi wstępne przygotowanie koncepcji utworzenia w Polsce trójczłonowego systemu politycznego z dopuszczeniem  na scenę bliżej nieokreślonej formy tzw. reprezentacji społecznej. Trudno dzisiaj oceniać, czy plany generała zostałyby kiedykolwiek zrealizowane czy było to tylko tworzenie pozorów. Wiele wskazuje na to, że generał nie był entuzjastą przemian. Co prawda w archiwach są ślady wskazujące, że podczas wizyty w Moskwie w 1987 roku wprost namawiano go do podjęcia działań w kierunku zmian. Jednak w Polsce nie działo się nic nadzwyczajnego i władza nie dążyła do zbliżenia z opozycją.

Prof. Dudek przypomina słowa I sekretarza, które można uznać prawie za nakaz: Jeśli partia nie pokieruje realizacją konkretnych przemian, to uczyni to ktoś inny. Dlatego my, komuniści, nie możemy siedzieć bezczynnie i nic nie robić. Dopiero później, gdy poznałem więcej faktów, zrozumiałem, że było to ostrzeżenie dla Jaruzelskiego przed czymś, co wkrótce miało nastąpić. W świetle tego faktu słowa Ronalda Reagana, a w zasadzie wezwanie Gorbaczowa latem 1987 roku do zburzenia muru berlińskiego, brzmią zupełnie inaczej i wydaje się oczywiste, że Reagan wiedział, o czym mówi i był już pewny, że to się zdarzy. Kolejna zadziwiająca informacja dotarła do mnie po aresztowaniu Kornela Morawieckiego, na przełomie listopada i grudnia 1987 roku.  Plan zjednoczenia Niemiec był w owym czasie czymś z pogranicza baśni i nawet w wersji handlowej (15 mld dolarów pomocy materialnej rządu USA dla Moskwy za cenę zjednoczenia) byłby mało wiarygodny, gdyby informacja nie pochodziła z najbliższego otoczenia gen. Jaruzelskiego. „Źródło” dawało podstawy przypuszczenia, że generałowie Kiszczak i Jaruzelski naprawdę rozmawiają o takiej koncepcji. Potem potwierdził to Józef Czyrek, ówczesny minister spraw zagranicznych.

Tak więc przed 1987 roku absolutnie nic nie zapowiadało jakiejkolwiek zmiany w przestrzeni porozumienia społecznego. Do tego momentu Jaruzelski trwał na stanowisku, że z wrogiem się nie rozmawia i nie dopuszczał żadnego sposobu porozumienia z opozycją. Jeśli  Kiszczak miał opracować jakąś formułę porozumienia z udziałem strony społecznej, to tą stroną mieli być naukowcy i ludzie kultury niezwiązani z opozycją polityczną. Kiszczak był jedynym wykonawcą woli Jaruzelskiego i przy użyciu resortu MSW realizował grę z opozycją zaakceptowaną tylko przez najwyższego genseka.

Tak też było kilka lat wcześniej, gdy prowadził grę na uwikłanie liderów opozycji we współdziałanie z funkcjonariuszami MSW, o czym kiedyś Jan Lityński pisał: Oto okazało się, że czołową siłą polityczną w kraju jest policja. Przesłuchania w więzieniach i aresztach, rozmowy z gen. Kiszczakiem i jego podwładnymi nie były tym, za co je braliśmy — rutynowymi działaniami policyjnymi, lecz przeciwnie — negocjacjami politycznymi.

Nie wiem, co to oznacza, ale być może rola policji okaże się ważniejsza niż rola wojska po 13 XII. (Jan Lityński, W nowym układzie politycznym, Tygodnik Mazowsze, nr 181 z 24 września 1986 roku). Rzeczywiście niektórzy liderzy  solidarnościowego podziemia uwierzyli, że rozmawiając z oficerami MSW rozmawiają z przedstawicielami władzy, która była w rękach generałów, (najbardziej znane są spotkania Bogdana Lisa po wyjściu z więzienia z oficerami SB w gdańskim hotelu Heweliusz) – a tymczasem informowali SB, jak powinna się rozprawić z ich rywalami z opozycji.

Choć mówiło się o ewentualnym porozumieniu władz PRL z opozycją polityczną, zostałem aresztowany w Gdańsku 21 stycznia i osadzony w areszcie śledczym przy Rakowieckiej w Warszawie.

