18 C
Warszawa
niedziela, 25 września, 2022

Łuskanie cebuli. Rewolucja Farmako…

Must read

Nic w tym naturalnego: laboratoryjnie zremasterowany wirus – przedefiniowana pandemia – modelowe rozprowadzenie patogenu po świecie pod egidą WHO – medialnie sterowana histeria wobec zagrożenia na poziomie sezonowej grypy – odcięcie chorych od służby zdrowia – nieleczenie pierwotnej infekcji – rujnowanie lockdownami narodowych gospodarek – atomizacja społeczna.

      Po dwóch latach tej rewolucji Schwaba-Gatesa-Fauciego-Daszaka, mimo globalnego zasięgu polityczno-medialnej zmowy, uruchomione za sprawą patogenu z Chapel Hill-Wuhan destrukcyjne procesy widać już gołym okiem. Ludziom udało się otrząsnąć z pierwszego szoku i przerażenia, spora część lekarzy pozostała wierna swemu powołaniu, grupa światowej klasy specjalistów w dziedzinie wirusologii, chorób zakaźnych, płuc, a ostatnio także mięśnia sercowego – mimo różnych instytucjonalnych szykan i blokowania ich przez mejnstrim – dotarła ze swym przekazem przynajmniej do części opinii publicznej.  

      Poza tym, nieprzystawalność oficjalnej narracji do tego, co obserwuje się w normalnym życiu, propagandowa niezdarność tych opowieści, nieustanne modyfikacje wersji o ostatniej prostej oraz możliwościach świetnych preparatów oficjalnie zwanych szczepionkami, a potocznie „wyszczepionkami”, załamuje się z konieczności pod naporem faktów. „Wyszczepienie populacji” rzędu 70 proc. miało eliminować maski, społeczny dystans, wykluczyć kwarantanny i zamknięcia całych sektorów społecznego życia… Oraz przywrócić normalność.

Ludzkość versus wirus Daszaka/grypa Fauciego/zastrzyk Gatesa

Nic z tego: zastrzyki w ramię, które – wbrew niedawnym zaklęciom oficjalnych rzeczników infekcji nie chronią ani przed zakażeniem, ani przed zachorowaniem – trzeba w dodatku ponawiać, niewykluczone że do wykorzystania zapasu zamówionych u producentów dawek. Przecież te preparaty jednak działają: według oficjalnych danych, europejskich i amerykańskich, liczba szkód poszczepiennych, jakie pojawiły się w ciągu roku aplikowania tego dziwnego serum wielokrotnie przekroczyła zanotowaną liczbę takich zdarzeń w odniesieniu do wszystkich stosowanych dotąd szczepionek w ciągu ostatnich 30 lat.

      Promotorzy Gatesowej akcji wyszczepienia ponad siedmiu miliardów ludzi ową niespotykaną wcześniej liczbę niepożądanych reakcji na preparat tłumaczą wielką liczbą podanych dawek. Wyjaśniają, że nigdy dotąd nie prowadzono szczepień na taką skalę, co ma uzasadnić nader wysoką bezwzględną liczbę NOP-ów. Tłumaczenie nosi pewne znamiona racjonalności, ale ma też słabe punkty. I to bardzo słabe.

       Przyjrzyjmy się im: po pierwsze, dotąd nie stosowano na masową skalę szczepionek pozostających jeszcze w fazie eksperymentu; a tym razem, tak się właśnie dzieje. Oficjalna propaganda usiłuje ten eksces i skandal zagadać, ale fakt warunkowego dopuszczenia preparatów do obrotu sprawę przesądza. Co więcej, przy kontraktowaniu tych „wyszczepionek” rządzący państwami zostali zmuszeni do uznania, że ich producenci z tzw. Wielkiej Farmacji nie wezmą na siebie żadnej odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne. Szczerze? Dziwię się rządom państw narodowych, w tym wielu przecież poważnych, że na to poszły. Oznacza to bowiem, ni mniej ni więcej, że interesów Big Pharmy strzegą jakieś nieujawniane szerzej, ale wpływowe podmioty, które mają wystarczające środki nacisku nawet wobec rządów państw poważnych, do których Rzeczpospolita niestety się nie zalicza. Tak, rodzaj i typ owej „perswazji” stanowi ciekawy wątek całości, jednak zostawmy go na inną okazję.

