9,9 C
Warszawa
wtorek, 24 maja, 2022

Ideologia na talerzu

Must read

Pandemia neomarksizmu kulturowego rozpowszechnia się równie dynamicznie jak obłęd klimatyczny.

Z jednej strony postępująca inwazja antykultury jako skuteczne narzędzie wojny cywilizacyjnej (rażąca broń – kultura unieważniania), z drugiej – rojenia ekologistów o gospodarce bezemisyjnej i katastrofie klimatycznej. Obywatele, konsumenci i klienci znaleźli się w strefie zgniotu dwu ideologicznych płyt. Przestraszeni, niedoinformowani i zdezorientowani są niezwykle podatni na manipulacje. Trudno o lepszą sytuację dla inżynierów dusz ludzkich, zawłaszczycieli masowej wyobraźni, kreatorów nowego postępowego człowieka.

Tymczasem rosyjski najazd na Ukrainę weryfikuje dotychczasowe spojrzenie na bezpieczeństwo energetyczne, odsuwając na dalszy plan brukselskie zafiksowania ideologiczne, takie jak przywileje dla mniejszości seksualnych czy zmiany klimatu. To nie są wyzwania cywilizacyjne, gdy trzeba wyzwolić się z zależności od rosyjskich surowców energetycznych. Ceną jest przecież imperialna polityka rosyjska. W tej sytuacji powrót do węgla staje się rozwiązaniem oczywistym, tym bardziej, że są już czyste technologie jego spalania, a w naszym kraju jest go pod dostatkiem. Gospodarka niemiecka pokazuje, że jest to możliwe.

Polscy obywatele mają prawo do tożsamościowej edukacji, a jednak demoralizująco-deprawacyjna inwazja na polskie szkolnictwo będzie trwała, bo prezydent zawetował nowelizację ustawy oświatowej. Mogłoby się wydawać, że resort edukacji jest niepotrzebny, gdy inicjatywę przejmują, nierzadko z zewnątrz finansowane organizacje pozarządowe (ideologia zamiast wiedzy i rozumu). Uznaję temat za zakończony, niech nie przeszkadza w sprawach najważniejszych – argumentował prezydent. A co ważniejsze, niż przyszłe pokolenia Polaków – pyta skonsternowany elektorat.

Na indeksie wolności mediów na świecie pozycja Polski obniżyła się z 18 na 64 miejsce – ubolewa amerykański ambasador w Warszawie, gdy TVN w całości w amerykańskich rękach (wbrew prawu krajowemu i zagranicznemu). Podziękował polskiemu prezydentowi („podjął ważny krok”) za weto nowelizacji ustawy medialnej („mogłaby ograniczyć własność mediów zagranicznych”). Zatem – jak widać – krajowy ład medialny (przewaga zagranicznego kapitału, monopol lewicowo-liberalny) to ideał amerykańskiej demokracji.

Jak na razie KRRiTV wykreśliła z rejestru programów rosyjskie i białoruskie kanały „zagrażające bezpieczeństwu i obronności państwa”. Może przyjdzie czas na podobne posunięcia wobec programów zideologizowanych i kłamliwych, od lat tresujących świadomość społeczeństwa.

Pasek Spurek

Przestać dotować produkcję mięsa i mleka, zakazać reklamy tych produktów, na rzecz zdrowej, etycznej żywności – domaga się  Sylwia Spurek, europoseł. Obrończyni krów („są gwałcone”) i zwierząt, odżegnywała się od garderoby odzwierzęcej, gdy wyszło na jaw, że skórzany pasek, którym się ozdabia, pochodzi z ostatniej kolekcji mody. Hipokryzja, ignorancja i fanatyzm to ulubione metody działania brukselskich miłośników przyrody, dla których nie ma odwrotu od zielonej rewolucji.

Tymczasem nie jest tajemnicą, że piętnowany jako wróg ludzkości CO2, za produkcję którego obwinia się przemysł, jest głównie rezultatem działalności przyrody (procesy biologiczne, parowanie mórz i oceanów, wybuchu wulkanów). Jednak brukselscy orędownicy praw zwierząt i roślin nigdy nie ujawnili naukowych ekspertyz swoich pomysłów. Ideologia przesłania im rzeczywistość. Pozostaje kwestia wyperswadowania im szkodliwości takiego postępowania (antycywilizacyjnego, antyludzkiego).