Aresztowanie nie było dla mnie niczym nowym. Nie dziwiła mnie też zwyczajna, trwająca jakiś czas, procedura śledztwa. Sytuacja się zmieniła, gdy w pierwszych dniach marca 1988 roku zostałem poproszony na rozmowę, a nie przesłuchanie, z oficerami MSW. Panowie oficerowie nie chcieli już ode mnie żadnych szczegółów dotyczących postępowania procesowego, ale z troską wypowiadali się o stanie gospodarczym Polski i próbowali mnie namówić do jej wspólnego ratowania. Byłem zaskoczony, ponieważ proponowali znacznie większą liberalizację systemu gospodarczego, a potem politycznego niż TKK i warszawska lewicowa opozycja. Było tylko jedno „ale” – Solidarność Walcząca miała zaprzestać totalnego potępiania komunizmu i zaakceptować porozumienie z obecną ekipą rządzącą. W pierwszej chwili pomyślałem, że to powrót  wcześniejszej metody Kiszczaka stosowanej wobec aresztowanych liderów solidarnościowego podziemia, o której pisał Jan Lityński, ale po kilku spotkaniach zauważyłem ich zniecierpliwienie i jakby wiarę w nieuchronność tego, do czego mnie usiłowali przekonać. W którymś momencie nie kryli, że równocześnie prowadzą w tej sprawie „rozmowy” z moimi kolegami z kierownictwa SW pozostającymi na wolności. Kiedy jednak na kolejnym spotkaniu nagle zaproponowali mi wyjazd za granicę, zrozumiałem, że niewiele wskórali u kolegów działających na wolności. Niewiele wiarygodnych informacji docierało do mnie wówczas zza murów,  ale nabrałem przeświadczenia, że musi się dziać coś bardzo ważnego. O tym dowiedziałem się w Rzymie, gdzie trafiłem wraz z Kornelem Morawieckim 30 kwietnia 1988 roku wprost z aresztu przy Rakowieckiej.

2 maja 1988 roku w Rzymie dziennikarze z  RAI 3 (stacja telewizyjna komunistów włoskich) usiłowali mnie namówić do udziału w programie telewizyjnym z dyskusją o najnowszych propozycjach zmian systemowych Gorbaczowa. Oczywiście odmówiłem, ponieważ dopiero wyszedłem z  więzienia i niewiele wiedziałem o ostatnich wydarzeniach politycznych na świecie. Jednak podczas tej prawie dwugodzinnej rozmowy dowiedziałem się o opublikowanym w jakimś południowoamerykańskim piśmie wywiadzie z Gorbaczowem, który  zapowiadał nadejście w najbliższych miesiącach zmian liberalizujących system komunistyczny w bloku wschodnim i gwarantujących trwały pokój w Europie. Nikt wówczas nie rozumiał, o czym on mówi, a ja natychmiast przypomniałem sobie wzmianki dotyczące zjednoczenia Niemiec. Natychmiast rozpocząłem zbieranie informacji, aby zrozumieć, w którym kierunku zmierzają propozycje Gorbaczowa. Przez kraj przelewała się fala strajków, liderzy opozycji robili wszystko, aby nie dopuścić do ich rozwinięcia. Miałem pewność, że te strajki są autentyczne, a tzw. elity opozycji politycznej nie mają nad nimi kontroli. Wkrótce nawiązał ze mną kontakt redaktor  Kultury Paryskiej, Jerzy Giedroyć, i poprosił o spotkanie i rozmowę o sytuacji politycznej w Polsce.

W czerwcu 1988 roku pojechałem nielegalnie do Paryża. Po wielu godzinach rozmów z redaktorem napisałem artykuł o kulisach przygotowań do Okrągłego Stołu, czyli ratowania komunizmu w Polsce i w Europie. Zanim do tego doszło, w Polsce wydarzyło się coś zaskakującego.

Podczas naszego drugiego spotkania redaktor poprosił mnie o pozyskanie dokładnych informacji na temat koncepcji  „Rządu Ocalenia Narodowego”.  Miały się one pojawić w kręgach związanych z episkopatem. Nie było to trudne,  już po kilku dniach wiedziałem o propozycji, jaką Stanisław Ciosek złożył w imieniu gen. Kiszczaka ks. Orszulikowi.

3 czerwca 1988 roku Stanisław Ciosek zaskoczył ks. Orszulika wiadomością, że władze rozważają możliwość powołania rządu koalicyjnego. Oto odpowiedni fragment sprawozdania z rozmów:

Ciosek powiedział, że jest rozważana idea powołania senatu lub izby wyższej parlamentu. W sejmie koalicja rządząca zachowałaby 60–65proc. miejsc. Natomiast w senacie byłoby odwrotnie. Senat miałby prawo wnioskowania, aby kontrowersyjne decyzje sejmu ponownie poddać pod głosowanie, przy czym powinny one wtedy uzyskać większość 2/3 głosów. Ciosek uznał, że pluralizm polityczny w Polsce jest konieczny, zastrzegł jednak, że jest przeciwny pluralizmowi związków zawodowych. Wracał do koncepcji połączenia Solidarności z istniejącymi związkami, przy czym nie musiałyby być one partyjne. Dodał, że ani Amerykanie, ani Niemcy nie mają pluralizmu związkowego.  

