10,3 C
Warszawa
poniedziałek, 26 września, 2022

Grecka Jasna Góra

Must read

Korespondencja z Grecji

Sierpień, jak powszechnie wiadomo, jest w Grecji miesiącem najgorętszym w dosłownym – biorąc pod uwagę klimat – ale też szerszym sensie ze względu na szczyt turystyczny, który w tym roku po dwóch latach covidowej stagnacji, bije wszelkie rekordy, jeśli chodzi o liczbę zagranicznych gości i oczekiwane zyski.

Miesiąc ten jest też dla Greków porą urlopów i wiążącego się z nią wielkiego exodusu mieszkańców miast. Wiele osób wybiera na odpoczynek znane na całym świecie  miejsca (jak Kreta, Santorini, Rodos, Corfu, Mykonos i wiele innych), mieszając się z gośćmi z każdego niemal zakątka ziemi. Tak wygląda obraz pięknej, wyspiarskiej Grecji, jednego z najbardziej popularnego turystycznie kraju.

Wielu mieszkańców miast decyduje się na wakacje w mniejszych miejscowościach, skąd ich rodzinne korzenie, a najczęściej też spędzone dzieciństwo. Dlatego też w sierpniu senne, spokojne wsie i miasteczka ożywają. Zapełniają się miejscowe plaże, place i charakterystyczne kafejki, wieczorami rozbrzmiewa grecka muzyka ludowa, a w powietrzu unosi się woń pieczonej baraniny i grillowanych suwlaków (szaszłyków). Jest to więc miesiąc, w którym po długim, czasem wieloletnim okresie spotykają się krewni i znajomi przybywający z całej Grecji, a nierzadko z różnych miejsc świata.

Kulminacyjnym dniem jest 15 sierpnia, kiedy obchodzi się uroczyście najważniejsze święto Maryjne, czyli Święto Zaśnięcia Matki Boskiej (w Polsce nazywane też Uroczystością Wniebowzięcia; są spory teologiczne między chrześcijańskimi dogmatami w tej kwestii, choć interpretacje Kościoła katolickiego i prawosławnego są sobie bliższe i zdecydowanie się różnią od protestanckiej negacji świętości Matki Boskiej). 

Znaczenie tego święta w Grecji jest ogromne; jest ono nazywane też letnią Paschą, co podkreśla związek między śmiercią Chrystusa i jego Matki. Centralnym ośrodkiem obchodów w tym dniu jest Kościół (cerkiew) Panagias Evangelistrias na wyspie Tinos znajdującej się ok. 115 km (ponad 60 mil morskich) od Półwyspu Attyckiego. Na wyspę przypływają promami tłumy pielgrzymów z całej Grecji, Cypru, ale i zza granicy. Osiemsetmetrową odległość z portu do wystawionego w kościele cudownego obrazu Dziewicy wierni przemierzają pieszo, często i na klęczkach, modląc się i prosząc o wstawiennictwo Matkę Bożą. Przywołując bliską Polakom analogię, można by porównać Tinos do Częstochowy, a wzgórze, na którym wznosi się kościół, do Jasnej Góry. W tym symbolicznym i ważnym dniu pojawia się na wyspie jeden z najwyższych urzędników rządowych, a nawet sam premier. Również w tym roku przybył z wieloosobową świtą szef rządu Kiriakos Micotakis, by wysłuchać liturgii, ale również, aby wspiąć się na pokład przycumowanego do nabrzeża okrętu wojennego i złożyć, a właściwie zrzucić w odmęty wieniec i oddać hołd ofiarom zatopionego 15 sierpnia 1940 roku greckiego krążownika. Wtedy na stojącym w porcie okręcie „Elly” doszło do dużego wybuchu. Zginęło dziewięciu członków załogi, a dwudziestu czterech zostało rannych. Mimo usilnych prób zaholowania krążownika na płytsze wody okręt zatonął, a ranni marynarze, którzy znaleźli się w morzu, zostali uratowani dzięki natychmiastowej akcji zorganizowanej przez rybaków. Przyczyną wybuchów i zatonięcia była torpeda wystrzelona z włoskiego okrętu podwodnego „Delfino”, choć w tym momencie oba kraje nie były w stanie wojny – zaczęła się ona dwa miesiące później. Do końca października 1940 roku rząd grecki oficjalnie utrzymywał wyniki śledztwa w tajemnicy i nie oskarżał Włochów Musolliniego, które rzecz jasna do niczego się  nie przyznawały i oskarżały Wielką Brytanię o prowokację, choć dowody, czyli szczątki trzech torped (dwie nie trafiły celu i wybuchły na nabrzeżu portowym na szczęście bez ofiar) były jednoznaczne. Po wojnie w 1950 roku Włochy w ramach odszkodowań przekazały włoski okręt, który został nazwany „Elly II”. 

