17 C
Warszawa
niedziela, 25 września, 2022

Oblicza wojny

Must read

Z powodu zaszłości historycznych stosunki polsko-rosyjskie zawsze były mocno skomplikowane. Rosjanie do dziś hucznie obchodzą wypędzenie Polaków z Kremla, a nas z kolei rozpiera duma ze zwycięstwa w 1920 roku. Dzisiaj te relacje, z powodu agresji Rosji na Ukrainę, są jeszcze gorsze. Czym to jest spowodowane?

Rosjanie walczyli z Polakami nie tylko o ziemię i o prawo do odmiennego sposobu postrzegania życia. Walczyli też ze sobą. Rosjanie podejmowali agresywne próby rusyfikowania Polaków, uczestniczyli w zaborach, kiedy nasze państwo zostało unicestwione i rozdarte. Lecz polska dusza przetrwała, a świadomość narodowa wciąż się umacniała. Odzyskaliśmy wolność dopiero wtedy, kiedy po utracie państwa rozpoczęło się wielkie duchowe odrodzenie i mobilizacja społeczna. Polak zawsze mądry po szkodzie – mówi szesnastowieczne przysłowie. Ale może raczej jest tak, jak pisał Biernat z Lublina w Żywocie Ezopa Fryga: „Każdy mędrszy po szkodzie”.

Dzisiaj nie tylko Polska, ale cały cywilizowany świat wie, że Rosjanie zawsze kłamią, nie dotrzymują zobowiązań, manipulują – zachowują się jak naród barbarzyńców. Pamiętam reakcję rosyjskich mediów na brak zaproszenia Władimira Putina do Warszawy z okazji obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Rosjanie twierdzili, że bez Armii Czerwonej nie byłoby zwycięstwa nad III Rzeszą. Tyle że współczesna Rosja nie chce pamiętać o roli ZSRR w rozpętaniu tej wojny. Czym był pakt Ribbentrop-Mołotow, który umożliwił Hitlerowi atak na Polskę? Czy bez dostaw sowieckich paliw i metali nazistowskie czołgi mogłyby w 1940 r. zmiażdżyć Europę Zachodnią? Być może bez paktów Niemców z Rosją ta wojna nigdy by nie wybuchła?

Obecnie mamy XXI wiek i widzimy, jak Rosjanie ponownie staczają się w przepaść. Dokonali bandyckiego napadu na niepodległy kraj, mordują i gwałcą kobiety i dzieci, kradną. Bombardują szpitale i szkoły. Czy można mówić, że społeczeństwo rosyjskie nie jest za to odpowiedzialne? Na początku agresji mieliśmy nadzieję, że będą wyrażać swój zdecydowany sprzeciw przeciwko agresji. Byli lekko zszokowani, ale im dłużej trwa wojna, tym mocniej opowiadają się za Putinem.

 Rosjanie popierają wojnę – widać to wyraźnie. Dawne twierdzenia na  przykład Aleksandra Sołżenicyna o „unikalnym” narodzie rosyjskim i rosyjskiej duszy są kompletnie fałszywe. To tylko literatura. Człowiek rosyjski zarówno pod względem genetycznym, jak i osobowościowym jest podobny do innych, tylko oni nigdy nie wyzwolili się mentalnie od Związku Radzieckiego. Ten naród tkwi w innej rzeczywistości. Początkowe zachłyśnięcie się kapitalizmem i demokracją było powierzchowne, płytko-konsumpcyjne i krótkotrwałe. Wartości wolnego świata wyparł postkomunizm. Dlatego dziwią słowa „o wojnie Putina”, które regularnie padają z ust zachodnich polityków. Wielokrotnie takim sformułowaniem posługiwał się kanclerz Niemiec Olaf Scholz, choćby 25 marca w obszernym wywiadzie dla tygodnika „Die Zeit”. Sugerował, że to rosyjski prezydent, doprowadził swoimi zbrodniczymi decyzjami do wojny. On sam, ewentualnie jego ścisłe oligarchiczne otoczenie. Natomiast zwykli obywatele Rosji mają być w tej sytuacji bezwolni czy wręcz są w jakimś stopniu ofiarami Putina. Czyli trzeba, jak tylko to możliwe, karać Putina i elity, a do zwykłych Rosjan wyciągnąć rękę, a nawet im współczuć. Kompletne bzdury niemieckiego kanclerza. A po apelu niemieckich intelektualistów wzywających Kijów, żeby Ukraina się poddała, można mieć wrażenie, że wielu Niemców mentalnie tkwi w III Rzeszy.