Pan Ciosek powiedział, że sprawa rozmów politycznych jest pilna; mogą one nastąpić jeszcze w lipcu br. W przyszłym roku będą wybory do sejmu, a przecież najpóźniej do kwietnia trzeba jeszcze przygotować nową ordynację wyborczą. Powiedział, że prof. Stelmachowski jest otwartym rozmówcą, uważnie wysłuchującym argumentów, elastyczniejszym od pana Wielowieyskiego, który, według niego, myśli bardzo schematycznie i jest uparty.

Redaktor był przerażony wieściami z Warszawy o wielkim zainteresowaniu opozycji demokratycznej tą propozycją, uważał, że jej przyjęcie byłoby zdradą i że nie uzyska ona aprobaty.

Tymczasem część „wielkich” z Warszawy obawiała się, że nie zdąży się „załapać” w pierwszym szeregu naboru Kiszczaka i Stelmachowskiego. Bez wątpienia najważniejszą pozycję w tych rozdaniach ze strony społecznej miał Stelmachowski, a z rządu Ciosek. Oczywiście wszystko uzgadniali z głównym reżyserem, czyli Kiszczakiem. Przypuszczalnie był wtedy wielki nacisk na udział w planowanym podziale władzy. Generałowie jeszcze przed strajkiem w sierpniu 1988 roku  zyskali pewność, że grupa warszawskich graczy poświęci nie tylko Solidarność, aby mieć udział w podziale władzy. Należy podkreślić, że w trakcie późniejszych obrad Okrągłego Stołu ta koncepcja się nie zmieniła, a została jedynie zatwierdzona i ogłoszona jako wspólnie wypracowane stanowisko.

Napisałem wówczas: Koncepcja polityczna ustalona przez ks. Orszulika i gen. Kiszczaka zmierzała do utworzenia nowego, wiarygodnego rządu PRL. W skład owego rządu mieliby wejść tzw. „liberałowie” z PZPR oraz przedstawiciele ze środowisk niezależnych, jak Geremek, Stelmachowski czy Bugaj. Gdyby kwietniowo-majowe strajki osiągnęły większą skalę, służyłyby za czynnik uwiarygodniający tę koncepcję, gdyż wedle niej powinna być zrealizowana  jako element wywalczony przez społeczeństwo.

           W rozmowach z redaktorem wielokrotnie wracałem do wątku planowanego zjednoczenia Niemiec, jednak miałem wówczas przeciw swoim informacjom z tajnego źródła przeciwwagę takich autorytetów, jak Jan Nowak Jeziorański czy Zbigniew Brzeziński. Nie wiem, z kim rozmawiał Jerzy Giedroyć, ale dwa lub trzy razy skomentował moje sugestie słowami: Nasi polscy przyjaciele w Waszyngtonie nic o tym nie wiedzą.

Moja ocena ówczesnej sytuacji geopolitycznej Polski znacznie różniła się od poglądów czołowych przedstawicieli emigracji politycznej. Wyjaśniałem:

           W tym czasie zaszły pewne zauważalne zmiany w układzie światowym, polegające z jednej strony na zdecydowanym wyprzedzeniu przez Zachód bloku komunistycznego w sferze technologicznej, a z drugiej strony na zwiększonym zainteresowaniu USA bliżej nieokreśloną formułą odprężeniową. Sprzyjało tym tendencjom zapoczątkowane przez nowego sekretarza KPZR Gorbaczowa procesu reform (tzw. pieriestrojki) oraz naturalna tendencja ekipy Reagana do jakiegoś spektakularnego zakończenia ośmioletniej kadencji prezydenckiej wielkim politycznym aktem na rzecz pokoju. 

W polityce USA Polska jest widziana jako część bloku sowieckiego i dlatego w stosunku do niej nie ma jakiejś odrębnej polityki. Nie oznacza to jednak, że sytuacja w Polsce nie jest obserwowana w USA i że politykom amerykańskim jest obojętne, co się w Polsce dzieje. Na realne interesy w Polsce w tej strefie (a więc utrzymanie równowagi w Europie) nakładają się takie sprawy, jak problem praw człowieka, zaangażowanie kapitału amerykańskiego (zachodniego), ewentualnie reakcje czołowych przedstawicieli Polonii i polskiej emigracji politycznej.

Kiedy pisałem ten artykuł w paryskim mieszkaniu Ewy Kubasiewicz, nie wierzyłem, że zostanie kiedykolwiek opublikowany. Ostateczna – mocno złagodzona wersja powstała po konsultacjach z Jakubem Karpińskim, który również nie dawał dużych szans na publikację w Kulturze, ale w przeciwieństwie do redaktora uważał, że jeśli tak się sprawy mają, to „warszawka” pójdzie na współpracę z komuną. I poszła.

Andrzej Kołodziej

Cdn.

Poprzedni artykułSmutna rocznica w Waszyngtonie
Następny artykułCo odbudowuje Putin?
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article