9,9 C
Warszawa
wtorek, 24 maja, 2022

Targowisko medialne

Must read

Rację ma ten, kto najgłośniej krzyczy, zaniżając jakość i cenę swoich produktów.

Wieloletnia propaganda moskiewskiego marksistowskiego barbarzyństwa przeszła prawie niezauważalnie w promocję brukselskiego neomarksistowskiego neobarbarzyństwa. Skuteczność tej pierwszej sprawdziła się w PRL-u, a teraz testuje się drugą. Rezultaty są obiecujące, bo większość społeczeństwa wypowiada się pozytywnie o przynależności do UE. Nie inaczej jest z pojmowaniem statusu mniejszości, która w postępowym społeczeństwie powinna mieć te same prawa, co większość, a nawet należą się jej przywileje. Bo co innego demokracja, a co innego prawa mniejszości.

Cokolwiek by mówić o regulatorach rynku medialnego, to manipulatorsko-perswazyjna siła rażenia mediów polskojęzycznych jest tak sprawna (i przydatna), że może przekonać społeczeństwo nawet o konieczności wpisania aborcji do unijnej karty praw podstawowych. Po latach intensywnej obróbki medialnej wzrosła tolerancja (aż do aprobaty) wobec energii jądrowej, choć nie ma ona wiele wspólnego z ochroną środowiska naturalnego (konieczność składowania odpadów). Udało się też wdrukować pogląd, że polski węgiel to największy wróg postępowej ludzkości, zaś przymusowa dekarbonizacja jest warta utraty suwerenności energetycznej. Nie wiadomo, czy zmiany klimatyczne rzeczywiście występują, ale wiadomo, że są groźne i trzeba z nimi walczyć.

Tymczasem w mediach uwidaczniają się podobne wybiegi, jak placówki pocztowe w sieciach handlowych. Zagraniczni nadawcy radiowi mają obowiązek emitowania polskiej muzyki przez 30 proc. czasu antenowego, ale robią to nocą. Natomiast zwiększenie udziału polskich artystów-muzyków z 33 proc. do 50 proc. w mediach publicznych jawi się opozycji jako zamach na wolność słowa, tak jak ograniczenie udziału kapitału zagranicznego w mediach komercyjnych.

Niezależnie od tego trwa bezpardonowa walka o tzw. cytowalność, w której treść przekazu nie ma wielkiego znaczenia. Wystarczą fake-newsy. Właśnie doniesienia prasowe stały się wystarczającym dowodem do powołania specjalnej komisji senackiej, badającej skargi na podsłuchy w sprawie  Pegasusa – zdaniem opozycji ingerującego w prywatność obywateli.

Narodowość kapitału

W setną rocznicę Bitwy Warszawskiej, należące do niemiecko-szwajcarskiego koncernu portal Onet i tygodnik „Newsweek”, zamieszczają teksty kwestionujące znaczenie tego historycznego zwycięstwa. Było to przecież także wyzwolenie się od bismarckowskiego kulturkampfu, czyli zaprzeczenie niemieckiej racji stanu. Polskojęzyczne media propagują niemiecką narrację historyczną (a nawet rosyjskie kłamstwa o losach jeńców wojennych w 1920 roku) przy zupełnej obojętności i nieodpowiedzialności regulatorów polskiego rynku medialnego.

Oczywiste postulaty repolonizacji mediów natrafiają na opór opozycyjnych posłów, powołujących się na niewidzialną rękę rynku czy wolność słowa. Jak wiadomo, wolne media to te, które znajdują się w rękach obcego kapitału. Nie inaczej uważają posłowie Konfederacji: – Nie wyobrażam sobie, żebyśmy poparli ingerencję w wolny rynek. Nie zgadzam się z tym, że złe jest to, iż media mają właścicieli z innych państw – mówił Artur Dziambor w PR 24.

Struktura właścicielska mediów działających w naszym kraju to fenomen na skalę światową. Trudno znaleźć drugą taką kolonię medialną. Niemniej jednak funkcjonuje ona jako uświadomiona konieczność, mimo oczywistej patologii. Oto polskojęzyczne media poczynają sobie jak partie polityczne, wpływając na elektorat czy dyskredytując rządzących. Tym samym wykraczają poza przypisaną im ustawową rolę rzetelnej informacji.

