0,7 C
Warszawa
poniedziałek, 28 listopada, 2022

SZANSA NA MINIMUM NORMALNOŚCI W RELACJACH Z IZRAELEM

Must read

Rząd upomniał się o minimum przyzwoitości, jakie wreszcie powinny wykazywać przybywające do Polski wycieczki izraelskiej młodzieży. Mimo że sprawa dotyczy tego, co wyprawia się w naszym kraju, odpowiedzią jest nacechowana wrogością furia. Jak zwykle Tel Awiw potrafi wyłącznie żądać, miotać bezpodstawnymi zarzutami i mieć w pogardzie wszystko, co odczuwają i mają do powiedzenia Polacy.

Wynika to zresztą z kształtu stosunków z tym krajem, jaki ustanowili Tadeusz Mazowiecki z Krzysztofem Skubiszewskim. To za ich czasów do Polski ruszyły wycieczki, w których zgodnie z wprowadzonym w Izraelu obowiązkiem, musi uczestniczyć każdy uczeń. Taki składnik edukacji wydaje się jak najbardziej logiczny. Już we wczesnym średniowieczu Polska stała się nie tylko jedynym azylem dla Żydów. Otrzymali w naszym kraju przywileje podmiotowości nie mniejszej od należnej szlachcie. Bezprecedensowym statusem Żydzi cieszyli się u nas przez kilkaset lat. Bezpośrednia opieka króla gwarantowała nietykalność, a nieznany nigdzie indziej zakres autonomii pozwalał na funkcjonowanie własnych struktur de facto państwowych. Żydzi mieli bowiem w Polsce nie tylko własny parlament, którego przedstawiciel towarzyszył polskiemu królowi w czasie obrad naszego Senatu, ale też podlegali odrębnemu prawu, sądownictwu i systemowi podatkowemu (korzystniejszemu od obowiązującego innych, stąd protesty po ich fiskalnym zrównaniu na mocy Konstytucji z 3 Maja 1791 roku). Państwu i narodowi polskiemu Żydzi zawdzięczają nie tylko narodowe przetrwanie, ale swój ogromny demograficzny rozwój. Wycieczki izraelskiej młodzieży wydają się więc oczywistością, gdyż przez kilka stuleci większość tego, co stanowi dziedzictwo ich kultury, rozwijało się właśnie w Polsce.

Jednak od samego początku edukacyjne wyjazdy do naszego kraju miały na celu odwiedzanie tylko i wyłącznie miejsc eksterminacji, a każdy detal ich programu służył budowaniu skrajnie zafałszowanych przekonań o Polsce i Polakach. Przede wszystkim – wykluczono jakikolwiek kontakt nie tylko z Polakami, ale z czymkolwiek związanym z polskim dziedzictwem i kulturą. Programy szkolne oraz przyjeżdżający z młodzieżą przewodnicy utrwalają przekonanie, że Polacy są współwinni zagłady ich narodu i nadal stanowią dla niego zagrożenie. Przekaz ten był wzmacniany obstawianiem każdej wycieczki umundurowanymi i uzbrojonymi w broń palną funkcjonariuszami izraelskich służb specjalnych. Ponieważ przez siedem lat niemal co tydzień nocowałem w warszawskim hotelu, w którym zawsze były obecne grupy młodzieży z Izraela, wiele razy miałem do czynienia z upiorną błazenadą odzianych w uniformy goryli ze spluwami. Flankując przemieszczające się grupki młodzieży, wykonywali gesty charakterystyczne dla eskorty odpowiedzianej za bezpieczeństwo świadków koronnych zeznających przeciw mafii. W restauracji czy przed windami oddzielali podopiecznych od innych gości hotelu, splatając się w coś w rodzaju formacji młyna na meczu rugby. Kiedy tylnym wyjściem „ochraniane” przez nich dzieciaki przemykały do autokaru stojącego tuż pod ścianą hotelu  – w pozach rewolwerowców wbijali wzrok w ludzi z oddalonego o kilkadziesiąt metrów przystanku tramwajowego. Zupełnie tak, jakby tam stała jakaś nienawistna wataha, wymachująca gotowymi do mordu siekierami. W rzeczywistości tym, co zwracało uwagę niektórych oczekujących na tramwaj, był cyrk odgrywany przez uzbrojonych klaunów. Początkowo nie mogłem dociec, dlaczego pomimo słonecznej pogody i lokalizacji hotelu o rzut beretem od najpiękniejszych w Warszawie miejsc, najważniejszych zabytków i muzeów, izraelska młodzież zamiast przejść się Krakowskim Przedmieściem, woli głośne imprezowanie w zamkniętych pokojach. W końcu hotelowa obsługa wyjaśniła mi, że jeśli nawet warszawski program wycieczki na teren niegdysiejszego getta zostanie zrealizowany do południa, młodzi ludzie nigdy nie wychodzą zobaczyć innych miejsc. Trudno nie dojść do wniosku, że program jest tak pomyślany, aby Polska kojarzyła im się tylko i wyłącznie z dwoma rzeczami – ludobójstwem i nieustannym zagrożeniem. Ewentualne pomysły uczestników tych wycieczek, którym zachciałoby się zobaczyć w odwiedzanym kraju cokolwiek innego, zawczasu wybija się im z głów. Przyjeżdżają z przekonaniem, że Polska jest dla nich krajem zbyt niebezpiecznym: Skala nienawiści i czyhających zewsząd zagrożeń stanowi zbyt wielkie ryzyko, a niezbędne minimum bezpieczeństwa mogą znaleźć jedynie zamknięci w hotelu, pod czujnym okiem uzbrojonych oficerów Szin Bet.

