0,7 C
Warszawa
poniedziałek, 28 listopada, 2022

CZYTAJCIE NOWAKA!

Must read

Moim hobby od dzieciństwa jest czytanie o polskiej historii, w tym kompendiów i esejów, próbujących nasze ojczyste dzieje ujmować całościowo. Z książek Topolskiego, Bobrzyńskiego, Jasienicy czy Konecznego wyłania się bardzo zróżnicowany obraz. Najczęściej polską historię przedstawia się tak, jak to robił Szujski wraz z resztą tzw. szkoły krakowskiej.

„Polskie samobiczowanie” dziejopisów, tkających opowieść o naszym narodzie przede wszystkim z przypisywanych mu wszystkich domniemanych win i wad, bardzo się podobało zaborcom, okupantom, stąd też było normą sowieckich marionetek wyniesionych w interesie Moskwy do godności peerelowskich elit. Nie inaczej piszą dziś historycy formalnie polscy, którym większość dochodów i honorów pompują niemieckie uczelnie i fundacje, powołane do forsowania polityki historycznej RFN (warto by sporządzić listę beneficjentów tego jakże dla Polski szkodliwego procederu – byłaby bardzo długa!). Spadkobiercy Hitlerów, Stalinów, kacapskich carów, pruskich fryców i im podobnych są przecież bardzo zainteresowani przedstawianiem najpodlejszych kreatur jako rzekomych mężów stanu, których długie sztafety rządziły Niemcami czy Rosją. Oczywiście zawsze przy równoczesnym przedstawianiu Polski jako bytu, który znikał z mapy Europy tylko i wyłącznie z jednego powodu. Takiego, że Polacy to zbieranina krańcowych miernot niezdolnych do utrzymania własnej państwowości i która powinna żywić bezbrzeżną wdzięczność wobec władców z Berlina czy Moskwy za dobroczynne likwidowanie ich niewydarzonego kraju i roztoczenia szczodrej ojcowskiej opieki nad jego mieszkańcami.

Z niedawno wydanej książki pt. „Polska i Rosja” wyłania się zdumiewająco konsekwentna polityczna tradycja naszego potwornego sąsiada. Zarówno moskiewscy kniaziowie, jak i carowie czy rezydujący na tym samym Kremlu sekretarze od zarania swej satrapii wyciskają ostatnie soki ze swego ludu – niemal zawsze pokornego i pogodzonego z wegetacją w skrajnej nędzy bez nadziei na jakąkolwiek odmianę. Ruskim tyranom umożliwia to nie tylko życie w standardach bizantyjskich, ale też nieustanne koncentrowanie kolosalnych środków ekspansji. Przypomnijmy, że rozpoczynając w 1939 roku II wojnę światową, ludobójcza armia sowieckiej Rosji dysponowała większą liczbą czołgów od razem wziętej całej reszty świata. Od czasów średniowiecznych ten wschodni agresor wydaje nieustannie wprost niewyobrażalne sumy nie tylko na finansowanie swych szpiegów czy agentów, ale też na przekupywanie całych międzynarodowych organizacji, europejskich elit opiniotwórczych, rządów czy parlamentów. Odpowiednimi ilościami złota w XV w. kupił księcia mazowieckiego, potem udało mu się to z ogromną częścią polskiego Sejmu, z ministrami, hetmanami, najbliższym otoczeniem króla. Skutkiem była likwidacja naszego państwa. Kiedy po ponad stuletniej niewoli zdołało się ono odrodzić – ten sam proceder był realizowany w II Rzeczpospolitej. I niestety – znów za pieniądze Rosji, wtedy sowieckiej, nie tylko udało się stworzyć dążące do zlikwidowania polskiego państwa partie w rodzaju KPP, KPZU czy KPZB, ale do równie wrogich Polsce celów pozyskać pułkowników nawet z bohaterską legionową przeszłością. Pytaniem więc pozostaje nie czy, ale jak wielka część współczesnych polskich elit politycznych, opiniotwórczych czy wojskowych składa się z ludzi bez reszty oddanych realizacji antypolskich zadań, zlecanych im przez dążących do naszej zagłady rosyjskich wrogów. Nie można mieć też złudzeń odnośnie elit Zachodu. O Katarzynie II Jacek Kaczmarski śpiewał, że „na smyczy trzymała filozofów Europy”, a kiedy dziś o Londynie mawia się Longongrad, to jest to wynik przejęcia przez Rosjan sporej części opiniotwórczych brytyjskich mediów. Jak słusznie zauważyła Georgette Mosbacher, huraganowe ataki na Polskę, przeprowadzane w organach Unii Europejskiej, też są wykonywane na zlecenie imperialistów rosyjskich. Przypomnijmy sobie kolosalną skalę jakże gorliwej kolaboracji, podjętej przez elity polityczne Francji, Belgii czy Holandii natychmiast po pokonaniu tych krajów przez Hitlera. Czy w państwach o takich standardach etyki może dziwić ochocze występowanie w roli marionetek Rosji, która jeszcze na żadne z nich nie napadła, a Schroederom i bezlikowi mu podobnych płaci lepiej niż ich pracodawcy berlińscy, brukselscy czy paryscy? A płaci za to, co i tak wszak lubią, bo za dokopywanie Polsce, która od czasów objęcia rządów przez PiS nie dość, że nie daje się już eksploatować i nagle przestała wyprzedawać za marne grosze wszystkie składniki swojego majątku, to jeszcze ma ambicje bycia równie silną i bogatą, jak przodujący pod tym względem w Europie. Julian Tuwim o sytuacji takiej pisał: „A najgorzej przy kawiorze – tam na zabój, tam na noże”. Jeśli więc Polska nie tylko nagle przestała „siedzieć cicho”, a zamiast tego „pcha się do kawioru”, to przestraszeni tą perspektywą tym chętniej biorą pieniądze od Rosji, by używając jak najwięcej „noży”, przywracać tę Polskę do staniu skundlenia.