Co roku, 12 czerwca Rosjanie cieszą się wolnym dniem, upamiętniającym rocznicę Deklaracji o Suwerenności Państwowej Federacji Rosyjskiej. Przyjęta w 1990 r. proklamowała niepodległość Rosji od… ZSRR. Dziś jednak mało kto w Rosji wie, co naprawdę obchodzi się 12 czerwca. Zwłaszcza że od 2002 r. owo święto jest nazywane Dniem Rosji, oficjalnie Święto Narodowe Rosji. Dodatkowo przytłaczająca większość Rosjan żałuje rozpadu ZSRR i gdzie to tylko możliwe pielęgnuje stare radzieckie symbole i pamięć o zbrodniarzu, Józefie Stalinie. Bez takiego nastawienia propaganda Putina nie trafiłaby na tak podatny grunt. To nie jest wojna Putina, to wojna rosyjskiego narodu. A jaki jest ten naród?

Rosja jest powierzchniowo, największym państwem na świcie. Obszar ten zamieszkuje ponad dwadzieścia narodów. Oprócz Rosjan, którzy tworzą najliczniejszą grupę, są Tatarzy, Kazachowie, Azerowie, Ormianie, Czuwasze, Czeczeni, Buriaci i inni. Czy w takiej sytuacji można pokusić się o odpowiedź na pytanie: jacy są Rosjanie? Czy jest to jednolity naród? Nie jest to sprawa prosta do rozstrzygnięcia. Duże miasta i prowincja to dwa światy. Na prowincji ludzie żyją w skrajnie prymitywnych warunkach, często jak w XVIII wieku. Dzisiaj o wiele łatwiej poznać Rosjan po ich barbarzyńskich wyczynach. To jest świadectwo nie Putina tylko tego narodu, który hańbi zasady cywilizowanego świata. A jak wojnę postrzegają przeciętni Rosjanie?

      Zapytała o to przypadkowych przechodniów na rosyjskiej ulicy reporterka Telewizji „Visegrád 24”.

Starszy mężczyzna:

 – Popiera pan wojnę na Ukrainie?

– Musimy zetrzeć Ukrainę z powierzchni ziemi!

– Ukrainę? Dlaczego?

– A kto jej potrzebuje!

– A kogo potem będziemy musieli zetrzeć z powierzchni ziemi?

– Polskę. Dorzucić ją do tego stosu.

Zapytana Rosjanka odpowiada:

– Ukraina nie jest krajem. To tylko kawałek ziemi, którą Lenin kiedyś rozdał. I to tyle. A te wszystkie pribałtyki jeszcze gorsze. Oni zawsze byli przeciwko Rosji. Trzeba pomyśleć przed rozpoczęciem walki… Tak, to konieczne walczyć z chochołami (obraźliwe określenie Ukraińców). To oczywiste, nie ma żadnych pytań. Musimy walczyć z nazistami.

I dodaje:

– Ukraina stanie się drugorzędnym krajem bez wpływu na cokolwiek. A my weźmiemy ten teren dla siebie.

 – Myślisz, że tak jest w porządku?

– Tak było wcześniej. Wszystko wraca na właściwe tory.

