18 C
Warszawa
niedziela, 25 września, 2022

Dwunasta rocznica katastrofy smoleńskiej w tle wojny na Ukrainie

Must read

Kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej w kontekście toczącej się wojny na Ukrainie zmusza do ponownych refleksji i bardziej jednoznacznych ocen tego, co się zdarzyło 10 kwietnia 2010 r.
Przede wszystkim należy wyeliminować naturalny odruch moralnej niezgody na możliwość zamachu i na wykluczenie świadomego, zbrodniczego działania. Po miesiącu obserwowania skutków napaści Rosji na Ukrainę, ludobójczych czynów rosyjskiej armii, manipulacji i kłamstw władz Rosji z Putinem na czele, można z całkowitą pewnością skonstatować, że żaden etyczny hamulec nie jest i nigdy nie był brany pod uwagę przy planowaniu decyzji i działań rządu i służb putinowskiego reżimu. Oczywiście od takiego stwierdzenia do oskarżenia o zamach jeszcze jest duży dystans.
10 kwietnia 2010 r. byłem w pracy na greckim promie. Właśnie wypłynęliśmy z Korfu, zmierzając w kierunku Ancony do Włoch. Wpadłem na chwilę do kabiny i włączyłem telewizor. W pewnym momencie przerwano program, by podać pilną wiadomość. Informacja była krótka: mówiła o katastrofie polskiego samolotu Tu-154 koło lotniska w Smoleńsku i prawdopodobnych ofiarach śmiertelnych. Po pół godzinie powtórzono tę informację, dodając, iż przypuszczalnie jest to wina pilotów. To ostatnie pamiętam. W tym przekazie coś „zazgrzytało”, ale w tamtych emocjonalnych chwilach dłużej się nad tym nie zastanawiałem. Greckie przekazy w tych pierwszych dniach opierały się głównie na źródłach rosyjskich, a z upływem czasu sprawa katastrofy ucichła i została całkiem zapomniana. Po jakimś czasie w czasie krótkiego urlopu spotkałem się z moim przyjacielem, śp. Zbyszkiem, który zdecydowanie oświadczył, że to był zamach. Przyznaję, że przez długi czas miałem wątpliwości, jednak z czasem (i tak jest do dzisiaj) przyjąłem tę tezę, jako całkiem prawdopodobną. W miarę napływu informacji, głównie z polskich źródeł, wróciłem do tej chwili, gdy zasugerowano sprawczą winę polskich pilotów. Przecież w zwykłym wypadku samochodowym procedura ustalenia przebiegu zdarzenia, zeznań świadków i uczestników, oskarżenia, obarczenia winą i w końcu wydania nieprawomocnych i prawomocnych wyroków jest bardzo skomplikowana, trwa długo, czasem kilka lat. A tu przy braku jakichkolwiek zeznań naocznych świadków, nagrań i nawet bez rozpoczęcia śledztwa idzie w świat informacja o prawdopodobnej winie pilotów. Zacząłem z podejrzeniem traktować oficjalną narrację. Później doszły wszystkie znane już owe fatalne i nieudolne decyzje o oddaniu śledztwa Rosjanom, kłamliwe i obrzydliwe ataki na niektóre ofiary katastrofy. Przykładem tu jest choćby perfidna próba oczernienia generała Andrzeja Błasika, który rzekomo w stanie nietrzeźwym miał zmuszać pilotów do lądowania. Jeden z najbardziej obiecujących oficerów wojska polskiego, ze ścisłej czołówki generalskiej, absolwent holenderskiej i amerykańskiej akademii wojskowej, wiedząc, że będzie podróżował z parą prezydencką i innymi osobistościami z elity państwowej i wojskowej, miałby się z samego rana upić i zrobić z siebie pośmiewisko włącznie z niechlubnym zakończeniem swojej kariery. Lecz media z GW i TVN na czele, z lubością rozpowszechniały tego typu fake newsy, deprecjonując osobowość ofiar i odrzucając prawdę. Choć z wielką ostrożnością, podobnie jak wiele osób, podchodziłem do tezy o zamachu, to przecież, jak można było łatwo wywnioskować z historii wielu innych lotniczych katastrof, ta możliwość, choćby najbardziej nieprawdopodobna, jest zawsze badana i dopiero w końcowych wnioskach odrzucana.
W sierpniu 2005 r. doszło do tragedii 30 km od lotniska ateńskiego. Lecący z Larnaki cypryjski samolot Boenig 757 firmy Helios rozbił się o zbocze blisko Maratonu. Zginęli wszyscy – 121 osób. Choć nikt od początku nie brał pod uwagę wariantu zamachu, to jednak dopiero w ostatecznej konkluzji komisji badającej przyczyny katastrofy, teza o zamachu została wykluczona. Tymczasem rząd Tuska, powołana przez niego komisja Millera i sprzężone z nimi media robiły wszystko, by ośmieszać i wyszydzać taką alternatywę, którą w podobnych wypadkach zawsze się uwzględnia. Strach przed Rosją Putina, konformizm i oportunizm były ważniejsze od rzetelnego dociekania prawdy. Jednocześnie z ogromną łatwością i naiwnością przyjęto fałszywe tezy śledztwa rosyjskiej komisji Anodiny.
Nie wchodząc w szczegóły tej ciągnącej się już dwanaście lat sprawy i nie tracąc nadziei na ostatecznie ujawnienie wszelkich okoliczności przyczyn i przebiegu tej katastrofy, mierzymy się ciągle z zafundowanym nam konfliktem zwanym też wojną plemion. Społeczeństwo polskie było podzielone na długo przed owym feralnym dniem. Po 10 kwietnia 2010 r. nastąpił krótki okres, gdy wydawało się, że nastąpi jakieś społeczne porozumienie, skierowanie się w kierunku narodowej i społecznej solidarności, przyjęcia konsensusu w fundamentalnych dla nas wszystkich celów i interesów. W wymiarze realnym, ale też abstrakcyjnym, byłoby to nawiązanie do „Karnawału Solidarności” z lat 1980-1981.Okazało się jednak, że w Polsce i poza nią byli ludzie, którzy panicznie bali się tej perspektywy i zrobili wszystko, by ów podział utrzymać i go pogłębić.
Według mnie niestety ogromna część opozycji w Polsce, czy to świadomie czy z głupoty, jest odpowiedzialna za ten antypolski kurs.

Andrzej Bafalukosz

Poprzedni artykułCzas na kalkulacje się skończył
Następny artykułPod rękę z Putinem
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article