29,1 C
Warszawa
środa, 17 sierpnia, 2022

Czadowa lista

Must read

Kim jest Nancy Pelosi?

Dlaczego tego nie rozumiesz?

ZAKABLOWAĆ OJCA

PO-tyczki sejmowe

Do wyborów parlamentarnych w Grecji pozostał cały rok, ale kampania wyborcza, wzmacniana nadzieją opozycji na ogłoszenie przez rząd przedwczesnych wyborów, wystartowała ostro już kilka miesięcy temu.

Te oczekiwania nie były całkiem bezpodstawne, gdyż czy to w pewnych analizach, czy też wyrażonych przez polityków rządzącej partii Nowa Demokracja sugestii wykorzystania dobrych wyników sondażowych – wcześniejsze proklamowane na jesień tego roku wybory mogłyby przynieść sukces Nowej Demokracji i premierowi Kiriakosowi Micotakisowi. Z kolei główna partia opozycyjna Syriza Alexisa Ciprasa, naciskając i domagając się jeszcze w tym roku wyborów, czerpie swój optymizm z trudności finansowych państwa, wysokiej dwucyfrowej inflacji, i trzeba też szczerze wytknąć to propagandzie antyrządowej, z niezdradzanej oficjalnie nadziei na pogorszenie się sytuacji gospodarczej kraju. Niestety coraz częściej zauważa się tendencję (pewnie nie tylko w Grecji) naśladowania w kraju i na forum międzynarodowym toksycznej polskiej opozycji zmierzającej do osiągnięcia własnych celów politycznych, a przede wszystkim ponownego zdobycia władzy. Przykłady są charakterystyczne. Po raz pierwszy grecka opozycja głosowała przeciwko wydatkom zbrojeniowym, chodzi tu  o zakup francuskich samolotów Dassault Rafale i 4 fregat typu Belharra oraz protestowała przeciwko budowie i otwarciu już w przyszłym roku amerykańskiej bazy w Alexandropolis blisko płn.-zach. granicy z Turcją, zgodnie z umową między USA i Grecją o współpracy obronnej podpisaną w październiku 2021 r. w Waszyngtonie.

W swym zacietrzewieniu opozycja grecka nie zauważyła, że jej stanowisko współgra z turecką narracją zaniepokojoną wzmacnianiem siły militarnej Grecji. Chyba też europosłowie z Syrizy pozazdrościli polskim „pionierem” nadawania na swój kraj i zaczęli popierać te karykaturalne postacie w europejskim parlamencie, oskarżające Grecję o antymigracyjną politykę, stosowanie „push backs” na morzu i niehumanitarne postępowanie w obozach uchodźczych. We wcześniejszych artykułach  pisałem, że cała grecka opozycja włącznie z Syrizą (nie licząc KPG żyjącą w swoim świecie, w którym bożyszczem jest wciąż wąsaty Gruzin) jeszcze do niedawna zachowywała wstrzemięźliwość i mimo ostrej krytyki odpowiedzialne stanowisko czy to wobec kryzysu pandemicznego, czy też w związku z kryzysem przygranicznym nad rzeką Ebros. Tam Alexis Cipras osobiście poparł rząd w wysiłkach powstrzymania migrantów i umacniania muru. Obecnie tego typu logika wydaje się nie do zaakceptowania przez przywództwo Syrizy i popierające ją media. Kiriakos Micotakis na ostatnim wystąpieniu w parlamencie, jak się wydaje ostatecznie, uciął wszelkie domniemania i spekulacje i oświadczył, że wybory odbędą się w zaprogramowanym konstytucyjnym terminie, czyli pod koniec I półrocza 2023 r.

Pomimo dobrych sondaży i niepewności w związku z wojną na Ukrainie i pesymistycznych prognoz na zimę, premier nie zdecydował się na wcześniejszą polityczną konfrontację, mając zaufanie do rządu, że utrzyma poziom poparcia swojego elektoratu. Oczywiście radykalizacja opozycyjnej retoryki, jej toksyczność i, jak to zauważył jeden z dziennikarzy, „płaskoziemskość” jako synonim totalnego zaprzeczania faktom, nie sprzyja jakiejkolwiek konstruktywnej dyskusji niezależnie od tego, czy odbywa się ona w mediach czy w parlamencie. Opozycja stara się wykorzystywać wszelkie fakty i argumenty, nawet jeśli są one ordynarnymi fake newsami. Trzeba jednak przyznać, że los darowuje jej nieoczekiwanie mocne, choć znaczone karty.

