0,7 C
Warszawa
poniedziałek, 28 listopada, 2022

CZYJA BĘDZIE POLSKA?

Must read

30 lat temu większość posłów Sejmu opowiedziała się za uprzywilejowaniem, nietykalnością i pozostawieniem na najwyższych stanowiskach państwowych agentów, treścią życia których było zwalczanie niepodległościowych dążeń naszej ojczyzny i krzywdzenie najlepszych jej synów. Na bezwzględnym zwalczaniu tych, którzy z narażeniem życia walczyli o wolność Polski i Polaków.

         4 czerwca 1992 przekonaliśmy się, że większość wybrana w wolnych wyborach może być przeciw lustracji, przeciw dekomunizacji, przeciw najbardziej elementarnym standardom przyzwoitości w życiu publicznym. A zarazem może ona być za powrotem do władzy partii, która w sowieckich realiach pełniła funkcję marionetki. Sejmowa większość opowiedziała się więc wtedy za wprowadzeniem Polski na drogę przywracania rządów tzw. właścicieli Polski Ludowej. Czyli tych, którzy przez pół wieku sprawowali w naszym kraju władzę z nadania i w interesie obcego mocarstwa.

       Wybór dokonany 4 czerwca 1992 był tym rodzajem czynu, o jakim w swoich wstrząsających słowach pisał ks. Adam Jerzy Czartoryski – wyborem między budowaniem Polski niepodległej a odrzuceniem takiej Polski w imię interesu tych, dla których Polska nie znaczy nic. Słowa premiera Jan Olszewskiego dotyczyły najściślej tego samego i zawierały się w pytaniu: „Czyja będzie Polska?” Tak dobitnie zaakcentowana kwestia była apelem do sumień posłów. Uświadamianiem, jaka jest ranga tego głosowania. I większość okazała się być taka, że wolała wrogich Polsce ubeków na szczytach władzy od władzy w Polsce ludzi zadających takie pytania.

         Dlaczego Polacy potrafią wyłaniać taką sejmową większość? Czy półwiecze sowietyzacji w tak wielkim stopniu zmieliło świadomość tak wielkiej części społeczeństwa? Zniszczyło ją w stopniu likwidującym elementarny instynkt państwowy? Zabiło możliwość rozumienia, jak wielką wartością jest własne niepodległe państwo?

      Bez wątpienia ponure żniwo zebrało wtedy fundamentalne kłamstwo pookrągłostołowej Polski, w której duża część politycznych elit składała się z ludzi nie będących tymi, za kogo się przedstawiali. W rolach rzekomych bojowników o wolność często występowali przecież poplecznicy antypolskiego reżimu, dążący wyłącznie do utrzymania Polski w niewoli a nie do jej wyzwolenia. Jakże znamienny jest fragment zapisu z jednej z tur rozmów w Magdalence. W atmosferze bardzo już sfraternizowanej a zarazem biesiadnej (kolejne toasty za nowe władze z dokooptowanymi do niej starymi – nowymi towarzyszami) stołownicy z grupy zwanej „opozycyjną”, których prawdopodobnie alkohol nastroił do dowcipów, zaczęli żartować ze stalinowskiej przeszłości swoich rozmówców. Na to Czesław Kiszczak odpowiedział, że po stronie zwanej „opozycyjną” ludzi o przeszłości stalinowskiej widzi więcej. I wykonując szybki rachunek stwierdzenie to udowodnił.

       W Polsce lat czterdziestych i pięćdziesiątych mieliśmy proces totalnej wymiany elit. Jej przykładem może być historia dowódców marynarki wojennej. Przez pierwszych kilka lat komunistycznych rządów prosowiecki reżim najwyższe stanowiska w polskiej flocie obsadzał komandorami z czasów przedwojennej, niepodległej Polski. W 1950 roku ci, których do sprawowania władzy w Polsce przywieziono z Moskwy, mieli już nowych, wychowanych w sowieckich akademiach, bez reszty oddanych kacapskim interesom. Zastąpili więc wtedy nimi komandorów z czasów Polski niepodległej. Nie skończyło się jednak tylko na odwołaniu z zajmowanych stanowisk. Polscy komandorzy zostali aresztowani, postawieni przed sądem, skazani i rozstrzelani. W podobny sposób patriotycznych działaczy PPS-u zastępowano sowieckimi marionetkami – Kazimierz Pużak umierał w więzieniu a zastępowali go osobnicy w rodzaju Józefa Cyrankiewicza. Nie inaczej z ludowcami – po wymordowaniu dużej części ludzi z PSL-u Mikołajczyka komuniści powołali całkowicie sobie podporządkowany ZSL. Identyczny, zbrodniczy i antypolski proces realizowany był w mediach, na uczelniach, w dużej mierze w środowiskach literatury, kultury czy sztuki.

        sobie parę pytań. Na ile Polska zdołała odtworzyć swoje rzeczywiste polskie elity? Na ile po rzekomo przełomowym roku 1989 Polska zdołała je umieścić we właściwych miejscach? I na ile wszystkie zmiany, dokonane po rzekomo przełomowym  czerwcu 1989, były jedynie „mieszaniem tego samego”? To, że w 1992 roku wyłoniony w wolnych wyborach sejm mógł opowiedzieć się za pozostawieniem antypolskiej agentury na najwyższych stanowiskach polskiego państwa to przecież dowód na to, że zmieniło się bardzo niewiele. A także na to, jak ogromna część polskich wyborców jest zdezorientowana lub na los Polski obojętna. Oraz jak wielka część polskiej sceny politycznej składa się z sił i z ludzi w ogóle nie zainteresowanych służeniem Polsce i Polakom. A nawet – z gotowych działać na ich szkodę.

        Potwornie wysoką cenę Polska płaciła już za to, że elita państwa służyła celom państwu temu wrogim. Po doświadczeniach wieku XVIII, kiedy poborcy jurgieltu płaconego z Berlina i Petersburga konsekwentnie ciągnęli Rzeczpospolitą ku jej likwidacji każdy Polak pamiętać musi o obowiązku pilnego baczenia na to, na kogo głosuje. Posłowie, którzy byli nie po stronie Polski, lecz Prus i Niemiec, walnie się już kiedyś przyczynili do oddania Polski w nie polskie ręce.

W czerwcu 1992 roku Jan Olszewski tragedię tę przypominał słowami: „Czyja będzie Polska?” Bo po tak tragicznych doświadczeniach przekupstwa i zdrady, jakie stały się udziałem naszej ojczyzny, każdy polski wyborca, jak żaden inny, ma szczególny obowiązek baczenia. Czyli pilnego obserwowania i wnioskowania, kto po czyjej jest stronie.

Artur Adamski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article