10,3 C
Warszawa
poniedziałek, 26 września, 2022

PRL, czyli coś co śmiechu

Must read

Pamięć o przeszłości PRL jest ulotna. Nawet lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte odchodzą już do historii wraz z odejściem ludzi, którzy w tamtych latach żyli. Dlatego też kruchą pamięć mają dziś wspierać biblioteki, czytelnie, no i Muzea PRL.

Jest Muzeum PRL w Nowej Hucie na Osiedlu Centralnym E1. Jest Muzeum PRL w Rudzie Śląskiej przy Zajęczej 42. Jest Muzeum PRL w Grodzisku Mazowieckim przy Cholewińskiego 19. Jest Muzeum Socrealizmu czasów PRL w Kozłówce na Lubelszczyźnie.

Czar PRL oglądałem trzy lata temu. Czy jeszcze jest Muzeum Życia Minionej Epoki w Warszawie przy Mińskiej 25. Ostatnio byłem w Muzeum PRL opodal Placu Konstytucji w Warszawie. Gdziekolwiek spytałem, co pokazują, słyszałem jedna odpowiedz:

  – A, coś do śmiechu.

Do Muzeum PRL w Nowej Rudzie nauczycielka licealna, niewiele starsza od swych wychowanków, przyprowadziła młodzież.

– Niech zobaczą jak to było.

Uczniowie są zachwyceni wystawą, obrazującą życie w PRL:

– Fajnie jest cofnąć się w czasie i zobaczyć stare telewizory, pralkę „Frania”, lodówkę czasów Gomułki, obrazy pracy.

W muzeum jest nawet lada sklepowa.

– Jest tu wszystko, co powinna obejrzeć młodzież, żeby wiedzieć, jak wyglądała tamta Polska – mówi mężczyzna, oprowadzający młodzież po Muzeum PRL. – Tamta Polska, zwana komuną, była smutna i zgrzebna, a dzisiaj, z perspektywy lat, jest śmieszna.

Na Lubelszczyźnie, w Kozłowce, jest szczególne Muzeum PRL (oficjalna nazwa: Muzeum Zamojskich. Galeria Sztuki Socrealizmu). Zgromadzono tu rzeźby i malarstwo wczesnego okresu PRL.

Nakręciłem o tym dwa filmy dla Programu I TVP: „Cudzołóstwo Ideologiczne” i „Sztuka w służbie partii”. Film pokazuje malarstwo i rzeźby, a także zniewolonych artystów.

W pałacowej wozowni, zamienionej na galerię sztuki socrealistycznej, spotykam studentów z Lublina.

– Piękne rzeczy, wielkie nazwiska – mówią studenci. – Czemu Lenina zabrali z Poronina? Lenin mieszkał w Białym Dunajcu, bywał w Poroninie, a nie w Kozłówce. A Stalin. Czemu tak poniewierany? To kawał historii, której się nie wymaże.

Stojący z boku mężczyzna, mocno sędziwy, rozciera łzy na policzkach. Pytam go, czy coś się stało?

– Stało się – szepcze. – Stało się. Stalin tu aresztowany. A ja na froncie walczyłem z okrzykiem „za Stalina”.

            Muzeum PRL w Nowej Huciemieści się w budynku dawnego kina „Światowid”. Budynek okazały, ale zamiast wystawy, obrazującej PRL, organizowane są ideologiczne dyskusje o mitach PRL, o architekturze, o tzw. opozycji demokratycznej. Placówka jest raczej klubem dyskusyjnym, a nie Muzeum PRL.

            Trafiam wreszcie do Muzeum PRL w Warszawie przy Mińskiej, wejście od Głuchej. Na budynku dawnych zakładów Optycznych widzę nazwę muzeum: „Czar PRL”. Wejście od Głuchej. Na niewielkiej powierzchni, jak mówią zwiedzający, jest wszystko.

– Każdy tu znajdzie coś dla siebie – słyszę. Co znajdzie? Pralkę „Frania”. Telewizor „Rubin”. Kartki na mięso. Saturator. Stolik z ceratą. Odkurzacz. Stare mydło.

– To prawdziwe skarby, dziś takich rzeczy nie ma – mówi zwiedzająca. – Ja tu już drugi raz przychodzę z dziećmi, niech wiedzą jak było w czasach PRL. To było dobre, że w PRL każdy miał to samo.

            Ktoś zainteresował się kalkulatorem na kabel, ktoś inny ogląda saturator. Chłopiec pyta ojca:

– Piłeś z tego?

 Ojciec odpowiada, że w czasach PRL, jak było gorące lato, wszyscy pili z saturatora.

– To jak ktoś miał katar, to wszyscy mieli katar.

Ojciec tłumaczy:

 – W czasach PRL wszystko było dla wszystkich. Nawet katar.

Wybuch śmiechu. Śmieją się starsi i młodsi. Chciałbym zapytać: „Z czego się śmiejecie?” Nie wiedzą, że w czasach PRL śmiech był ocenzurowany. Trzeba było wiedzieć kiedy i z czego można się śmiać.

W muzeum Czar PRL można się śmiać ze wszystkiego.

Zebrałem kilka wypowiedzi o Muzeum Czar PRL:

– To wciąż urzeka i śmieszy.

– Napiłem się oranżady. Tania i dobra. I pewno zdrowsza od coca coli.

– Przyprowadziłem dzieci. Niech zobaczą, jak żyliśmy w PRL. Muzeum pokazuje prawdę o tamtych czasach.