Gdy w 2020 roku PKN Orlen wykupił od niemieckiego wydawcy ponad sto siedemdziesiąt tytułów prasowych (w tym dwadzieścia dzienników lokalnych), ponad pięćset portali internetowych, drukarnię, agencję informacyjną obsługującą prasę lokalną – oburzeniom nie było końca. Protestujący nie mogli wyobrazić sobie, że polskie media mogą być niepolskojęzyczne.  – To poważny cios w wolność słowa i wolność prasy – krzyczała opozycja.  – W dzisiejszych czasach właściciel zagraniczny jest często gwarantem niezależności – argumentowano.

Byłby to dopiero pierwszy krok na trudnej drodze do repolonizacji i dekoncentracji mediów. Perypetie ze sprowadzeniem struktury właścicielskiej TVN do ustawowych wymagań wskazują, że niełatwo będzie pozbawić czwartą władzę odium piątej kolumny.

Interes do zrobienia

Odbiorcy największych komercyjnych stacji telewizyjnych są tak tolerancyjni (sformatowani), że nie przeszkadza im nomenklaturowo-agenturalna przeszłość ich założycieli. Co się zaś tyczy stacji, to tłuką kasę, stosując kreatywnie agresywną optymalizację podatkową. Pracownicy tych stacji, zabawiają się w politruków, przesłuchujących zaproszonych gości. I to się opłaca (nawet na umowie śmieciowej). Można się dorobić i funkcjonować jak celebryta.

Popularne programy talk-show są tanie w produkcji, a przynoszą spore zyski (oglądalność) z towarzyszącej im oprawy reklamowej. Widzom nie przeszkadza, że dają zaledwie pozory intymności czy szczerości wyznań osób publicznych. Nieważny jest w nich również ekshibicjonizm, byleby temat wywoływał skandal, szokował seksem, uzależnieniami, konfliktami rodzinnymi, nie mówiąc o wulgaryzmach.

W takim widowisku próżno szukać prawdy o życiu czy rzeczywistych faktach. Inscenizacje w studio, uprzednio rejestrowane – są sugestywnym, ale atrakcyjnym oszustwem. Zaś prowadzący je po prostu udaje, że jest w bliskim kontakcie z rozmówcą i publicznością. To on sugeruje widzom, że dzięki plotkom mogą poznać i zrozumieć osoby publiczne bądź zwykłych ludzi – bohaterów tych spektakli.

Grasujące na rynku medialnym zagraniczne koncerny osiągają krociowe zyski. Sprzyjają im firmy, badające oglądalność, od której zależy cena reklam, oraz domy medialne handlujące reklamami. Jednym słowem – żyć nie umierać. Liczą się zyski nie tylko w pieniądzach. Nadawcy realizują przecież określoną linię programową, stosując odpowiednią narrację polityczną. Wpływając na świadomość społeczną, podpowiadają widzom, jakich wyborów politycznych powinni dokonać.  Formatują elektorat, kreują polityków. To zyski równie cenne jak finansowe.

Tresura umysłów

Statystyczny telewidz spędza przed odbiornikiem ok. 4,5 godziny dziennie. Jest w czym wybierać, bo nadawcy przenieśli programy informacyjno-publicystyczne do kanałów tematycznych, zaś w tych głównych emitują tasiemcowe seriale, talk-show, produkcje o charakterze rozrywkowym. Telewizyjna rzeczywistość śmieszy, tumani, przestrasza.

Sugestywny obraz telewizyjny wywołuje emocje rzutujące na myślenie i zachowanie odbiorców. Nawet nie zauważają, że stają się innymi ludźmi, że żyją w nierzeczywistej rzeczywistości. Nie ulega wątpliwości, że tak zniewolonym człowiekiem można dowolnie sterować, co właśnie wykorzystują przywłaszczyciele zbiorowej świadomości.