W ten stan skundlenia wciskało też Polskę wielu historyków czasu narodowej niewoli i nie mniej tych z sowieckim rodowodem, działających po 1989 roku. I w związku z tym, że niezmiennie najgłośniej jest słyszany ten przekaz historyków manipulatorów, lektura książek prof. Andrzeja Nowaka jest odkryciem nawet dla najbardziej oczytanych. Autor nie narzuca żadnej swojej wersji polskich dziejów. On z tych dziejów wydobywa fakty, które w wielkim trudzie wymazywali zaborcy, okupanci i kreatorzy współczesnej pedagogiki wstydu. I nie chodzi o błahe fakty, ale mające przeogromne znaczenie. Na przykład takie, że to w naszym państwie, jako pierwszym od czasów starożytnego Rzymu, zaczęto się posługiwać pojęciem „obywatel” a nie „poddany”. Bo to właśnie u nas wcześniej niż gdziekolwiek indziej, upowszechniała się zasada, według której człowiek to nie bezwolne narzędzie w rękach władcy, ale osoba mająca swą godność i prawa. Zanim też taka myśl zaczęła świtać w głowach pierwszych Anglików czy Francuzów, w Polsce było już normą, że nasze państwo to nie prywatna własność króla, lecz wspólne dobro jego mieszkańców. Dopiero też w wieku XVIII część licząca więcej, niż parę procent mieszkańców niektórych krajów Europy zaczynała się cieszyć tymi prawami, jakie wszystkim polskim chłopom Kazimierz Sprawiedliwy nadał już w XII wieku. To także w Polsce zasady prawa wodnego zostały upowszechnione setki lat przed tym, zanim skopiowały je wszystkie inne, włącznie z największymi potęgami morskimi. Nasz krakowski uniwersytet, utworzony, zanim swój pierwszy zdołali stworzyć Niemcy, już w XV wieku zasłynął filozofią prawa, do której inni zaczęli dojrzewać w dopiero późniejszych wiekach. I jeszcze w średniowieczu wielką część profesorów tej uczelni stanowili synowie chłopów! Wiedzę o setkach tego rodzaju wątków naszych dziejów wymazywano ze świadomości Polaków i robi się to nadal. Co oczywiście zawsze podoba się tym, którzy lubią patrzeć na nas z góry. Lubią, bo mają w tym swój podły interes. Przekonanie dużej części Polaków, że są nikim, przyniosło już efekt choćby w postaci wyzbycia się błyskawicznie i za bezdurno wielkiej części majątku narodowego, wypracowanego trudem całych pokoleń.

Z tak niezwykłych dzieł, jak „Pierwsza zdrada Zachodu” czy „Polska i Rosja” wyłania się uderzająca trwałość tendencji, z jakimi pomimo wszystkich zachodzących zmian zmagamy się od wielu stuleci. A każdy kolejny tom „Dziejów Polski” prof. Andrzej Nowak tworzy nie w nawiązaniu do prac innych historyków, ale wyłącznie w oparciu o samodzielną, gruntowną analizę wszystkich istniejących źródeł. Owocem tego jest wydobywanie się takiego obrazu polskiej historii, który często zaskakuje nawet znających nadzwyczaj dużo ksiąg na ten temat.

Artur Adamski

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article