17 C
Warszawa
niedziela, 25 września, 2022

KTO PO UKRAINIE?

Must read

Na pytanie o dalszy ciąg rosyjskich agresji w przypadku, gdyby bandytom Putina udało się pokonać Ukrainę, próbował odpowiedzieć najwybitniejszy historyk polityki XX wieku prof. Marek Kornat.

Nawiązując do sławnego przemówienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego,  stwierdził, że kolejność ekspansji byłaby jednak inna. W Moskwie na pewno wiedzą, że atak na Litwę, Łotwę i Estonię bez wątpienia maksymalnie zmobilizowałby Polaków, czyniąc nasz kraj trudniejszym przeciwnikiem dla Rosji. Dlatego pierwszym celem ataku Rosji byłaby właśnie Polska. Pokonanie najpierw właśnie nas sprawiłoby, że kraje bałtyckie oceniłyby wszelki opór jako daremny, prawdopodobnie nikt by go tam już nie stawiał i te kraje Rosja wzięłaby „za darmo”. Prof. Marek Kornat zauważył, że właśnie tak postąpił Stalin w roku 1939. Wychodząc ze słusznego założenia, że bez niepodległej Polski Litwa, Łotwa i Estonia nigdy by nie odzyskały niepodległości, a bez istnienia Polski nie zdołałyby przetrwać choćby roku, w pierwszej kolejności doprowadził do zlikwidowania właśnie naszego państwa. Dopiero rozprawienie się z kluczową w tej części Europy, Polską, otworzyło Rosji perspektywę kolejnych podbojów, takich jak rozbiór Rumunii czy bombardowanie Helsinek i najazd na Finlandię.

I właśnie nienależące do NATO Finlandia, Mołdawia i Szwecja mogłyby być też tymi celami rosyjskich podbojów, na jakie Putin ze swoją bandą mógłby uderzyć jeszcze przed atakiem na Polskę.

Wojna, z wielkim katalogiem różnych form dywersji, jest dzisiaj najważniejszym rosyjskim produktem eksportowym. Tym bardziej, że nawet dziurawe sankcje ograniczają Rosji możliwość sprzedaży surowców, a porażki na frontach ukraińskich skompromitowały ją jako producenta wartościowego uzbrojenia. Ten fakt też przyniesie straty rosyjskiej gospodarce. W Tbilisi prezydent Kaczyński mówił m.in. o „świetnie nam znanej twarzy Rosji, którą znów nam ona w pełnej okazałości pokazała”. Tę odwiecznie odrażającą twarz nienasyconego agresora można zobaczyć, po prostu spoglądając na mapę. W zachodniej czy południowej części Europy żyją sobie, często od wielu już stuleci, różne malutkie państwa. Takie, jak Lichtenstein, Luksemburg. San Marino, Andora czy Monako. Połowa z nich należy do najbogatszych na świecie, żadne nie ma poważnych sił zbrojnych, ich sąsiedzi mogliby je zająć w ciągu godziny. A jednak te państewka od stuleci cieszą się bezpieczeństwem, pokojem, podmiotowością. I popatrzmy na Rosję, która jest największym  molochem planety, zaczynającym się nad Bałtykiem, a kończącym u brzegów Japonii. Ten żarłoczny kolos od wieków wchłania wszystko, co tylko może wchłonąć. Odebranie Krymu kilkadziesiąt razy mniejszej Ukrainie fetowały radosnym śpiewem i tańcem setki tysięcy mieszkańców Moskwy. Czort wie, czy tej odrażającej hołocie więcej rozkoszy sprawiło przyklejenie do swej mapy jeszcze jednego skrawka czyjejś ziemi czy upokorzenie kolejnego, wielekroć mniejszego sąsiada? Polacy należą do tych narodów, które znają od wielu pokoleń nienasyconą rosyjską pazerność, jej niepohamowaną żądzę grabieży i krzywdzenia innych. Nawet po rozkrojeniu Polski dyktatami z Jałty i Poczdamu rosyjskiemu potworowi ciągle było mało. Na przełomie 1945 i 1946 roku tysiące polskich rodzin, wygnanych z ziem wcielonych do ZSRS i osiedlonych na północy Mazur znów musiało się przenosić. Stalin wraz z resztą swych psychopatów wpadł bowiem na pomysł skorygowania linii odgraniczającej podbitą i sowietyzowaną Polskę od tzw. Obwodu Kaliningradzkiego. Zamiast odkreślonego linijką pierwotnego biegu granicy nagle nadano jej bieg nieco zaokrąglony. Oczywiście kosztem Polski, której znów odebrano wtedy dziesiątki miejscowości. W 1951 roku ta sama banda oprawców z Kremla dowiedziała się o wielkich i łatwych do wydobycia złożach węgla, położonych w rejonie prastarego polskiego miasta Bełz. Wymusiła więc korektę granicy, odbierając nam historyczne miasto i liczne mniejsze miejscowości wraz z terenami wyjątkowo bogatymi w cenne surowce. „Rekompensatą” miał być pozbawiony jakiejkolwiek zabudowy i gospodarczo bezwartościowy skrawek Bieszczadów.

Zdawałoby się, że rozważania na temat terytorialnych podbojów powinny należeć do zamierzchłych epok i innych etapów w dziejach cywilizacji. Jednak, kiedy się ma sąsiada takiego jak Rosja, to zagrożenie zbrodniami w stylu Timurów czy Tamerlanów jest problemem jak najbardziej rzeczywistym i aktualnym.

Artur Adamski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article