Czesław Bielecki, dzięki sile perswazji lub swojemu żydowskiemu pochodzeniu, zdołał przed laty doprowadzić do spotkania paru wycieczkowych grup z Izraela z młodzieżą polską. Wzięli w nich udział licealiści szczerze zainteresowani żydowską historią i kulturą, stąd pełni życzliwości i empatii. Zderzenie z tym, czego byli nauczeni ich rówieśnicy z Izraela okazało się jednak szokiem i konsternacją o takiej skali, że od tego czasu strona izraelska kategorycznie wyklucza możliwość podobnych spotkań. Wiele wycieczek wprawdzie kończy się integracją z rówieśnikami, ale to się dzieje w Berlinie. Po zwiedzeniu obozu Auschwitz i złożeniu hołdu przed pomnikiem Bohaterów Getta kolejnym punktem wycieczki bywa bowiem stolica Niemiec. I tam już nie tylko młodzież z obydwu tych krajów rozmawia ze sobą swobodnie, ale też razem bawi się na dyskotekach.

Awantura, jaką rząd Izraela wywołał w reakcji na wniosek strony polskiej o zmiany w sposobie organizacji tych nieszczęsnych wycieczek, jest okazją, aby  albo gruntownie zmienić ich charakter, albo z tym procederem skończyć. Nasycenie historycznym fałszem i budowanie atmosfery wrogości wobec Polski są dla nas szkodliwe. Zysk hoteli (będących zresztą własnością obcego kapitału) często jest wątpliwy z powodu dewastacji, dokonywanych przez nudzącą się w nich młodzież. Sposób jej izolowania od obywateli naszego kraju przekreśla szansę budowania ludzkich relacji. Zachowanie izraelskich ochroniarzy, nie stroniących od brutalności, skłonnych bez żadnej przyczyny sugerować możliwość użycia broni, wchodzących w rolę policji kierującej ruchem ulicznym czy pieszym (bo jedzie czy idzie ich wycieczka) są nie do zaakceptowania. Jeśli celem tych wyjazdów jest odwiedzanie miejsc zagłady, to może warto, by w Izraelu przypomniano sobie, że były nimi także Oranienburg, Mauthausen, Sachsenhausen, Dachau, Buchenwald, Flossenburg, Quednau, Kamna bei Wuppertal, Sonnenburg, Ravensbruck, Papenburg, Sachsenburg, Bergen-Belsen, Bad Sulza, Esterwegen i całe mnóstwo innych. Liczba pomordowanych tam to łącznie miliony ofiar. Czy są one mniej godne pamięci? Czy argumentem przeciw odwiedzaniu tych miejsc ma być fakt, że wiele z nich nie tylko nie ma żadnych muzeów, ale i jakichkolwiek pomników, przypominających o dokonanych tam zbrodniach? Z jakiej przyczyny jedynie Polska ma się kojarzyć jako miejsce zagłady? Przecież żaden z obozów śmierci w najmniejszym stopniu nie jest wytworem polskiej, ale właśnie niemieckiej czy austriackiej kultury. Byłoby chyba właściwe, żeby wycieczki trafiały nie tylko do Polski, łożącej ogromne sumy na utrzymanie miejsc żydowskiej martyrologii, ale żeby zobaczyły, jakie normy upamiętniania obowiązują w Niemczech czy Austrii? W sprawie krzyża, ustawionego na terenie Auschwitz w intencji pamięci i modlitwy za pomordowanych, Izrael potrafił zatrząść całym światem. Nic takiego nie wydarzyło się jednak wtedy, gdy w RFN tereny obozów koncentracyjnych zabudowywano osiedlami czy hotelami, wyposażonymi w lokale rozrywkowe. Nic takiego się nie stało również wtedy, gdy na terenach austriackiego obozu Guzen budynki wzniesione w celu eksterminacji więźniów adaptowano na domki letniskowe i salony kosmetyczne.

Normą ludzi uczciwych i cywilizowanych jest szacunek dla obyczajów obowiązujących w kraju, który się odwiedza. Jeśli przybywa się, mając w kaburach nabitą broń, a w czasie pobytu lekceważy się prawa i uczucia gospodarza, to nie jest się gościem, lecz intruzem. Tym bardziej wtedy, kiedy gospodarza nie tylko demonstracyjnie nie chce się poznać, ale oczernia się go w oczach tych, których się do jego kraju przywozi. Dla takich gości można mieć tylko jedną ofertę: albo zaczną wykazywać minimum przyzwoitości,  zachowywać się po ludzku i powstrzymywać od ostentacyjnego lekceważenia naszego kraju i jego mieszkańców, albo drzwi dla nich będą zamknięte.

Artur Adamski

Poprzedni artykułOSWOJENI Z WOJNĄ
Następny artykułWaszyngtoński think tank
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article