0,7 C
Warszawa
poniedziałek, 28 listopada, 2022

POKAŻ MI SWOICH BOHATERÓW, A POWIEM CI, KIM JESTEŚ

Must read

Wyniesienie Hanny Gronkiewicz-Waltz do godności honorowego obywatela miasta Warszawy to decyzja bardzo charakterystyczna dla tej części społeczeństwa, dla której człowiekiem honoru jest szef prosowieckiego aparatu terroru Kiszczak, moralnymi autorytetami są donoszący na własnych rodziców szpicle bezpieki w rodzaju Andrzeja Szczypiorskiego, a Jaruzelski i różne TW Bolki to narodowi bohaterowie.

      Pookrągłostołowa Polska zaczęła się przecież od nadania siepaczom komunistycznego reżimu, „zasłużonym” jedynie zwalczaniem ruchów niepodległościowych, statusu uprzywilejowanej bezkarnością finansowej elity. Równocześnie dużą część tych, którzy o wolność Polski walczyli, zepchnięto na społeczny margines, często w nędzę, obrzucając ich kłamstwem, kpiną i urąganiem. Czy powinno nas więc dziwić nagradzanie włodarza miasta, za którego kadencji kilkadziesiąt tysięcy ludzi wyrzucono na bruk w ramach grabieży szyderczo zwanej reprywatyzacją?

Jednym z wynalazków PRL-owskiego reżimu było kreowanie nomenklaturowych miernot za pomocą tych samych nagród państwowych, równocześnie przyznawanych rzeczywistym twórcom wysokiej klasy. Niemal normą było, że część przechodzących w stan spoczynku oficerów SB (w młodym wieku i na lukratywnych warunkach) przeznaczało wolny czas na uprawianie „twórczości literackiej”. Każdy miał zagwarantowany wysokonakładowy druk tych swoich wypocin i odpowiednie honoraria, ale potrzebna była też jakaś dźwignia promocji. Było nią przyznawanie nagród, odznaczeń, tytułów takim sposobem, że razem z ubekiem – grafomanem czy pseudoartystą – równorzędne wyróżnienie otrzymywał ktoś rzeczywiście wybitny i zasłużony. Z identycznym mechanizmem mamy też do czynienia dzisiaj, kiedy różne redakcje czy stowarzyszenia takim samym medalem czy tytułem równocześnie odznaczają np. bohaterskich więźniów reżimu Łukaszenki i sędziów w rodzaju Igora Tulei.

Urzędnicy i radni Warszawy wywodzą się z tych formacji lewicowych, których bohaterami są osobnicy w szczególny sposób „zasłużeni” dla naszej ojczyzny. Ulicom stolicy nadali oni imiona komunistów z samego jądra stalinowskiego reżimu. Nie pozwalają tknąć mauzoleów wystawionych takim antypolskim katom, jak Bolesław Bierut. Z całych sił zwalczają próby upamiętnienia jakiegokolwiek polskiego patrioty czy państwowca. Najhojniej subsydiują te pseudokulturalne wytwory, które najboleśniej atakują polskie świętości i największych Polaków, z Janem Pawłem II na czele. Jakże ten kurs jest podobny do kultu Pawki Morozowa – najpierwszego wzoru dla młodzieży sowieckiej, której miliony każdego roku, jeszcze nie tak dawno składały pionierską przysięgę zawierającą słowa: „Chcę być jak Pawka Morozow”. A czym zasłużył się ten idol, którego portrety wisiały na ścianach każdej szkoły, o którym piosenki znał każdy uczeń, a wyróżniani otrzymywali medale jego imienia? Jego zasługą było doniesienie na swoich rodziców, którzy z lęku przed głodową śmiercią ukryli przed konfiskatą worek ziarna. Ich syn wiedział, że zostaną za to rozstrzelani i był świadkiem ich egzekucji. Z kolei twórca Armii Czerwonej Lew Bronstein Trocki kazał postawić pomnik biblijnemu Kainowi. Partia reprezentowana przez tego wielkiego człowieka lewicy rewolucyjnej uważała więc bratobójstwo za cnotę.

Niemieccy kolonizatorzy ustawili na głównym placu stołecznego Windhuk ogromny pomnik strzelca konnego – członka ludobójczej formacji, która wymordowała co najmniej kilkaset tysięcy rdzennych mieszkańców Namibii. Żadnemu z tych uzbrojonych w świetne karabiny niemieckich „bohaterów” nie groziło najmniejsze ryzyko w czasie eksterminacji, dokonywanej bez rozróżniania na kobiety czy dzieci. Kto z ich ofiar nie ginął od kuli, dla tego jedyna droga ucieczki wiodła na pustynię, na której całe plemiona konały z głodu, skwaru i pragnienia. W okupowanej przez Rosjan Warszawie też odsłaniano pomniki. Najokazalszy ustawiono w miejscu najbardziej prestiżowym, a oddawał on cześć tym Polakom, którzy w czasie powstania listopadowego opowiedzieli się po stronie zaborców. Carat ustanawiał też specjalne medale dla Polaków, którzy pomagali Rosjanom tłumić powstanie styczniowe. PRL-owscy komuniści w pomysłach tych poszli jeszcze dalej. Nie tylko ustanawiali medale za zwalczanie konspiracji niepodległościowej, ale najpotworniejszych zbrodniarzy z UB odznaczali najstarszym na świecie odznaczeniem za męstwo wojenne, będącym zarazem najczcigodniejszym z polskich orderów – Virtuti Militari.

Jedna z redakcji co roku przyznaje tytuł „superbohaterki”. O kryteriach tego lauru świadczy to, że można otrzymać go na przykład za dumne głoszenie światu o dokonanej aborcji. Są więc tacy, dla których tego rodzaju czyny są zasługującym na nagrody i sławę „superbohaterstwem”.

Różne mogą być powody promowania, lansowania, otaczania kultem tego typu ludzi i tego rodzaju postaw. Czasem chodzi o wytworzenie sposobności do wywindowania jakiejś miernoty. Nierzadko celem jest szyderstwo z czyichś świętości.  Dla autorów takiego procederu – im boleśniejsze, tym lepsze. Na pewno część tego rodzaju zabiegów służyć ma degradowaniu zwalczanej zbiorowości. Nic bowiem nie działa bardziej demoralizująco od cynicznego nagradzania złych czynów. Tak jest w przypadkach, w których jako postać dla jakiegoś narodu czy innej społeczności zasłużoną forsuje się tę, która działała na jej szkodę.

Bez względu na motywację takiego działania – każdy ma bohaterów na miarę własnego sumienia.

Artur Adamski

Poprzedni artykuł7.EDYSJA KONGRESU 590
Następny artykułHanka
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article