Naród rosyjski w swych niższych warstwach zdominowany jest jeszcze przez chaotyczny, pogański żywioł i nadal przywiązuje dużą wagę do sukcesów państwowych i imperialnej dominacji w świecie. Pewnie stąd tak wszechobecny kult cierpienia, robienia z siebie ofiary i nostalgia za Związkiem Radzieckim. W sklepie z pamiątkami w Moskwie sprzedaje się kubki z Putinem i Stalinem i to nikogo nigdy nie dziwiło. Nikogo też nie dziwi 83-procentowe poparcie dla Putina. Sondaż jest raczej prawdziwy, bo przeprowadziło go Centrum Jurija Lewady, które już dawno zostało wpisane przez rosyjskie Ministerstwo Sprawiedliwości na listę agentów zagranicznych. Dlatego wyniki można traktować jako wiarygodne.

Oczywiście są też tacy Rosjanie, którzy po agresji na Ukrainę i z powodu wewnętrznych represji uciekają z kraju. Według różnych szacunków, w ostatnim czasie emigrację wybrało około 300 tysięcy Rosjan, głównie ludzi młodych i wykształconych. Ale jest to zaledwie 0,2 procent społeczeństwa. To niewiele.

Rosjanie może jeszcze nie rozumieją, że Putin przekroczył linię, zza której się już nie wraca. On wie. Dlatego się nie cofnie i pcha rosyjski naród do rychłej zguby – na samo dno. Wszystko wskazuje na to, że Rosja przegra, mimo że obraz tej wojny jest diametralnie różny. Polska pomaga jak może. Niemcy nie chcą przekazać broni Ukrainie i dalej płacą miliardy euro za rosyjskie surowce. To samo Francuzi – prezydent Emmanuel Macron wydzwania do Putina, nie wiadomo po co. Na opublikowanych w mediach społecznościowych fotografiach, widzimy go ustylizowanego na Wołodymyra Zełenskiego. Kilkudniowy zarost, luźna bluza, zmartwione oblicze. Tylko Macron zapomniał, że prezydent Ukrainy prowadzi wojnę z Rosją, a on siedzi w bezpiecznym Paryżu i robi z siebie pajaca.

Polska przyjęła już trzy miliony uchodźców, a Komisja Europejska nie przekazuje Polsce żadnego finansowego wsparcia i dalej blokuje fundusze z Planu Odbudowy. Wygląda to tak, jakby scenariusz unijny był napisany na Kremlu. Amerykanie i Brytyjczycy dostarczają Ukraińcom najnowocześniejszą broń, amunicję, szkolą żołnierzy. Pomoc humanitarna nadchodzi z wielu krajów świata. A poseł Korwin-Mikke wyrzuca z partii dyrektora biura prasowego Konfederacji, Tomasza Grabarczyka, bo nazwał Putina zbrodniarzem. Gazeta Wyborcza narzeka, że w Polsce usuwa się pomniki Armii Radzieckiej. Tymczasem na Ukrainie odkrywane są masowe groby ludności cywilnej. To wszystko to oblicza tej samej wojny.

Piszę o tym, bo czy może przeciętny Rosjanin wyciągać prawidłowe wnioski, doszukiwać się prawdy w kraju, w którym panują cenzura, reżim, blokady informacyjne, terror i propaganda, skoro kraje Zachodu są ogarnięte informacyjnym, decyzyjnym i wizerunkowym chaosem.

Nie jest prawdą, jak mówią niemieccy i francuscy politycy, że NATO jest neutralne wobec wojny na Ukrainie, że nie jest stroną w konflikcie. Jeżeli dostarcza najnowocześniejszą broń, amunicję, drony, dane wywiadowcze jednej z walczących stron, to trudno mówić o neutralności. Choćby właśnie z tego powodu, każdy kraj, który jest w NATO, powinien być solidarny z Ukrainą, ale przede wszystkim z decyzjami i działaniami sojuszu.

Każdy dzień działa przeciwko Rosji i być może Rosjanie już sami nie wiedzą, do jakiego celu chcą dojść. Jednak wojna trwa i każdego dnia Ukraińcy płacą za nią wysoką cenę.

Albert Łyjak

Poprzedni artykułDrodzy polscy patrioci!
Następny artykułSylwetki śląskich noblistów
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article