Na początku maja br. media opublikowały listę krajów uporządkowaną według tzw. wskaźnika wolności prasy. Jak co roku jest ona sporządzana i wydawana przez istniejącą od ponad trzydziestu lat międzynarodową organizację  pozarządową (NGO) pod znaną w Polsce nazwą Reporterzy bez Granic. Na liście znajduje się 180 krajów, można by rzec prawie cały świat. Wskaźnik jest obliczany na podstawie ankiety wysyłanej do dziennikarzy, prawników, obrońców praw człowieka, ekspertów z różnych branż  poszczególnych krajów. Jest wiele niejasności i wątpliwości dotyczących procedury powstawania tego zestawienia i osób wypełniających ankietę, ale faktem jest, że organizacja stała się z czasem popularna, zyskując wiarygodność poprzez częste jej cytowanie  na  różnych międzynarodowych forach m.in. w ONZ czy w Parlamencie Europejskim oraz oczywiście wykorzystywana w partykularnej walce politycznej. Po+lska raz zajęła na tej liście najwyższe 18 miejsce, rzecz jasna przed 2015 r. i natychmiast, zanim PiS zdążył się zapoznać z rozkładem pokoi w ministerstwach, spadła o kilkadziesiąt pozycji. Ogłoszona na początku maja lista umieszcza Polskę na 66. miejscu za Ghaną Belize, Burkina Faso Gambią i wieloma innymi pierwowzorami demokracji i wolności obywatelskich.

Kto w Polsce wypełniał tę ankietę? Niestety nie wiadomo. Wiadomo jednak, że wśród tzw. obiektywnych ekspertów uzupełniających ankietę byli m.in. Blumsztajn i Maziarski liderzy organizacji Towarzystwo Dziennikarzy. Wśród  zarzutów wobec  Polski znalazły się „repolonizacja ” mediów wyrażająca się w zakupie przez Orlen lokalnych mediów, „antyniemieckość” niektórych dziennikarzy, prześladowanie TVN i „Gazety Wyborczej” itp. O ile jednak w Polsce można było się spodziewać takiej oceny konsekwentnie podtrzymywanej od 2015 r. to sklasyfikowanie Grecji na sto ósmym miejscu, a więc ponad 40 pozycji za Polską, zostało przyjęte z niedowierzaniem. Kolebka demokracji według tego wskaźnika okazała się najgorszym krajem w całej Unii Europejskiej za Burundi, a przed Zambią.

Ten fakt opozycja przyjęła ze zrozumiałą skądinąd złośliwą uciechą i stał się powodem do zaatakowania rządu. Rzecznik rządu greckiego zwrócił się do organizacji, by ujawniła, czy osoby wypełniające ankietę stanowiącą podstawę do oceny danego kraju są związane z partiami politycznymi i czy przypadkiem nie miały konfliktu z prawem. Reprezentant organizacji odpowiedział, że te informacje są utajnione ze względu na bezpieczeństwo tych osób. Uzasadnienie tej niewiarygodnej oceny wolności prasy zostało sformułowane w równie nieprzekonujący sposób. Ciekawe, że oskarżenia organizacji pokrywają się z wymienionymi powyżej atakami niektórych europosłów wokół tematów związanych z nielegalną migracją i stawianiem przeszkód przez grecki rząd dziennikarzom chcącym szczegółowo relacjonować problem uchodźczy. Właściwie jedynym poważniejszym argumentem Reporterów bez Granic, (w skrócie RwB, z ang. Reporters without Borders) jest ciągnąca się od zeszłego roku sprawa zamordowania w Atenach greckiego dziennikarza zajmującego się światem przestępczym. Jednakże długość śledztwa zależy od wielu innych czynników i trudno bez dowodów zarzucać władzy bierność czy niechęć w odkryciu sprawców.

