25,9 C
Warszawa
niedziela, 3 lipca, 2022

JAK ROZMAWIAĆ Z UKRAIŃCAMI O ICH HISTORII?

Must read

Podróżując po Białorusi czy Ukrainie, możemy być często zaskoczeni obecnością pomników, które w tych krajach postawiono w ostatnich dziesięcioleciach.

W Mińsku zobaczymy okazały pomnik Adama Mickiewicza, a monument poświęcony Stanisławowi Moniuszce jest większy od wszystkich odsłoniętych w Polsce ku czci twórcy opery narodowej. We Lwowie zaskoczy nas potężny posąg Nikifora Krynickiego, łemkowskiego malarza, który najpewniej niewiele wiedział o istnieniu  Lwowa czy Ukrainy. Prawie nigdy się nie oddalał od rodzinnej Krynicy, a jednak ma we Lwowie posąg, jakiego w Polsce nie ma żaden polski malarz. W tym samym mieście odsłonięto też pomnik Jerzego Franciszka Kulczyckiego, dyplomaty i żołnierza na służbie Jana III Sobieskiego, uchodzącego za najbardziej zasłużonego w upowszechnieniu wśród Europejczyków picia kawy. Sam pisał o sobie, że jest „rodowitym Polakiem”, co ani twórcom lwowskiego pomnika, ani autorom przewodników nie przeszkadza określać go jako Ukraińca. Identycznie jak z Ignacym Łukasiewiczem i poświęconym mu również we Lwowie pomnikiem. 

Przykładów podobnego przywłaszczenia jest mnóstwo. Przywłaszczenia, które jednak nie powinno nas oburzać – mnie cieszy oddawanie czci wielkim synom polskiej ziemi. Świadczą one o jednym – o wielkiej potrzebie  posiadania przez narody o skromnej tradycji państwowej dziedzictwa w postaci własnych bohaterów, luminarzy kultury i sztuki czy mężów stanu.

Niegdyś często posługiwano się wysoce niepoprawnym politycznie pojęciem „narody historyczne”. W odróżnieniu od pozostałych miały się one cechować trwającą przynajmniej kilkaset lat tradycją państwową, własnymi dynastiami królewskimi i innymi znamionami udziału w wielkiej europejskiej historii. To rozróżnienie o tyle traci sens, że narody wielu prastarych państw naszego kontynentu roztapiają się dziś w zgnuśnieniu, permisywizmie i beztrosko wyzbywają się korzeni własnych tożsamości. Równocześnie wielka część Białorusinów wykazała się zdolnością stawiania długotrwałego oporu postsowieckiemu reżimowi, a Ukraińcy zdumieli świat bohaterstwem  oraz powszechną gotowością oddawania życia w obronie niepodległości swojego państwa w skali nieoglądanej nigdzie od pokoleń. Kto więc zbłaźni się jeszcze rojeniami o swej wyższości nad takimi „niehistorycznymi” narodami? I czyż nie w tę stronę przesuwa się teraz „europejski środek ciężkości”? Podczas, gdy tonący w egoizmie i zobojętnieniu, zapatrzony w siebie Zachód zapomina, czym jest istota europejskości, u nas żyją jeszcze cnoty heroiczne, zdolność niesienia pomocy i stawiania oporu, a przede wszystkim wiara w Boga. Kto więc z tego zestawienia sunie do swego kresu, a przed kim jest nadzieja lepszego jutra?

Skąd wziął się kult Bandery i innych potwornych ludobójców spod znaku OUN-UPA? Są  dwa jego źródła, a z powodu braku wiarygodnych badań trudno ustalić, które ma przewagę. Jedna część piewców tych zbrodniarzy to po prostu sami bandyci z OUN-UPA, którzy prześcigali się w ludobójczym okrucieństwie. Do tej samej grupy należą rodziny tych najohydniej zboczonych oprawców, wiedzących, na czym polegało „gierojstwo” godnych wyłącznie pogardy zafajdanych tatusiów, stryjusiów czy dziadków. I z tą częścią Ukraińców jest i może być w przyszłości problem nierozwiązywalny, bo jeśli ktoś uparcie stawia ołtarze Hitlerowi, Polpotowi, Stalinowi czy Banderze, to z takim wykolejeńcem żadna rozmowa nie jest możliwa. Jest jednak i taka część (są podstawy do nadziei, że większa), która rodzinnie nie wywodzi się ani z „tradycji” OUN-UPA, ani SS Galizien, a oddawanie czci Banderze w ich przypadku jest skutkiem niedostatku wiedzy. Dużą nadzieję można wiązać z tym, że wśród ukraińskich patriotów są ludzie sprawiedliwi, myślący trzeźwo, a zarazem o takich intelektualnych horyzontach, jak Wiktor Poliszczuk. Ten niestety nieżyjący już autor wielkiej księgi pt. „Gorzka prawda. Zbrodnie OUN-UPA” przedstawił ogrom prawdy o najpodlejszej z dróg, na które upiorne kreatury w rodzaju Stepana Bandery pociągnęły część narodu ukraińskiego. Nie szczędząc rodakom wiedzy o potwornościach, jakich dopuściły się setki tysięcy Ukraińców, wskazuje im zarazem to, co temu narodowi warto uzmysławiać. Bo poza koniecznością rozliczenia się z bezmiarem potwornych zbrodni oraz unicestwienia raz na zawsze, do ostatniego miligrama, wszystkiego, co składa się na kult sadystycznych oprawców, mają też Ukraińcy inne dziedzictwo i całkowicie odmienne źródła swej tożsamości.

Przede wszystkim to Ukraińcy są spadkobiercami dawnej Rusi Kijowskiej. Czyli państwa, które w XI wieku i do jego zagłady w XII wieku pod wieloma względami górowało w swym rozwoju nad zachodnią częścią Europy. Nigdzie nie była wówczas tak powszechna umiejętność czytania i pisania, a ze wspaniałością ówczesnego Kijowa nie mogła się równać żadna metropolia naszego kontynentu. Potem przyszły długie wieki bez własnej państwowości, ale przodkowie Ukraińców mieli przecież swój udział w naszej wielonarodowej Rzeczpospolitej. Taki przecież rodowód mają wielkie familie magnackie, z których wywodzili się kanclerze, hetmani, a nawet królowie. W wielkich triumfach polskiego oręża miały swój udział i wojska kozackie. Czy nie byłoby dobrze, żeby pamiętano o pozycji, jaką miała duża część ukraińskich przodków, kiedy byli oni związani z Rzeczpospolitą, a nie, gdy cierpieli pod butem Rosji? Czy nie warto pamiętać, że w roku 1920 ukraińskie oddziały mężnie broniły Zamościa, a w trzecim powstaniu śląskim zasłynęły m.in. ze zdobycia dla Polski węzła kolejowego wraz z katowickim dworcem?

Prawda i pamięć o ofiarach przerażających rzezi nie tylko na Wołyniu, Podolu, Pokuciu, ale i Małopolsce to absolutna oczywistość. Zarazem jednak Ukraińcy powinni wiedzieć, że nie są skazani na stawianie na cokołach potworów w rodzaju Bandery. Nie muszą, bo mają bohaterów prawdziwych. Może to nawet my powinniśmy  postawić paru na cokołach u siebie, bo czyż nie zasługują na to ci, którzy w naszej sprawie wykrwawiali się na Śląsku czy pod Zamościem?

W naszym interesie jest i to, by Ukraińcy jak najgłębiej uświadomili sobie, że mają też źródła tożsamości szlachetne, godne pozazdroszczenia, a przy tym zbliżające, a nie oddalające od Polski i Polaków.

Artur Adamski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article