9,9 C
Warszawa
wtorek, 24 maja, 2022

GRANICE ANTYPOLSKOŚCI

Must read

Państwo położone w miejscu takim, jak Polska, zawsze będzie celem ataków. Jeśli nie doprowadzają one do jego likwidacji – skupia ono na sobie wyjątkową ilość wszelkiego rodzaju wrogich działań. Tak było wtedy, gdy po obu stronach I Rzeczpospolitej wypoczwarzyły się satrapie ruska i pruska. Nie inaczej było w okresie międzywojennym. I coraz więcej wskazuje na to, że ze standardem tym mamy do czynienia także dziś.

Media obrzydzające Polaków do polskości czy działające na terenie Polski siły polityczne o wrogich Polsce celach – to rzeczywistość znana u nas od pokoleń. W 1918 mieliśmy uliczne demonstracje przeciwników niepodległości, w 1939 kwietne bramy witające armie przybywające, by ją zabić. Między jednym faktem a drugim na terenie II RP działały (nielegalnie, ale na dużą skalę) partie o programach jednoznacznie wyrażających dążenie do likwidacji naszego państwa. Trzeba być nie tylko krańcowo naiwnym, ale i ślepym by liczyć na to, że dziś z procederem takim możemy nie mieć do czynienia.

Szkody można państwu wyrządzać na wiele sposobów. Od dziesięcioleci zajmują się tym działające w Polsce media, ośrodki polityczne, naukowe czy kulturalne, upowszechniające w świecie załgany obraz zarówno współczesności, jak i przeszłości naszego kraju. Status normy ma już w Polsce to, że kiedy jest w jakikolwiek sposób atakowana, natychmiast aktywizują się sprzymierzeńcy agresorów. Wewnątrz – polskich sojuszników mieli przecież agresorzy szwedzcy, tureccy, moskiewscy, potem wszyscy trzej zaborcy, nie inaczej kolejni najeźdźcy z zachodu i wschodu. Ma ich też dzisiaj Putin i Łukaszenko.

Gorzej, gdy przeciw fundamentalnym interesom państwa występują osoby funkcjonujące w jego organach. Z tym zjawiskiem mamy do czynienia w sądownictwie, w którym pojawiają się indywidua swoimi decyzjami rozsadzające konstytucyjny ład prawny. Z tym samym, gdy politycy teoretycznie reprezentujący polskich obywateli, na arenie międzynarodowej dążą do osłabienia czy to polskiej gospodarki czy zakresu polskiej suwerenności. Równie żle jest wtedy, gdy oficjalni przedstawiciele państwa, powołani do obrony jego interesów, otwarcie głoszą opinie w najwyższym stopniu z nimi sprzeczne.  De facto mamy wtedy do czynienia ze zdradą stanu. Natychmiastowe odwołanie z pełnionej funkcji oraz dożywotni zakaz zatrudnienia na jakichkolwiek stanowiskach państwowych to w takich przypadkach minimum minimorum oczywistych konsekwencji. Ale – czy wystarczające? Żyjemy w kraju w swej historii doświadczonym np. naczelnym dowódcą wojskowym, który na likwidację państwa, którego obroną miał dowodzić, zareagował wnioskiem o treści: „Jeśli Polski już nie ma to chyba jestem Rosjaninem”. Bezkarność takiej postawy równa się jej upowszechnianiu. Tę właśnie bezkarność czytelnicy Sienkiewicza znają choćby z ubolewań Zagłoby widzącego na swej drodze pałac Bogusława Radziwiłła. Onufry herbu Wczele wyraził wtedy obawę, czy może przetrwać państwo, w którym włos nie spada z głowy komuś, kto zadał mu tak dotkliwe ciosy.

Ekskrementy antypolskich mediów czy równie antypolskie wymiociny filmowe, teatralne, plastyczne, literackie rozumieć można jako cenę, jaką płacimy za dobrodziejstwo wolności słowa. Kały te towarzyszą nam od pokoleń, są częścią polskiej codzienności. Mamy jednak do czynienia także z działaniami, których do żadnych obywatelskich swobód zaliczyć nie sposób. Od tego, czy także one będą bezkarne zależeć może to, czy w przyszłości swoje państwo będziemy mieli, czy też nie.

Artur Adamski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article