10,3 C
Warszawa
poniedziałek, 26 września, 2022

Spalenie wsi Wąwolnica: nieprawdopodobny akt terroru

Must read

2 maja 1946 r. na mieszkańców lubelskiej wsi Wąwolnica spadł nieprawdopodobny akt terroru ze strony ówczesnego reżimu. Pomimo, iż wojna dobiegła końca wciąż prześladowano członków podziemia konspiracyjnego. Nie odpuszczano również tym, którzy z nimi współpracowali. Oskarżenie o tego typu czyn wymierzono w mieszkańców wspomnianej wsi i postanowiono srogo ich za to ukarać.

W Wąwolnicy na polecenie starosty puławskiego Stefana Lewtaka pojawiła się grupa operacyjna składająca się z funkcjonariuszy MO, UB i KBW, która od kilku dni siała niepokój w terenie, wchodziła w konflikt z miejscowymi chłopami, odbierała im inwentarz i konfiskowała zboże. Podobno Wąwolniczanie dzień wcześniej wyśmiali przybyłych do wsi agitatorów, którzy zaczęli namawiać mieszkańców do wzięcia udziału w zbliżającym się, czerwcowym referendum. Jednocześnie przybyli mieli usłyszeć, że w Wąwolnicy nie obchodzi się 1 maja święta pracy, tylko rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Grupa operacyjna miała wziąć odwet za ten akt niesubordynacji.

Uzbrojeni funkcjonariusze zaczęli strzelać do mieszkańców, którzy na ich widok zaczęli uciekać. Jednocześnie z zeznań złożonych przez aparatczyków wynikało, jakoby to mieszkańcy pierwsi otworzyli do nich ogień. Część chłopów uciekła do stodoły szukając tam schronienia, a wtedy funkcjonariusze podłożyli ogień, który w mgnieniu oka zaczął rozprzestrzeniać się na inne zabudowania. Do pożaru ruszyły zastępy strażackie, jednakże reżimowcy zakazali gaszenia go. Około godz. 14:00 wezwali na pomoc posiłki twierdząc, że zostali zaatakowani. Przybyli koleni funkcjonariusze, którzy rozpoczęli ostrzeliwanie wsi z broni maszynowej, czego skutkiem było wybuchanie kolejnych pożarów.

Rozbójnicza akcja spowodowała zniszczeniu u ponad dwustu rodzin. Śmierć poniosły w sumie trzy osoby. Według raportu były to dwie osoby, które zginęły ratując dobytek. Natomiast nie uwzględniono w nim mężczyzny, który dostał ataku serca. Spalono 101 budynków mieszkalnych i setki gospodarczych. Zginęło także wiele zwierząt gospodarski. Straty wyniosły 75 milionów 316 tysięcy złotych. Krzywdy, jaka została wyrządzona mieszkańcom Wąwolnicy nie dało się zmierzyć. A nie był to koniec ich gehenny.
Jeszcze nie zdążyły opaść popioły po zrównanej z ziemią wsi, a ubowcy i milicjanci jeszcze tej samej nocy zaczęli kreślić fałszywe raporty całkowicie zakłamujące ich nikczemną zbrodnię. Z ofiar zrobili agresorów, przed którymi musieli się bronić, ba „wskazali” nawet winnego. O podpalenie wsi oskarżyli „bandę” znienawidzonego przez komunistów mjr Mariana Bernaciaka ps. „Orlik”.

Mieszkańcy Wąwolnicy przez całe lata byli pozostawienie sami sobie z jarzmem tragedii. Nie tylko nie otrzymali od władz wsparcia materialnego, albowiem odmówiono im wypłaty odszkodowania to jeszcze wystawiano ich na szykany i ostracyzm.
Prawda o Wąwolnicy miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Skutecznie przez lata zakłamywano i utajniano fakty, ale historia ma to do siebie, że prędzej, czy później upomni się o swoje.

Naocznym świadkiem zbrodni jakiej dokonano na mieszkańcach Wąwolnicy był amerykański fotograf John Vaschon, pracujący dla United Nations Relief and Rehabilitation Administration, zwanej w Polsce „ciocią Unrrą”, który uwiecznił na zdjęciach dramat Wąwolniczan.

źródło:https://wdolnymslasku.com/2022/09/03/spalenie-wsi-wawolnica-nieprawdopodobny-akt-terroru/

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

- Advertisement -spot_img

More articles

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Latest article