8,3 C
Warszawa
poniedziałek, 26 września, 2022

CZY POLAKÓW WOLNO ZABIJAĆ BEZKARNIE?

Must read

Na powyższe pytanie nie wprost, lecz de facto twierdząco odpowiadają swoim stanowiskiem wszyscy przeciwnicy wypłacenia Polsce odszkodowań za  dokonane przez Niemców zbrodnie i zniszczenia wojenne.

RFN wypłaciła siedemdziesięciu państwom bardzo wysokie zadośćuczynienia z tytułu strat poniesionych w czasie II wojny światowej. Otrzymało je więcej państw niż liczyła koalicja antyhitlerowska i niemal dwukrotnie więcej niż jest krajów, w których Niemcy prowadziły wojnę. Zapłaciły jednak nie tylko Meksykowi i innym krajom Ameryki Łacińskiej, których udział w wojnie był ledwie epizodyczny. Zapłaciły nawet neutralnej Szwajcarii, poszkodowanej jedynie przypadkowymi incydentami, do jakich dochodziło w związku z ruchami wojsk w rejonie pogranicznym. Kolosalne pieniądze otrzymał i otrzymuje nadal Izrael, do którego obecnego terytorium nie zbliżyły się żadne działania wojenne i który nie posiadał ani żadnego majątku, ani obywateli, gdyż powstał dopiero trzy lata po wojnie. Wielkim beneficjentem odszkodowań został też Światowy Kongres Żydów, który przez cały okres wojny nie poniósł ani żadnych strat ludzkich, ani szkód w kwocie choćby jednego centa. Ani jednego centa nie kosztowała go też w tym czasie żadna forma pomocy prowadzącym wojnę czy jej ofiarom, gdyż nie pomagał ani osobom swojej narodowości, ani żadnej innej.

Na pytanie, dlaczego jedni otrzymują odszkodowania, a inni nie, jest jedna odpowiedź: mogą je uzyskać tylko ci, którzy się o nie upominają. Do 1989 roku Polska nie była państwem niepodległym, a Związek Sowiecki zakazywał swym PRL-owskim marionetkom podnoszenia tego tematu. Jak się dowiadujemy z dokumentów, ujawnionych niedawno przez prof. Bogdana Musiała, w tym samym 1989 roku bardzo zaawansowane były już zabiegi władz RFN, wraz z kanclerzem Helmutem Kohlem, by w odzyskującym suwerenność kraju nie doszły do głosu siły zdolne do artykułowania elementarnych polskich interesów. Nie sposób tego nie skojarzyć ze szczodrym finansowaniem budowania bytów politycznych, konsekwentnie realizujących w Polsce wszystkie cele Berlina. A także z przejęciem przez niemiecki kapitał ogromnej części polskich mediów czy sponsorowania bezliku stowarzyszeń, fundacji, placówek kultury, a przede wszystkim całego mnóstwa historyków i prawników. Trudno się więc dziwić, że tzw. ekspertów, gotowych do upadłego gardłować przeciw elementarnym polskim sprawom, mamy dzisiaj w Polsce więcej niż buraków w finale kampanii cukrowniczej.

Oprócz oczywistej krzywdy, jaką jest niewypłacenie odszkodowań państwu, które proporcjonalnie poniosło pod każdym względem największe straty wśród wszystkich ofiar niemieckiej agresji, wiąże się ona także z innymi, narastającymi konsekwencjami. Nieuregulowanie tej sprawy od lat ułatwia Niemcom budowanie coraz bardziej nikczemnej i coraz bardziej zakłamanej polityki historycznej. W wielu krajach świata naród sprawców coraz powszechniej jest postrzegany jako naród ofiar. Już nie tylko niemieckie winy skutecznie przypisywane są Polakom, ale działające w Polsce sądy rozstrzygają na korzyść obywateli RFN, występujących z roszczeniami w sprawie mienia, do którego Niemcy utraciły prawo na podstawie decyzji konferencji poczdamskiej z lata 1945 roku. Porównajmy to z praktyką „niemieckiego państwa prawa”, w którym nie tylko nie ukarano żadnego z winnych mordów na Polakach, ale które do dziś nie zwróciło skonfiskowanego we wrześniu 1939 roku majątku Związku Polaków w Niemczech.