      Kolejne ważne pytanie brzmi: dlaczego kiepską szczepionką przeciw infekcji, która jest rodzajem sezonowej grypy, szczepić całą ludzkość, skoro po dwóch latach naprawdę wytężonych starań, żeby lokalnie sfabrykowany patogen rozprowadzić po całym globie, zanotowano zaledwie 304 mln przypadków zakażenia SARS-CoV-2, co oznacza, że sprawa dotyczy, jak dotąd niecałych 4 proc. ludności naszej planety. A aktualna liczba ofiar „demonicznego” covidu-19 (dane według witryny Worldometer) sięga 5,5 miliona przypadków. Co nawet przy mocno szczodrym zaliczaniu przypadków śmiertelnych w ciągu ostatnich 24 miesięcy na rzecz tej szczególnie wyróżnionej przypadłości wskazuje, że odsetek śmiertelności wynosi 1,8 proc. Swoją drogą, etiopski polityk Tedros Adhanom Ghebreyesus, szef WHO, za dopuszczenie do globalnej proliferacji wirusa powinien dostać naprawdę spory wyrok.

Szczepić wszystkich, bo czterech na stu choruje?

Zwalczać grypę Fauciego, na którą po dwóch latach potiomkinowskiej pandemii zapadło niespełna 4 proc. ludności globu, przez szczepienie pozostałych 96 procent?  To przecież absurd, który mógł przyjść do głowy tylko komuś takiemu, co chciał sproszkowaną kurtyną w atmosferze zasłonić Ziemię od Słońca, żeby biednych ludzi, jeśli mu tylko na to pozwolą, uszczęśliwić befsztykiem z soi i elektrycznością z własnych elektrowni, a jakże: termojądrowych. Zdziwieni? Nie, ten gość nie został jeszcze ubezwłasnowolniony. Choć chyba powinien…

      Wychodzi na to, że wśród osób realnie rządzących ziemskim globem są straszni ryzykanci. Będą szczepić wszystkich, bo czterech na stu choruje. Będą szczepić przeciw grypie, na którą nie ma skutecznych szczepionek, bo wirusy tego rodzaju wciąż mutują. Będą szczepić wszystkich, wbrew wybitnym znawcom problemu, którzy twierdzą, że najkorzystniejsza dla człowieka jest odporność naturalna zdobyta w bezobjawowym kontakcie z wirusem lub po przechorowaniu infekcji. Będą szczepić eksperymentalnym eliksirem, który w ciągu roku objawił już całą gamę niebezpiecznych szkód poszczepiennych, z tymi najgorszymi włącznie. Będą wymuszać coraz częstsze szczepienia okresowe, mimo że poważni badacze z Instytutu Roberta Kocha alarmują, że ponawianie takich iniekcji stopniowo degraduje naturalny system odpornościowy osoby zaszczepionej, powodując efekt, który nazwali VAIDS, czyli bagatela: poszczepiennym zespołem nabytego niedoboru odporności. 

      Cóż, kiedy władcom much wydaje się, że wystarczy minister od infekcji mówiący, że szczepionka jest skuteczna i bezpieczna. Że wystarczy wiceminister, który oznajmi, że podczas trwających od roku szczepień w ciągu dwóch tygodni od przyjęcia drugiej dawki zmarły tylko 33 osoby, a przecież brak pewności, że to w związku z otrzymanym zastrzykiem, bo przecież wyników sekcji zwłok (o ile w ogóle zostały wykonane) nikt nie opublikuje. Czują się pewnie, bo wciąż nad mejnstrimowym przekazem panują, bo w razie potrzeby niesubordynowanym kolegom środkowym palcem pogrozi eks-dziennikarka Lichocka, a słusznej postury europosłanka Mazurek z odległej Brukseli upomni nieposłusznych PiS-owców pod Wawelem…

      Ci, którzy liczą na praktyczny monopol informacyjny w mediach głównego nurtu, nie biorą pod uwagę, że po roku upowszechniania czterech preparatów poziom zachorowań niestety wcale się nie zmienił. Że wbrew przekazom medialnym częściej chorują i to ciężko, z koniecznością pobytu w szpitalu, osoby zaszczepione. Że przypadki śmierci po otrzymaniu kolejnej dawki szczepionki, nieraz śmierci niemal natychmiastowej, bo najgroźniejsze są pierwsze dwie-trzy doby po iniekcji, choć nie przedostają się do mediów, to jednak szokują rodziny ofiar, a dzięki nim – upowszechniając się w kręgach towarzysko-środowiskowych – pośrednio, choć w ograniczonym zasięgu, przedostają się do opinii publicznej. I są szczególnie mocno odbierane przez osoby, które do proszczepiennej agitacji (hulajnogi, loterie, plakaty z powstańcami warszawskimi!) podeszły z pełną ufnością i dobrą wiarą.

