9,9 C
Warszawa
wtorek, 24 maja, 2022

Sytuacja na Ukrainie i jej  ocena w Grecji

Must read

Postrzeganie konfliktu ukraińsko-rosyjskiego, jego przyczyn i dynamiki, nie jest wcale jednoznaczne w wypowiedziach medialnych czy w zwykłych rozmowach, pomimo wydawałoby się zerojedynkowej faktologii wskazującej wyraźnie agresora i stronę broniącą się.

       Podobnie jest i w Grecji, gdzie główne media dość wiernie i w miarę obiektywnie przekazują wiadomości o sytuacji w tym „zapalnym” rejonie, ale w publicznej narracji jest wiele głosów relatywizujących zdarzenia czy wręcz zamieniających ofiarę w sprawcę lub odwrotnie. Jest to oczywiście skutek czasem prymitywnej, ale dość skutecznej propagandy, w jakiej specjalizuje się Moskwa od dawna korzystająca z całej armii płatnych trolli i pożytecznych idiotów.

       W Grecji dodatkowo ogromną rolę odgrywają historyczne sentymenty  Greków do Rosjan z przełomu XVIII i XIX w. za pomoc udzieloną przez cara greckim powstańcom walczącym o wyzwolenie się spod trwającego czterysta lat tureckiego jarzma. Oczywiście Rosja zwalczała osmańskie imperium dla swoich celów politycznych, ale w myśl zasady „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”, sympatia dla wschodniego mocarstwa jest w greckim społeczeństwie ogromna. Ma znaczenie też wspólnota religijna wynikająca z dominującego w obu  krajach prawosławia. Nawet niektórzy przedstawiający się jako eksperci od wschodniej Europy, a Rosji szczególnie, powielają rosyjską narrację, która akcentuje dwa główne argumenty. Pierwszy, że Zachód w latach 90. obiecywał powstrzymanie się od rozszerzania NATO w kierunku wschodnim i drugi wskazujący na próby „okrążania Rosji” i militarne zagrożenie ze strony Ukrainy, Gruzji i państw bałtyckich! Podaje się przy tym różne parametry, na przykład jak niedaleko jest z Ukrainy do Moskwy czy z Łotwy i Estonii do Petersburga w kontekście zasięgu ostrzału rakietowego. Dla bliskich sąsiadów rosyjskiego imperium boleśnie  doświadczonymi „niedźwiedzią przyjaźnią” te argumenty brzmią co najmniej niewiarygodnie. Jednak w zachodniej Europie i Grecji ich siła jest dużo większa. Próby przekonywania rozmówców i wyprowadzenie ich z błędu nie jest wcale łatwe, gdyż wymaga dużej wiedzy historycznej i orientowania się w sytuacji politycznej. W krótkich, okazjonalnych dyskusjach trudno przedstawić wszystkie aspekty zagadnienia dla wyciągnięcia logicznych wniosków. Jedynym sposobem wypróbowanym przeze mnie jest odniesienie się do doświadczeń interlokutorów. Dla zobrazowania tej metody przytaczam zdarzenie sprzed dwóch  miesięcy, gdy do Grecji docierały informacje o kryzysie migracyjnym na granicy polsko-białoruskiej. Byłem w towarzystwie znajomego Greka, gdy nagle usłyszeliśmy w greckim radiu krótki dwuzdaniowy komunikat. Pierwsze zdanie: grupa emigrantów znajdująca się pomiędzy Białorusią a Polską koczuje w bardzo ciężkich warunkach i wymaga natychmiastowej humanitarnej pomocy; a drugie zdanie dotyczyło źródła podanej wiadomości, jakiejś białoruskiej agencji informacyjnej. Znajomy Grek wyraził pogląd, że Polska mogłaby wpuścić tych biednych ludzi, ostatecznie jest ich tylko kilkudziesięciu. Spytałem go, czy pamięta, co się działo dwa lata temu nad rzeką Ebros, gdy Erdogan próbował zastosować podobny szantaż z uchodźcami i czy wtedy owi uchodźcy znajdowali się „pomiędzy” Turcją a Grecją. Odpowiedział, że byli na terenie Turcji. Więc wytłumaczyłem mu krótko, że i ci imigranci nie znajdują się „pomiędzy”, bo między Białorusią a Polską podobnie jak między Turcją a Grecją nie ma „ziemi niczyjej”, jakiejś strefy neutralnej. Użyty przez białoruską agencję i machinalnie powtórzony w greckim dzienniku przyimek „pomiędzy” miał zasugerować opinii publicznej, że polski rząd nie reaguje na cierpienia biednych, zagubionych uchodźców.