Programy informacyjne po przekazaniu co ciekawszych newsów stają się kłótliwymi debatami lub widowiskami wyglądającymi jak przedstawienia rozrywkowe – i to rzuca się w oczy. Bo nie chodzi o dostarczenie widzowi rzetelnych wiadomości, lecz o zawoalowaną manipulację. Badania wykazują, że oglądanie wiadomości telewizyjnych nie przyczynia się do lepszego zrozumienia otaczającej widza rzeczywistości. To przecież telewidzom niepotrzebne, bo mają być  zaprogramowani przez macherów medialnych do właściwego postrzegania świata. Jak wynika z sondaży, już jedna na cztery osoby zmieniła zdanie na temat homoseksualizmu czy LGBT pod wpływem przekazów telewizyjnych.

Inżynieria społeczna wymaga stosowania odpowiednio spreparowanego języka, w którym przeinaczanie tradycyjnych pojęć czy reinterpretacja znaczeń to tylko niektóre jej narzędzia. Dla postkomunistów konserwatyści to po prostu faszyści. Przeciwstawiający się zielonym utopiom – to „świnie ekologiczne”. Wątpiący w tzw. zmiany klimatu to godni wykluczenia społecznego „negacjoniści klimatu”.

Piętnowanie przeciwników politycznych czy ideologicznych jest formą przemocy, ale – jak widać – cel uświęca środki. Przemocą jest także stosowanie kłamstwa, które powtarzane wielokroć może uchodzić za prawdę, choć w rzeczywistości jest rodzajem terroru. Warto więc w tej sytuacji przypomnieć słowa Jana Pawła II: Gdzie przekazywana jest prawda, objawia się również potęga dobra i blask piękna, a człowiek, który ich doświadcza, nabywa szlachetności i kultury.

Regulatorzy

KRRiT, działająca w latach 2010-2016 pod przewodnictwem Jana Dworaka, zabetonowała polski eter zagranicznymi koncernami i lewicowo-liberalną ideologią. Nastąpiła daleko idąca koncentracja obcego kapitału w przedsięwzięciach medialnych, łączących stacje telewizyjne i rozgłośnie radiowe z wydawnictwami prasowymi i portalami internetowymi. Działają one jak monopoliści (czy oligopoliści), za nic mając krajowe czy unijne ograniczenia ustawowe.

Zresztą nie bez poparcia macierzystych państw. Gdy KRRiT nałożyła karę na TVN za jakieś uchybienia programowe – spotkała się z ostrą reakcją amerykańskiego Departamentu Stanu. Gdy przywołała tę stację do zmian struktury właścicielskiej (zgodnie z krajowym i unijnym prawem), protestowali nie tylko Amerykanie, ale także polska opozycja.

W sytuacji kolonializmu medialnego trudno mówić o wolnym rynku czy uczciwej konkurencji. Polscy obywatele mają niewielkie szanse na stworzenie koncernów medialnych, skutecznie konkurujących z zagranicznymi. Ponieważ unijne ustawodawstwo zakazuje preferencji rodzimego kapitału, nie można przeprowadzić repolonizacji mediów. Dlatego podejmowane są próby dekoncentracji kapitału w mediach, działających w naszym raju. Jednak nie widać rezultatów, podobnie jak nie udało się wprowadzić podatku od wpływów z reklam w mediach. A przecież nie ulega wątpliwości, że rynek reklam zdominowały zagraniczne koncerny.

Tymczasem wystarczy powołać się na unijne regulacje. Określają one, że udział czterech największych firm medialnych nie może przekraczać połowy danego rynku, bo wówczas pluralizm jest zakwestionowany. W naszym kraju mamy właśnie z taką sytuacją do czynienia. Nikt jednak nie wyciąga z niej konsekwencji praktycznych.

Podobnie jak z przestrzeganiem ustawy o radiofonii i telewizji. Nakłada ona na media publiczne i komercyjne obowiązek poszanowania chrześcijańskiego systemu wartości. Jak wygląda szacunek dla przekonań religijnych w mediach działających w naszym kraju – każdy widzi.

Jerzy Pawlas

Poprzedni artykułWspomnienie
Następny artykułWOLNOŚĆ NA RYNKU MEDIÓW
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article