Jednak komisarze brukselscy nie ustępują w forsowaniu samobójczych, w gruncie rzeczy, koncepcji neutralności klimatycznej w produkcji rolnej. Straszą wizją globalnego ocieplenia, zamierzają zlikwidować hodowle zwierząt, obciążając rolników tzw. kosztami węglowymi. W ten sposób zostaną oni wyeliminowani z rynku, a ich miejsce zajmą producenci pozaunijni, których nie obciążają haracze klimatyczne. Czy to przypadek, czy efekt lobbingu – można się domyślać. W każdym razie komisarze zamierzają włączyć rolnictwo do systemu handlu emisjami. Gdy mięso stanie się dobrem dla bogaczy, wizja unii wegańskiej będzie bliższa realizacji.

Nie bacząc na realia, komisarze brukselscy przyjęli, że rolnictwo to jeden z głównych trucicieli ziemi i klimatu. Jednak, obciążając rolników ograniczeniami w chemizacji upraw i hodowli, nie stosują tych wymagań wobec przetwórców żywności. Skąd te podwójne standardy – znów pozostają domysły. Tymczasem co sprytniejsi rolnicy duńscy, niemieccy czy holenderscy zakładają gospodarstwa na Białorusi czy Ukrainie, by produkować żywność bez brukselskich ograniczeń. Tak wygląda destrukcja rynku rolnego przez ideologów i ekologistów.

GMO-lobby

Od 2006 roku wchodzi w życie ustawowy zakaz używania GMO w paszach – i wejść nie może. W 2020 roku posłowie przedłużyli obowiązywanie ustawy od 2023 roku. To osiągnięcie prawodawstwa unijnego, jak również światowego. Nie jest jednak tajemnicą, że za ponad 2 mln ton importowanej soi zmodyfikowanej genetycznie krajowi producenci żywności płacą rocznie 4 mld zł. Byłoby dość pieniędzy na uprawę krajowej paszy niezmodyfikowanej – ale nic z tego.

Okazuje się, że odbiorcami większości pasz GMO są przemysłowe hodowle drobiu i trzody chlewnej. Taka przemysłowa hodowla ma niewiele wspólnego z rolnictwem, co najwyżej jest brutalną i szkodliwą ingerencją w środowisko naturalne. Poza tym jakość wytwarzanego w ten sposób mięsa pozostawia wiele do życzenia.

Tymczasem przemysł hodowlany i koncerny paszowe, które opanowały krajowy rynek producentów pasz, nie ustępują. Posłowie też. W ten sposób konsumenci nie mają wyboru – z jednej strony ekologizm komisarzy brukselskich, z drugiej – monopol producentów soi zmodyfikowanej, choć w kraju można do woli uprawiać wysokobiałkowe rośliny paszowe.

Jeszcze naukowcy nie potwierdzili walorów diety wegetariańskiej, a już fanatycy ekologiści ogłaszają światowy dzień wegetariański. Promocja wegetarianizmu jest tak namolna, że nie brakuje jej zwolenników, ryzykujących swoim zdrowiem. Nie można przecież terroryzować się dietą wegetariańską (w końcu nienormalna dla organizmu) bez konsultacji z dietetykiem.

Gdy rolnictwo (i talerze) opanowuje żywność genetycznie zmodyfikowana i wegetariańska,  rozsądnym rozwiązaniem wydaje się produkcja ekologiczna. Mniej pestycydów, mniej nawozów sztucznych – więcej naturalnych nawozów i ręcznego plewienia. Resort rolnictwa zapowiada wsparcie dla gospodarstw ekologicznych. To tym bardziej konieczne, gdy coraz więcej taniego zboża, soi, mięsa wołowego czy wieprzowego napływa do krajów unijnych z obu Ameryk, gdzie nie ma  takich rygorów i obciążeń produkcji żywności, jak w krajach brukselskich.