PSNLiN i Ordo Medicus nadal z Hipokratesem

Można oczywiście uznać. że witryna o gorzkiej nazwie Takniewiele.pl (jest szkód poszczepiennych) ewentualnie konto jab_injuries_poland na Instagramie to chwilowe, słabo dopracowane, więc przez to niezbyt wiarygodne akcje w mediach społecznościowych… Natomiast już ignorowanie sugestii Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców (PSNLiN) albo też ruchu Ordo Medicus, czyli oddolnej inicjatywy społecznej lekarzy i naukowców, która powstała „w reakcji na antynaukowe, antyspołeczne, antyekonomiczne i często bezprawne zarządzanie kryzysem koronowirusowym przez polski rząd i jego doradców medycznych” – wydają się sporym błędem rządzących.

      Krytyka prowadzonej od blisko dwóch lat, nie tylko w Polsce, walki z epidemią o mocno niejasnych źródłach pozostaje niestety celna. M.in. czytamy w witrynie Ordo Medicus, że takie zarządzanie sytuacją kryzysową „doprowadziło w roku 2020 w Polsce do najwyższej w Europie liczby nadmiarowych zgonów, spowodowanych głównie nie przez Covid-19, ale przez sparaliżowanie służby zdrowia i zaniedbanie opieki zdrowotnej ludzi cierpiących na inne schorzenia aniżeli Covid-19”. Przyjęte na zasadzie papugowania zagranicy środki i ograniczenia sanitarne, powodując częściowy paraliż gospodarki czy szkolnictwa, doprowadziły „do gwałtownego wzrostu depresji, stanów lękowych, samobójstw, osłabienia układu immunologicznego oraz upadku życia kulturalnego i religijnego”.

     Wymowę tej diagnozy wzmacnia nie tylko fakt, że sformułowane wnioski brzmią dość podobnie jak podpisana przez specjalistów światowej klasy Deklaracja z Great Barrington, z października 2020, ale głównie dlatego, że mechanicznie powielana w demokratycznym świecie „strategia walki z modnym wirusem” wyrządza szkody: zdrowotne, gospodarcze, polityczne. Nie pozostając w żadnym czytelnym związku, że stanem rzetelnej wiedzy o wirusach, szczepionkach i skutecznym zwalczaniu realnych zagrożeń. 

Omikron, Flurona i inne rewolucyjne zaklęcia

Wygląda na to, że światowe i krajowe tuzy decydujące o strategii, a także taktyce zwalczania tej szczególnie hołubionej przez rządzących infekcji nie wiedzą, iż mutowanie, zwiększanie zaraźliwości przy jednoczesnym traceniu jadowitości jest po prostu sposobem bycia każdego wirusa, nawet sztucznie podkręconego, który chce w ten sposób przedłużyć szanse swego istnienia. W przeciwnym razie, nie wygłupialiby się z kolejną falą medialnej histerii wokół omikrona.

      Przeciętny internauta, obyty nieco z angielskim lub z narzędziem tłumaczącym Google’a może w sieci znaleźć i przeczytać komunikaty naukowe z badań, których wyniki zapowiadają rychłe stępienie złowrogich, zaostrzonych w spec-laboratoriach pazurów SARS-CoV-2. Wygląda na to, że jedynie medialni frontmeni Rady Medycznej przy Premierze tego jeszcze nie przeczytali. Albo realizują jakąś inną, tajemniczą strategię, która ma niewiele wspólnego z troską o zdrowie oraz życie Polaków. I straszą, straszą, straszą… już od dwóch lat.  

      Ludzie nie lubią być straszeni, oczekują raczej rozmowy, prezentacji rzetelnych argumentów, do których w normalnej rzeczywistości dochodzi się w naukowym sporze, w dyskusji, w zderzeniu racji czy konfrontacji stanowisk. Zamiast tego mamy pokaz ponadpartyjnej (z wyjątkiem Konfederacji) stuprocentowej jednolitofrontowości, ostrą agitację proszczepionkowych akwizytorów, wyczuwalną presję wobec Polaków, a ostatnio nawet zmuszenie pani kurator Barbary Nowak z Krakowa do złożenia samokrytyki za słowa prawdy. Wypisz, wymaluj sanitaryzm jak za Stalina. Tyle że wujek Koba zwalczał odmienne stany świadomości, a czwórka Gates-Fauci-Daszak-Schwab uparła się na mierzenie temperatury i szpryce.

Waldemar Żyszkiewicz

Poprzedni artykułGO 262 Przegląd gazety OBYWATELSKIEJ
Następny artykułGeografia
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article