      Analogicznie w obecnej sytuacji, aby zbić fałszywą argumentację Kremla o rzekomym zagrożeniu militarnym i konieczności obrony mniejszości rosyjskiej w innych krajach byłego ZSRR usprawiedliwiającymi rosyjską interwencję, nie wystarczy analiza przyczyn i wzajemnych relacji ukraińsko-rosyjskich oraz całej politycznej szachownicy Europy Wschodniej. To tak, jakby tłumaczyć komuś spoza Bałkanów skomplikowane często nieracjonalne układy, konflikty, wojny, zmiany granic w tym rejonie nie bez kozery zwanym‚ „bałkańskim kotłem”. Obawiam się, że nawet kilkugodzinny wykład niewiele by pomógł w zrozumieniu realiów tego regionu. Dlatego też efektywny,  choć uproszczony sposób w dyskusji na te odległe tematy winien się opierać na skojarzeniach bliskich rozmówcom. Tak się składa, że od ponad dwóch lat turecka polityka zagraniczna z różnych powodów zwiększa systematycznie swój potencjał agresji wobec Grecji i Cypru, podważając jednocześnie traktat z Lozanny 1923 roku  oraz kwestionując prawo morza (chodzi o tzw. konwencję jamajską z 1982 roku firmowaną przez ONZ, której Turcja nie podpisała).Turcja podobnie jak Rosja uważa, że utrzymywanie jednostek wojskowych na wyspach Lesbos, Leros, Kos, Chios i innych znajdujących się niedaleko wybrzeży tureckich, zagraża bezpieczeństwu państwa, które po USA jest najsilniejsze w NATO. Turcja Erdogana, nie bez powodu zwanego sułtanem, chcąc realizować swoje imperialne ambicje, tak samo jak Rosja Putina wysuwa wobec swego zachodniego sąsiada wygórowane żądania, równocześnie prowokując różne epizody typu casus belli, naruszając niemal codziennie przestrzeń powietrzną lub morską Grecji albo stosując wspomniany szantaż uchodźczy. Na szczęście coraz częściej pojawiają się w mediach politycy, politolodzy i dziennikarze, którzy zauważają i nagłaśniają  podobieństwo działań i propagandy obu autorytarnych reżimów.  Podobne obawy wywołuje w Grecji sprawa mniejszości narodowej.  Społeczność na wschodniej Ukrainie i  Krymie jest skutecznie używana do destabilizacji państwa i jego rozbijania przez autonomizację obszarów zamieszkiwanych przez tę grupę. Rosyjska narracja o prześladowanej mniejszości znajdowała i dalej znajduje zrozumienie u wielu osób. Aby wzbudzić inną refleksję niż podsuwaną przez Rosję, trzeba się odwołać do przykładu greckiej Tracji. Mieszka tu duża społeczność muzułmańska, w której przeważają Turcy będący pod dużym wpływem tureckiego konsulatu w Salonikach i Komotini. Greckie władze były wiele razy oskarżane przez Ankarę o dyskryminowanie tej mniejszości i nie jest tajemnicą, że rząd turecki przeznacza spore fundusze na szerzenie propagandy tureckiej wśród tej społeczności. Wielu Greków zdało sobie nagle sprawę, że popieranie takich separatystycznych dążeń w innych krajach może być destrukcyjne dla jedności i niepodzielności Grecji. Nie tak odległa jest przecież historia Cypru. W 1973 roku turecka armia pod pretekstem obrony mniejszości tureckiej, stanowiącej mniej niż 10 proc. całej społeczności cypryjskiej, zajęła niemal pół wyspy i  do dziś ją okupuje wbrew różnym rezolucjom ONZ. Zresztą trwający od jakiegoś czasu rosyjsko-turecki flirt widoczny czy to w Syrii, czy w Libii, współpraca gospodarcza między dwoma krajami, a zwłaszcza zakup rosyjskiego uzbrojenia nadużył zaufania, jakim naiwnie obdarzano przez lata rosyjskiego niedźwiedzia.

      Przyczyniła się też do tego odczucia dziwna bierność Rosji w wojnie o Górny Karabach między Armenią a Azerbejdżanem. O ile Turcja w sposób niezawoalowany wspierała Azerów, posyłając im broń (w tym swoje sławne drony), a nawet doradców wojskowych, to Rosja była nieobecna i obojętna na porażkę swych teoretycznie sojuszników. To też zostało w Grecji zauważone, a komentarze były nieprzychylnie dla Rosji.

Żyję wśród Greków wiele lat spotykam, się z nimi i uczestniczę w dyskusjach, które są zwykle żywe i pełne emocji, jednak nie brakuje w nich uprzedzeń, mitów i propagandowych haseł. Choć biegle mówię po grecku, nie  umiałbym wyjaśnić im wszystkich aspektów historii Europy Wschodniej przez wiele dziesięcioleci odizolowanej od świata zachodniego, lekceważonej i niezrozumiałej, w której jedynym protagonistą było ogromne mocarstwo rosyjskie albo w formie ustrojowej caratu, albo zbrodniczego ZSRR. Dlatego w rozmowach próbuję przedstawić współczesne odległe problemy, zestawiając je z lokalnymi, które rozmówca dobrze zna.

Mam nadzieję, że zachodnie społeczeństwa, a także greckie, z czasem uodpornią się na nasilającą się fałszywą propagandę, która jest głównym elementem wojny hybrydowej.

Andrzej Bafalukosz

Poprzedni artykułGO 264 Przegląd gazety OBYWATELSKIEJ
Następny artykułKORZENIE ROSJI
- Advertisement -spot_img

More articles

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article