Cześć oddawana Maryi jest powszechna w całej Grecji, również w kościołach katolickich, których w Grecji mimo dominującego prawosławia jest wiele m.in. na wspomnianej wyspie Tinos oraz na Syros i wyspach Morza Adriatyckiego. Uroczystości religijne tego dnia mają często szczególną oprawę nawiązującą do historii i kultury danego regionu. Przykładem jest tu przeniesione z dawnego Pontu (nadmorska część Kapadocji, tureckie wybrzeże nad Morzem Czarnym skolonizowane przez starożytnych Greków) świętowanie Panagias Sumeli do klasztoru w Kastanei w górach Wermio niedaleko miasta Werii. Tam też przyjeżdżają pielgrzymki głównie Greków pontyjskich rozsianych po całej Grecji. Pontowie w tradycyjnych strojach ludowych biorą udział w nabożeństwach w języku pontyjskim łączącym grekę bizantyjską z greką starożytną z naleciałościami języków kaukaskich i tureckiego. Pamiętajmy, że niemal połowa ok. 300 tys. Greków pontyjskich została unicestwiona przez tureckich nacjonalistów Ataturka w tym samym czasie, co eksterminacja Ormian. Ludobójstwo Pontów zostało uznane oprócz Grecji przez Stany Zjednoczone i Francję. Jednak Grecja nie byłaby Grecją, a Grecy zaprzeczyliby utrwalonemu w świecie wizerunkowi Greka Zorby, gdyby po godzinach modlitwy, refleksji nad przeszłością i kruchością życia nie rzucili się później w wyczerpujący wir zabawy połączonej z tańcem, obfitym jedzeniem, piciem wina, ouzo i wszelkich innych napojów, śpiewaniem, jednym słowem biesiadą do samego rana. Obowiązkowa na tych panigiriach – tak nazywa się te zabawy – jest muzyka ludowa na żywo grana przez kilkuosobowe zespoły, których głównym instrumentem nie jest buzuki, a klarnet.

Ten krótki opis corocznego świętowania Greków, podobnie jak w Polsce ważnego zdarzenia religijnego mającego przecież historyczne odniesienie, nie ma na celu zastąpienia przewodnika turystycznego czy informacji dostępnych w Wikipedii. Jest raczej próbą wskazania ciągłości narodowościowej i kulturowej wspólnoty. Święta, obrzędy, zwyczaje, muzyka, język, ważne fakty historyczne i inne elementy życia społecznego przeplatają się w czasie i przestrzeni, tworząc silną zaporę bezpieczeństwa dla lokalnych i narodowych wspólnot. Wiemy z historii, że wiele cywilizacji, narodów i kultur nie zdołało się oprzeć niszczącej sile pseudonowoczesnych trendów, barbarzyńskich ambicji; nie miało dość silnej woli, aby bronić tradycyjnych wartości. Warto się więc zastanowić, jak często lekceważymy zagrożenie, jakim jest postmodernistyczny, neoliberalny przekaz, który próbuje zniszczyć podstawy naszego bytu – rodzinę, tradycję, wiarę, narodową i społeczną solidarność.

Kiedy religijne i państwowe uroczystości wzbogacają nasz wakacyjny nastrój i przypominają istotne zdarzenia z dalekiej i bliższej historii, czy to zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny, czy „cud nad Wisłą”, czy ludobójstwo Ormian, Greków pontyjskich i Kurdów, czy rocznica „karnawału Solidarności”, to staramy się umacniać nasz fundament, aby nie osunąć się w nicość.

Andrzej Bafalukosz

Poprzedni artykułPost scriptum
Następny artykułCZY POLAKÓW WOLNO ZABIJAĆ BEZKARNIE?
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article