Całe to zamieszanie z tegoroczną klasyfikacją miało tę dobrą stronę, że upowszechniono też fakty dotyczące samej organizacji RwB (Reporterzy bez granic) mającej swoją siedzibę w Paryżu. Była ona kierowana w sposób dość przemyślny przez francuskiego dziennikarza Roberta Menarde’a, który nie zrobił kariery w tym atrakcyjnym zawodzie, za to okazał się zdolnym organizatorem i pomysłowym zdobywcą funduszy na działalność organizacji. Jest ona stale finansowana przez francuskie MSZ i Ministerstwo Obrony oraz przez  różne  znane fundacje, np. Forda, holenderską Adessium, przez banki American Express i Societe Generale, ale też (tego sponsora nie mogło zabraknąć) przez Open Society George’a Sorosa czy miliardera Pierra Omydiara twórcy i właściciela eBay. Menard urodzony w Algierii zarządzał organizacją przez 27 lat, obecnie od kilku lat jest burmistrzem starego malowniczego miasteczka Bezier w płd. Francji.

Obecnie organizacją kieruje Christopfe Deloire, według niektórych przekazów bardzo lewicowy, ale i ostrożniejszy w wypowiedziach. Poprzednik był oskarżany o sprzyjanie Marii Le Pen i Trumpowi, co nie przeszkadzało mu brać pieniądze od wroga Trumpa – Sorosa i umieszczać USA na dalekich miejscach corocznych list. Jednym z kryteriów klasyfikacji jest autocenzura. Właściwie trudno dociec, jak to kryterium definiują twórcy słynnej ankiety. Można przypuszczać, że chodzi tu o wywołane przez strach (np. przed utratą pracy) samoograniczanie się dziennikarzy w doborze tematów, w stosowaniu politycznej poprawności redagowanych tekstów, a nawet w sposobie używaniu języka. Wiemy doskonale, że taka autocenzura funkcjonuje w zachodnich krajach. Wystarczy przypomnieć sobie noc sylwestrową w niemieckich miastach kilka lat temu. Prasa i inne media długo nie wspominały o tamtych wydarzeniach. Podobną autocenzurę wynikającą z owej paraliżującej poprawności politycznej można zauważyć w krajach skandynawskich, które co roku zajmują czołowe miejsca na liście z najwyższym wskaźnikiem wolności dziennikarskiej.

Trudno mi się nie odnieść do tej smutnej historii, choć niepozbawionej groteskowych elementów. Mieszkając w Grecji ponad 30 lat, miałem okazję obserwować wiele niedoskonałości, zaniedbań i różnych kontrowersyjnych rozwiązań. Jest to jednak podobnie jak Polska kraj ludzi wolnych i dumnych. Wolnością najbardziej chronioną i hołubioną jest w tym otwartym i niezależnym społeczeństwie (nie mylić z Open Society Sorosa) wolność słowa. Ta wolność czasem wydaje się przesadna, kiedy dziennikarze, wykorzystując swój status, naruszają dobro osobiste innych lub publikują niesprawdzone czy wręcz kłamliwe informacje. Jednakże różnorodność opinii, wysoki poziom publicystyki, wymiana różnych poglądów na pewno nie odbiega od najlepszych wzorców dziennikarstwa. Doprawdy zadziwia tak urągliwe traktowanie wielu krajów europejskich i nie tylko. Nasuwa się pytanie, czy umieszczanie na wspólnej liście przy tak niejasnych kryteriach państw o tak różnych poziomach cywilizacyjnych, tradycjach i strukturach władzy ma jakikolwiek sens? Z całym szacunkiem dla państw afrykańskich, ich wysiłków reformatorskich oraz postępującej demokratyzacji –  czy porównywanie Burkina Faso (na 41 miejscu) ze Stanami Zjednoczonymi (na 42 miejscu) jest poważnym zabiegiem informacyjnym, socjologicznym czy edukacyjnym?

A na jakiej podstawie Czad, w którym obecnie panuje dyktatura wojskowa jest dwa miejsca przed Grecją? Drodzy Reporterzy bez Granic chyba „daliście czadu”.

Andrzej Bafalukosz

Poprzedni artykułNiezwykła rodzina
Następny artykułBunt „świnek”
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article

Kim jest Nancy Pelosi?

Dlaczego tego nie rozumiesz?

ZAKABLOWAĆ OJCA

PO-tyczki sejmowe

Mity energetyczne