0,7 C
Warszawa
poniedziałek, 28 listopada, 2022

Potrzeba zachodniej strategii bezpieczeństwa pracy w polskim górnictwie

Must read

Strategia bezpieczeństwa pracy w polskim górnictwie istnieje. Jej mankamentem jest jednak fakt, że od czasów jej powstania blisko sto lat temu, co do metody nie uległa ona zmianie. Jej głównym elementem jest struktura i działalność Wyższego Urzędu Górniczego (WUG) w Katowicach, który ustawowo kontroluje przestrzeganie zasad i przepisów bezpieczeństwa w górnictwie.

           Jest to swoista „policja górnicza”, która śledzi wszelkie nieprawidłowości. Jednak, jak każda tego rodzaju struktura, nie może jednocześnie kontrolować wszystkich prac górniczych prowadzonych na terenie kraju. Byłoby to niemożliwe, mimo najlepszych nawet technik organizacyjnych, kontrolnych i bez limitów zatrudnienia w tej instytucji. Prowadzi ona systemowe kontrole, dające pewien obraz stanu bezpieczeństwa przez wyrywkowe, choć systematyczne działania kontrolne zapobiegające górniczym wypadkom. Jej dotychczasowa niska ranga podporządkowania ministrom, których działalność mają oni kontrolować, z natury rzeczy była ograniczona. Propozycje umieszczenia jej w strukturach Prezesa Rady Ministrów są jak najbardziej słuszne. Nawet przy uwzględnieniu krytyków tego posunięcia, że niewiele to zmieni w zapobieganiu wypadkom górniczym. Z jednej strony to prawda, a  z drugiej to „niewiele”, może być bardzo znaczące. Choć podporządkowanie WUG premierowi jest posunięciem administracyjno-organizacyjnym, to daje tej instytucji pozycję partnera w kontrolowanych zakładach górniczych, a nie jak dotąd, zarządzanej przez tych, których ma ona kontrolować. Już choćby tylko z tego powodu, będzie ona mogła swoimi karnymi działaniami sięgać znacznie wyżej niż dotąd. Jak wspomniano, nawet najdoskonalsza organizacja tej struktury nie zapobiegnie wypadkom górniczym, jeżeli nie będzie wspomagana naturalnym powszechnie akceptowanym spójnym systemem bezpieczeństwa pracy, w którym Wyższy Urząd Górniczy byłby tylko jednym z jego elementów.  

Policjanci i złodzieje                                                                                           

W swoich zasadniczych zrębach system kontroli bezpieczeństwa pracy w polskim górnictwie został ukształtowany ponad pół wieku temu. Wtedy, kiedy technika wydobycia była znacznie mniej skomplikowana i wydawało się, że wszystko można skontrolować na bieżąco. Liczyła się liczba kontroli, zatrzymane roboty, a także liczba wniosków karnych. Na to wszystko znaleziono równie prostą odpowiedź. W kopalniach powstawały fundusze na opłacanie kar finansowych. Bezpieczeństwo bez żadnych powiązań produkcyjnych zawsze było na drugim, a może i na dalszym planie. Kierownictwo kopalń było rozliczane z wydobycia i kosztów, reszta miała małe znaczenie. Doktryna ta modyfikowana, zmieniana i uzupełniana, w swojej głównej części przetrwała jednak aż do dziś. Utrwaliła ona pewien układ, który polega na zabawie w policjantów i złodziei. Policjanci to oczywiście inspektorzy urzędów górniczych, którzy wpadali znienacka do kopalń. Prawie zawsze trafiali na szereg nieprawidłowości. Spisawszy odpowiednie protokoły, wnioskując kary i nakazując pożądane zmiany, wyjeżdżali z kopalni z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Tymczasem, ledwie urzędnicy znaleźli się za bramą kopalni, wszystkie ich ustalenia na ogół szły do kosza, a warunki pracy wracały do „normy”, czyli do tego samego sposobu, co przed kontrolą. Za kilka dni kontrola się powtarzała, znów spisywano protokoły, karano winnych i tak w kółko. Nic dziwnego, że nawet po szczegółowych kontrolach dochodziło do tragicznych wypadków. Na ogół im niżej ktoś stał w hierarchii górniczej, tym bardziej był narażony na represje ze strony urzędów górniczych.

Zmiana priorytetów                                                                                

Zgodnie z przepisami prawa geologicznego i górniczego za bezpieczeństwo pracy w kopalni odpowiada Kierownik Ruchu Zakładu Górniczego (KRZ). Jednakże tylko formalnie. W rzeczywistości odpowiada tylko i wyłącznie za własne decyzje, które podjął w konkretnej sprawie, a nie za decyzje wszystkich swoich podwładnych. Jest to odpowiedzialność osobista. Instytucja, którą reprezentuje KRZ, a więc kopalnia, spółka i holding poza moralną odpowiedzialnością, na ogół nie ponoszą innych konsekwencji stwierdzonych nieprawidłowości. Dawniej w ten sposób chroniono decydentów, którzy z nominacji partyjno-rządowej kierowali polskim górnictwem. Na Komitet Centralny PZPR i jego filię, Komitet Wojewódzki w Katowicach, nie mógł paść żaden cień odpowiedzialności. Dziś nie ma już politycznych struktur z czasów PRL. Gospodarka wolnorynkowa, jeżeli chce mieć sukcesy na dłuższą metę, nie może bezpieczeństwa pracy w górnictwie podziemnym pozostawić tylko urzędom górniczym.                            

Zachodni system bezpiecznego górnictwa                                   

Chodzi tu o kary nakładane nie przez urzędy górnicze ad personam, ale na przykład przez kwalifikację kopalni do odpowiedniej grupy ubezpieczenia. Kontrola  po każdym wypadku winna podnosić stawkę ubezpieczenia kopalni na sumy liczone w milionach złotych, które zamiast trafić do górniczych portfeli zabierałoby ubezpieczenie. Taki system jest w kanadyjskich, amerykańskich i wielu zachodnich kopalniach. Tam na wypadku tracą wszyscy, nie tylko tak jak u nas bezpośrednio poszkodowany i ewentualnie ten, kogo uda się złapać na gorącym uczynku. Tam też wszyscy dbają o bezpieczeństwo, niezależnie od tego, czy w zakładzie jest urząd górniczy czy go tam nie ma. Wszyscy wiedzą, że każdy wypadek obniża zarobki. Dla przykładu szwedzki urząd górniczy nie kontroluje kopalń codziennie, a jego zatrudnienie w skali krajowej odpowiada mniej więcej jednemu Okręgowemu Urzędowi Górniczemu (OUG) w Polsce. Tam urzędnik nie biega po przodkach i frontach eksploatacyjnych i nie sprawdza wszystkich rygorów ich prowadzenia. Kontroluje na ogół tylko listę wypadków. Jeżeli jest ich więcej niż w poprzednim roku, nakłada stosowne obostrzenia ubezpieczeniowe, które liczone są w milionach dolarów.

Być może przy takim systemie polskie kopalnie byłyby mniej dochodowe, ale za to znacznie bezpieczniejsze.                                    

Adam Maksymowicz

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article