– Chodzę tak, patrzę i mam wrażenie, że chodzę po historii Polski. Tak było, właśnie tak. Zgrzebnie, biednie, ale może bardziej wesoło niż dzisiaj.

– No i była równość. Tak, proszę pana. Równość. A dzisiaj co?

PRL to wesoła historia o zgrzebności i równości. Historia bez twarzy, bez nazwisk. Nie ma tych, którzy skazywali w sądach doraźnych. Nie ma tych, którzy utrwalali władzę ludową. Nie ma tych, którzy tworzyli ideologię zbrodni. To historia bezimienna, zasklepiona w ceracie i w starym mydle.

Pamiętam jak na początku lat pięćdziesiątych kilka metrów ceraty pojawiło się w gminnym sklepie. Z ust do ust przekazywana była wiadomość: „Rzucili ceratę”. Sklepu z ceratą pilnowała milicja i ORMO. Dzielił ceratę sekretarz partii.

Mydła jeszcze wtedy nie było w sklepach. Matka robiła mydło z popiołu i z tłuszczu. Popiół długo był gotowany, odcedzany, łączony z tłuszczem. Masa zastygała w pokrywach po niemieckich minach przeciwczołgowych. Kiedy przychodził oddział partyzantów, zaczynało się wielkie pranie i mycie w pobliskim jeziorze. W krótkim czasie znikała cała skrzynka mydła, a wtedy matka znowu przystępowała do gotowania ługu z popiołu drzewnego.

 PRL, jaki znam z lat siedemdziesiątych, kojarzy się z kłamstwem, z zadymieniem rzeczywistości, podobnym do zadymienia Rzepedzi, gdzie opisywałem produkcję dymu wędzarniczego. Cała Rzepedź pachniała wędzoną szynką, wędzonymi boczkami i suchą kiełbasą. A we wsi nie było nawet zwykłej kaszanki. Był tylko dym wędzarniczy.

W tym semantycznym zadymieniu przestaliśmy odróżniać kłamstwo od prawdy, przyczyny od skutku. Zapaść semantyczna, charakterystyczna dla języka PRL, zawładnęła językiem, zniszczyła jednoznaczność przekazu, doprowadziła do relatywizacji przekazywanych treści i sensu komunikacji. Przestała nas drażnić ekspansja zła i patologii, tandeta, szpetota i nijakość umysłowa.

   Giuseppe Tomasi di Lampedusa, patrząc na Sycylię czasów Garibaldiego, pisał w swej znakomitej powieści „Lampart”: „Dużo rzeczy się zdarzy, ale wszystko będzie tylko komedią”. Po wyborach w osiemdziesiątym dziewiątym, na pytanie, jak będzie w nowej Polsce, Jacek Kuroń odpowiedział: – Będzie śmieszniej.

W nowej Polsce jesteśmy podobni do ptaków, które zrywają się raz po raz do lotu i spadają na dzioby. Widziałem takie ptaki zimą – miały połamane skrzydła. My też, jak mi się zdaje, mamy coś ze skrzydłami. Podrywamy się, ale zaraz spadamy. I z pamięcią u nas kiepsko, choć jest Instytut Pamięci Narodowej.

W bratnich Węgrzech, w Budapeszcie przy Andrássy, jest Muzeum Terroru (Terror Háza), które jest równocześnie pomnikiem ofiar totalitaryzmu i pomnikiem bohaterów rewolucji 1956. W latach 1945-1956 budynek był siedzibą i więzieniem stalinowskiej policji politycznej ÁVH.

Młodzież i dorośli zwiedzają Muzeum Terroru, zaczynając od najwyższego poziomu. Tam są dokumenty, filmy, przedmioty zbrodni, izby tortur, przesłuchań, wieszania. Kiedy zwiedzający już są na dole – wszyscy płaczą i oglądają zdjęcia oprawców, dla których nie ma przebaczenia nawet wtedy, gdy w nowych Węgrzech oprawcy ÁVH stali się ludźmi.

W Rydze jest Muzeum Okupacji. Tam jest obraz wywózki na Sybir. Obrazy mordowania Narodu. Zwiedzający płaczą. W Wilnie jest Muzeum Ludobójstwa, przedstawiające zbrodnie komunizmu. Zwiedzający płaczą. W Belinie jest Muzeum Stasi. Nikt ze zwiedzających się nie śmieje.

W polskich muzeach PRL nie ma obrazów komunistycznych zbrodni. Nie ma Katynia. Nie ma NKWD i UB. Nie ma Syberii, Wronek i Rawicza. Nie ma obozów, gdzie siedzieli wrogowie PRL. Nie słychać salw po procesach przed sądami doraźnymi. Słychać śmiech. PRL dzisiaj nie przeraża, ale śmieszy.

W Polsce są muzea starych pralek i telewizorów. Działa oficjalnie Komunistyczna Partia Polski. Przedstawiciel KPP jest w Luksemburgu. Komuniści i postkomuniści, aktywiści i sekretarze byłej PZPR zajmują ważne stanowiska i śmieją się. Pracują w mediach, w instytucjach finansowych, w bankach, w szkolnictwie i w spółkach rządowych.

Komunizm opanował mózgi i wcale nie odszedł do historii. Wpatrzeni w ekrany telewizorów śmiejemy się, rechoczemy, kiedy pokazują Bar Mleczny, a w nim łyżki na łańcuchach. To PRL.

 Michał Mońko

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article