Gospodarstwa rodzinne

Proponowane przez brukselskich komisarzy zrównoważone systemy żywnościowe są warunkowane nie tylko ograniczeniem pestycydów (o 50 proc.), zmniejszeniem strat składników pokarmowych gleby (o 50 proc.), zmniejszeniem użycia nawozów sztucznych (o 25 proc.), ale także zwiększeniem gruntów pod rolnictwo ekologiczne (o 25 proc.). Te ambitne cele będą wymagały zwiększenia nakładów finansowych, ale o tym jakoś mniej się mówi.

Bo mniej chemii, to mniejsza wydajność – czyli większa cena żywności. Podobnie z produkcją ekologiczną. Kwestia dotacji czy większe koszty żywności dla konsumenta – pozostaje otwarta. Niemniej jednak tańsza, ale gorszej jakości żywność, to więcej pieniędzy pozostawionych w aptece.

Cokolwiek by jednak mówić, to ludzie od początku (zanim przyszła chemizacja, GMO, hormony wzrostu, antybiotyki, czy inne polepszacze, by więcej zarobić na produkcji rolnej) korzystali z żywności wytworzonej sposobami naturalnymi. I właśnie taką uzyskuje się w rolnictwie ekologicznym, i do takiej (niejako genetycznie) przystosowany jest ludzki organizm. Z drugiej strony szansą dla rolnictwa unijnego, niemającego możliwości konkurowania z globalnymi koncernami – jest właśnie  rolnictwo ekologiczne. Komisarze przewidują, że obejmie ono 25 proc. użytków rolnych do 2030 roku.

Przemysłowa produkcja rolna i hodowlana jest wygodna dla przemysłu przetwórczego i sieci handlowych. Nie ma jednak wiele wspólnego z jakością żywności. Przed gospodarstwami rodzinnymi (jest ich ok. 1 mln, wszystkich – 1,3 mln) o powierzchni do 15 ha (83 proc. wszystkich) – wielkie możliwości. Teoretycznie, bo w praktyce wiele zależy od komisarzy unijnych i resortu rolnictwa. Na razie podwyższono roczną kwotę bezpośredniej sprzedaży do 100 tys. zł.

Holding

Krajowi rolnicy, pozostający pod presją brukselskiego obłędu klimatycznego, mają jeszcze inne utrudnienia, bo niefrasobliwi transformatorzy grubokreskowej gospodarki wyprzedali zakłady rolno-spożywcze (w tym większość cukrowni) oraz udostępnili rynek zagranicznym pośrednikom i sieciom handlowym. Nic więc dziwnego, że krajowe rolnictwo raczej się zwija, niż rozwija, bardziej oczekując na wyrównanie brukselskich dopłat, niż ukształtowania krajowego rynku rolnego. Zaś rolnikom pozostaje odwoływanie się do patriotyzmu konsumenckiego. Przecież utrzymanie zdolności produkcyjnej krajowych gospodarstw rolnych to kwestia bezpieczeństwa żywnościowego.

Tymczasem pogarsza się sytuacja producentów trzody chlewnej. Ceny skupu są na granicy opłacalności produkcji, tym bardziej gdy myśliwi oszczędzają dziki, zarażone ASF. Co roku rolnicy prowadzą – z reguły przegraną – batalię z zagranicznymi skupami i sieciami handlowymi. Sprzedają swe produkty za grosze, a pośrednicy i handlowcy z dziesięciokrotnym przebiciem. Zeszłorocznymi machlojkami przy skupie jabłek wreszcie zainteresował się UOKiK (podejrzenie zmowy cenowej). W końcu nie ulega wątpliwości, ze polski rolnik powinien bez kłopotów lokować swoje produkty na krajowym rynku. Jednak protestujący rolnicy z Agro-Unii blokują drogi, zamiast zagraniczne sieci handlowe i punkty skupu.

Od lat polscy rolnicy oczekują na rychłe działanie Narodowego Holdingu Spożywczego. Skupiałby resztki krajowych cukrowni, młynów, skupowałby produkty (szczególnie w klęskach urodzaju), zajmowałby się przetwórstwem rolno-spożywczym (warzywa, owoce, mięso), produkcją słodyczy, zorganizowałby port zbożowy. Pole do działania jest szerokie. Trzeba wreszcie ucywilizować rynek rolny. Nie może on być terenem żerowania zagranicznych firm.

Jerzy Pawlas

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article