Najbardziej niedorzecznym i zarazem najpodlejszym argumentem, wysuwanych przeciw naszym żądaniom, są rojenia o jakimś pogorszeniu relacji z państwem niemieckim i jego obywatelami. Zgodnie z odwieczną i bezwyjątkową zasadą, według której szanowany może być tylko ten, kto szanuje sam siebie, prawda jest dokładnie odwrotna. Zasadnicza część niemieckiej buty, a nawet pogardy, nierzadko przecież ujawniającej się w relacjach z naszym państwem i narodem, wynika właśnie z przyjmowania postawy, za której najbardziej żałosny symbol może uchodzić nieszczęsny minister Skubiszewski z rządu Mazowieckiego. Wraz ze swoim premierem doprowadził do takiego ułożenia stosunków z RFN, że mniejszość niemiecka w Polsce została uprzywilejowana prawami, jakimi nie cieszy się żadna mniejszość w żadnym innym kraju, podczas gdy niewspółmiernie liczniejsza polska mniejszość w Niemczech rzekomo w ogóle nie istnieje. Skutkiem tego jest nie tylko pozostawanie w mocy hitlerowskich konfiskat, ale też ugruntowanie przekonania, że Niemcom wolno z Polakami robić wszystko. Bo państwo polskie nie upomni się w przypadku najbardziej nawet ewidentnej niemieckiej grabieży. W następstwie tego każdy Niemiec wie, że trzeba się liczyć np. ze Szwajcarami. Bo jak jeden zbłąkany niemiecki samolot w czasie wojny przymusowo lądował na polu w pobliżu Jeziora Bodeńskiego, to po jej zakończeniu Szwajcaria wyegzekwowała koszty (wraz z odsetkami) bronowania kilkudziesięciu metrów zasiewu oraz potencjalnie utraconych z tego tytułu plonów. A w Polsce można wymordować kilka milionów obywateli wraz z połową elity, zagrabić narodowe pamiątki, spalić stolicę, a nie upomni się ona choćby o częściową zapłatę.

Polska miała nieszczęście, że zasiadający w jej władzach ludzie działali na jej szkodę, którzy publicznie deklarowali zrzeczenie się roszczeń od Niemiec. Żadne z tych oświadczeń nie ma rangi dokumentu stosunków międzynarodowych (ich rejestr prowadzi ONZ i nie ma w nim takich). Roszczenie to nie ulega przedawnieniu i nic nie stoi na przeszkodzie, by je postawić. Wbrew ujadaniu niemieckiej agentury wpływu – nie ma nic do stracenia. Oczywiście nie można mieć pewności, czy jakąkolwiek część roszczenia spadkobiercy zbrodniarzy wypłacą. Już jednak samo postawienie tej sprawy na arenie międzynarodowej oznacza dla Polski szereg korzyści. Przede wszystkim taki krok to budowanie przekonania, że Polska to państwo poważne. Na pewno nie takie jak PRL ani to, co się z niego wypoczwarzało w roku 1989. Podniesienie tego tematu to także mocne przypomnienie, kto był agresorem, a kto ponosząc największe ofiary, najdłużej z nim walczył. I jest to mocny i konieczny cios w coraz groźniejsze antypolskie fałszerstwa i inne wrogie nam narracje.

W XVIII wieku utraciliśmy niepodległość w dużej mierze, dlatego że stronnictwa najbardziej ewidentnych zdrajców, złożone z opłacanych przez Prusy i Rosję jurgieltników, umiejętnie szermowały hasłami ich rzekomej troski o ojczyznę. Okłamywany naród często nie wiedział, kto służy Polsce, a kto jest jej wrogiem. Sprawa reparacji już dziś ujawnia, kto służy Polsce, a kto jest na żołdzie jej przeciwników. A tym, co najbardziej potrzebne polskim elitom, jest dziś jasne oddzielenie w nich ziarna od plew.

I nawet, jeśli Niemcy nie mieliby nam potem zapłacić nawet jednego eurocenta, to położenie na stół naszego rachunku jest konieczne jeszcze z jednego powodu. Kto wie, jaka będzie przyszłość Unii Europejskiej i jak długa będzie w niej nasza obecność. W przypadku rozpadu wspólnoty czy naszego wyjścia z niej Niemcy zażądają od nas poniesienia bardziej czy mniej wydumanych, ale na pewno horrendalnych kosztów. Jeśli wcześniej na tym samym stole będzie leżał rachunek wystawiony przez nas, to będziemy im wtedy mogli powiedzieć, żeby odpowiedni ułamek promila potrącili sobie z tego, co oni mają nam do zapłacenia.

Artur Adamski

Poprzedni artykułGrecka Jasna Góra
Następny artykułOburzenie burmistrzów
- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article